Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
Blog > Komentarze do wpisu

"Marcinek" poznański król wszystkich szkół

 

W latach sześćdziesiątych dostać się do "Marcinka" to była niemała nobilitacja. Startowało po dobrych kilku chętnych na jedno miejsce.

 

Do tego wszystkiego tworzono tam klasy tzw eksperymentalne. Chodziło o naukę języka francuskiego. Było tego sześć razy w tygodniu, do tego kółko przyjaciól ONZ i kółko przyjaciół Francji. Niby dobrowolne ale lepiej zajęć nie opuszczać.

 

Do tego wszystkiego nasze liceum było jednej krwi, znaczy męskie. By popatrzeć na płeć piękną chodziło się na Matejki do Modrzejewskiej. W ten sposób tworzyła się swoista, niepowtarzalna więź. Ot, wchodzę ci ja do ważnego Urzędu gdzie za biurkiem siedzi groźny urzędnik, którego głównym celem jest mnie spławić.

 

Patrzymy na siebie i wyczuwając dziwny sentyment równocześnie rzucamy pytanie - Marcinek? Który rok, kto był Twoim wychowawcą itd. Z balona uchodziło powietrze i po chwili byliśmy najlepszymi kumplami a sprawa załatwiona w mig. Iluż adwokatów, sędziów, lekarzy, naukowców różnorakich ukończyło moja Alma Mater. Mimo, że teraz siedzę na roli i język nie jest mi potrzebny, ale gdy zdarzy się okazja porozmawiać słowami Moliera nie sprawia mi to żadnej trudności.

 

Od czasu zaś do czasu do Dworu zjeżdżają koledzy z tamtych lat. Już szron na głowie, już nie ten wzrok, ale po chwili wracają wspomnienia i znowu jesteśmy niesforną bandą z klasy Profesor Warszawskiej, dokuczamy Kobyle, robimy psikusy Kajowi, a Mąkówka wbija nam daty do łbów.

P.S. Ja chodziłam do Modrzejewskiej, która przed wojną ochrzczona  imieniem była Zamoyskiej, a aktualnie nazywana jest Zamoydską-Modrzejewską. Całe szczęście żaden mądry nie usunął z imienia szkoły naszej wielkiej aktorki. Chodziłam jednak kilka lat później niż Ziemianin i w szkole się nie spotkaliśmy.

środa, 09 lutego 2011, mag-43

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
mag-43
2011/02/09 18:30:21
wspomnienia jak ptaki szybują po niebie, zwłaszcza gdy bezchmurne
-
2011/02/09 18:46:01
Tzw. szkoła z tradycjami. Muszę i ja kiedyś o swoich obyczajach szkolnych napisać...
A patron to- widzi mi się- jakby współcześnie ulepiony był?? czy jestem w błędzie?- bo stylem mi nieco ławeczkowego Tuwima przypomina. ;)
-
hanula1950
2011/02/09 20:02:45
Podoba mi się taki budynek. Widać, że ma klasę.
Ja też się uczyłam frania, ale już prawie nic nie pamietam.
-
mag-43
2011/02/09 21:43:00
niedawno postawiony ze składek absolwenckich babciu
-
mamamarzynia
2011/02/09 22:08:00
Na trzecim roku historii miałam lekturę o Marcinkowskim. Wybrałam, bo była cienka (no cóż...), ale potem zdjęłam czapkę z głowy przed niespotykanym już dzisiaj tytanem pracy, społecznikiem i skromnym człowiekiem. Gratuluję patrona!
-
2011/02/10 08:04:55
Piękny budynek.
-
2011/02/11 18:57:07
A moja dziewiąteczka, to sierotka jakaś? Nie. Tyle, że budynek z wielkiej płyty:)
-
2011/02/12 19:59:57
No to nos mnie nie zawiódł a myśli powędrowały we właściwym kierunku. ;)