|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytam:
Napisz: emka1216@wp.pl
Szablon:
|
A może by gdzieś osiąść na stałe?
sobota, 21 listopada 2009
Kiedyś obiecałam, że wyjaśnię jak lepi się pierogi metodą węża. Przy okazji opiszę jak się jadało ruskie w moim rodzinnym domu. Wczoraj dostałam od mojego Taty farsz i pomyślałam, że będzie to doskonała okazja do opisania i zilustrowania tej metody. Metoda ta stosowana była zawsze w mojej rodzinie i odkąd Babcia mi ją pokazała, pomimo podejmowanych prób robienia pierogów innymi sposobami, zawsze wracałam do niej. Czy jest lepsza od innych? Nie wiem. Dla mnie najwygodniejsza. Oczywiście najpierw wyrabiam ciasto.
Ciasto składa się z mąki i wody. Nie dodaję jajka, kiedyś Babcia powiedziała, że jajko nadaje ciastu twardości, pozostałam więc przy mące i wodzie. Do miski z mąką wlewam cieniutką strużką ciepłą wodę i palcem kręcę ciasto, aż nabierze odpowiedniej gęstości. Przekładam na blat, popruszony mąką i krótką chwilę wyrabiam. I znów Babcia: im dłużej wyrabiasz tym będzie twardsze, długo to się wyrabia ciasto na makaron. Odkrawam część ciasta i rękoma nadaję tej części postać węża, którego następnie kroję na średniej grubości plastry (coś tak jak kopytka). Od grubości plastar zależy wielkość pieroga. Każdy plaster z osobna rozwałkowuję wałkiem na okrągły placuszek, na który nakładam farsz i zlepiam boki. Farsz składa się z sera, ziemniaków, podsmażonej cebulki, soli i pieprzu. Mój dziadek zawsze mówił, że ser powinien być lekko zgliwiały, ja wolę świeży.
piątek, 20 listopada 2009
A oto mały, nieprofesjonalny, zrobiony kiepskim sprzętem filmik z występu Mieczysława Mazura:
A tak wyglądał stół komisji od nalewek: Pojechalismy z Ziemianinem w mazowieckie, żeby zobaczyć co nowego u naszych znajomych. A przede wszystkim wziąć udział w Warsztatach Artystycznych Prawników ( kiedyś Młodzieży (WAMP) Prawniczej. Młodzież się posunęła i zostali prawnicy. To jest taka sympatyczna impreza, podczas, której spotykamy się, pokazując to, co robimy poza wykonywaniem zawodu prawnika. Mieliśmy okazję posłuchać na żywo i dla przyjaciół zagrane ragtimy przez Mieczysława Mazura:
Niestety, moje nagranie muszę przetransponować na chyba jakiś portal, żeby umieścić. Na razie więc fragment z Youtuba. Słuchać jednak na żywo muzyki, granej przez ragtajmistę z górnej półki, to jest coś! Poza, tym ( tym poza tym, grzeszę, bo słucham po raz kolejny), słuchanie Krzysztofa Sadowskiego jest przyjemnością dla ucha.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Nazwa rodzaju pochodzi od nazwiska francuskiego botanika M. Begona – francuskiego patrona botaniki. Występuje ok. 500 gatunków begonii, które zamieszkują strefę tropikalną głównie Ameryki, rzadziej Azji i Afryki. Są to na ogół byliny, rośliny płożące, pnącza, choć bywają półkrzewy, epifity, a czasem rośliny roczne. Występują gatunki z podziemnymi rozłogami lub bulwiastymi zgrubieniami. Mają grube, soczyste, mięsiste łodygi, oraz soczyste liście, które są ułożone skrętolegle.
środa, 11 listopada 2009
Nastrajam się sentymentalnie i wyciszjąco prezd drogą. Ruszamy z Ziemianinem na podbój Mazowsza, nestety na krótko. Ale zawsze jednak to odpoczynek od codzienności.
niedziela, 08 listopada 2009
Po raz kolejny bardzo, bardzo się starałam. Bardzo, bardzo, bardzo … żeby upiec coś słodkiego. Mój antytalent jest ogólno rodzinnie bardzo dobrze znany. Nawet mój ojciec naumiał się piec tak, że palce lizać i popatrzeć jest na co.
środa, 04 listopada 2009
Bynajmniej, nie chodzi mi o wory pod oczyma. trzy tygodnie temu zrobiłam porządek na strychu i w szfach, zebrała troche ciuchów z innych źródel i w moim domu na środku przedpokoju stoi sześć 120litrowych worów i jeden karton bardzo porządnych, markowych i prawie nowych ciuchów. I żeby była jasność wcale nie letnich. Obdzwonione zostały wszystkie instytucje (w tym kościoły) zajmujące pomocom biednym. Żadna z nich nie reflektuje na te wory. Bo ... nie mają co z nimi zrobić. Jedyna w Barce oświadczyli, że jak im przywiozę to ... może wezmą. Dobre chęci wzięły w łeb. Z tego wynika, że po raz kolejny powiozę rzeczy na wieś. Szkoda tylko, że żadna z instytucji do tego powołanych, nie chce wspomóc naprawdę potrzebujących. A tak w ogóle to mnie jest szkoda lata...
sobota, 31 października 2009
Czy pamięć to ilość zniczy zapalonych w dniu Święta Zmarłych? To święto dzięki, któremu zwalniamy i zatrzymujemy się, pochylając myślami nad bliskimi, których już z nami nie ma. Nad bliskimi naszymi i bliskimi naszych najbliższych. Spróbujmy tak samo pochylić się każdego innego dnia.
środa, 28 października 2009
poniedziałek, 26 października 2009
A kiedy podrapiesz mnie za uchem, ja zacznę cichutko mruczeć. I może powiem, że Cię lubię?
Przeciągnę się leniwie, grzbiet wyprężę. Wtulę w zakamarki Twoich rąk, a oczy z nieopisanej rozkoszy zmrużę...
Bezbronna brzuszek obnażę. Pozwolę się pieścić i kochać. Chwilę z Tobą pomieszkam, a potem pójdę swoją ścieżką...
środa, 21 października 2009
Jesienią, nie tylko liście bywają kolorowe. Jesień to pora astrów, które roztaczają wdzięki, skromnie unosząc swoje wielokolorowe łebki znad ziemi,
niedziela, 18 października 2009
Całkiem niedawno, bo około miesiąca temu, zabawiłam się po raz pierwszy w życiu (i chyba ostatni) w swatkę. Sama w to nie wierzyłam. Umówiłam ich na randkę w ciemno! Oczywiście nie po cichu, to nie mój charakter, każde z nich poinfomowałam o tym. Dzisiaj miałam telefon z Zakopanego, że tam są i są szczęśliwi. Patrzcie ludzie , udało się!
piątek, 16 października 2009
W gospodarstwie pojawili się nowi lokatorzy.
Bo koty są dobre na wszystko. (nie wiem czyje to jest, ale bardzo trafione)
Oglłaszam konkurs na imioma, bo już zabrakło mi konceptu.
środa, 14 października 2009
Zaplątana w Twoich rękach Zagubiona w środku nocy Zamotana w swoich myślach Zakręcona strachem mroku Szukam śladów snu W cieple Twoich pleców
niedziela, 11 października 2009
Jesienią może dni są krótsze, ale za to wieczory dłuższe. Może nie mozna już długo w ogrodzie siedzieć, ale za to w ciepełku domowym, ze szklanką gorącej herbaty, można nadrabiać życie domowe i zaległe lektury. Natura poprzez pory roku uczy nas rozkładać siły zgodnie z naszym wewnętrznym rytmem. Dzień jest od intensywnej pracy, noc od spania i odpoczynku. I tak ta cieplejsza połowa roku jest bardziej intensywna, a ta druga poświęcona regeneracji i odzyskiwaniu sił. Owszem w pierwszym momencie jest szokiem nagły brak światła i konieczność wyciszenia, ale spowolnienie trybu życia wyjdzie nam tylko na dobre. Pozwólmy działać naturze i jej zbawczemu działaniu. A jeszcze do tego podziwajmy kolory jesieni, takie ciepłe i płonące, jakich nie uświadczymy podczas żadnej innej pory
Jesień
czwartek, 08 października 2009
Hera, vel Benia, vel Becherowka. Psica, którą ktoś przywiązał do drzewa, chcąc się jej pozbyć. Ale nie tak normalnie - na pętli samozaciśkowej. Z obserwacji wynika, że niedawno rodziła. Jest u nas od czterch tygodni i dopiero teraz zaczyna przestawać się bać. Przypuszczam, że dopóki nie urodziła szczeniaków z mezaliansu było ok, potem zabrano jej szczenięta a ją wywieziono do lasu, bo kłopot. Jest jednak cały czas niespokojna i zachowuje się tak jak gdyby ciągle (pomimo cieczki) szukała swoich szczeniąt. Zawsze zastanawiałam się czy ludzie którzy robią coś takiego swoim braciom mniejszym dysponują w swoim zasobie zwojów mózgowych takimi drobnostkami, które nazywamy wyobraźnią, odpowiedzialnością, uczuciami. Traktowanie zwierzaków jak czasowe urozmaicenie życia jest dla mnie wyjątkowym zwyrodnieniem. Dla przypomnienia dwa poprzednie potwory są tutaj.
wtorek, 06 października 2009
niedziela, 04 października 2009
środa, 30 września 2009
Lawendę lubię za jej małe wymagnia, mocny charakter i za to że nie można przejść obok nie, czy to ze względu na zapach, czy to ze względu na wygląd, obojętnie. Jest tak mało wymagająca, że rośnie u mnie i rozrasta się na miejscu zapomnianym przez podlewających. Lawenda (Lavandula ) – to rodzaj roślin z rodziny jasnowatych. Zwyczajowe okreslenia lawendy to: lawenda wonna, bławatka, czyszczecz. Ta ostatnia mnie szczególnie zastanawia. Nazwa lawenda pochodzi od łacińskiego słowa "lavare" – myć się, roślina ma bowiem silne właściwości antybakteryjne i antyseptyczne. Jest symbolem Prowansji, gdzie wykorzystuje się ją między innymi, w produkcji pysznych miodów lawendowych (MNIAMMMM). Do Prowansji przywieziono ją dopiero w średniowieczu z Persji i Wysp Kanaryjskich. W Polsce popularna była za czasów naszych prababć. Stosowały ją do wyrobu domowych pachnideł, a suszone kwiaty umieszczały w woreczkach dla nadania zapachu pościeli i bieliźnie. No i suszone kwiaty i gałązki lawendy skutecznie odstraszają mole. Teraz moda na nią powraca i to prawdopodobnie za sprawą literatury przetransponowanej na film i otwarciem naszych granic. To chyba książki Petera Mayla zapoczątkowały modę na Prowansję i lawendę. Teraz lawendę można dostać w każdym Lidlu czy innym podobnym markecie. Jednak roślina, którą najczęściej kupujemy w sklepach ogrodniczych, to kuzynka lawendy – lawendyna. Rozpoznaje się ją po tym, że z jednej łodygi wyrastają aż trzy gałązki, a nie jak w przypadku lawendy jeden kwiat. Wymaga ciepłego i słonecznego stanowiska. Dobrze rośnie raczej w suchym i niezbyt urodzajnym podłożu. Dlatego w jej sąsiedztwie nie należy sadzić roślin wymagających częstego podlewania, nawożenia i ściółkowania np. róży. U mnie świetnie czuje się w towarzystwie juki, szałwii i macierzanki. Ale jak napisałam wyżej lubię ją bo to roślina dla leniwych. Działa oddstraszająco na ślimaki i mrówki.
poniedziałek, 28 września 2009
Kiedyś koleżanka moja Beata, przywiozła sałatkę. Spojrzałam na nią i pomyślałam: żadna rewelacja. Kalafior podzielony na niewielkie kawałki, w sosie śmietanowym i co w tym może być specjalnego? Kiedy spróbowałam przeżyłam szok smakowy. Delikatny orzechowy posmak, ubarwiony czosnkiem i innymi przyprawami, spowodował, że moje kubeczki dostały kociokwiku. Oczywiście natychmiast zażądałam przepisu. W sobotę gości mieliśmy i wykorzystałam go. Potrawa okazała się niezwykle prosta. Kalafior (oczywiście surowy) dzieli się na niewielkie różyczki, które następnie polewamy sokiem wyciśniętym z cytryny lub cytryn, w zależności od ilości kalafiora. W cytrynie tej macerować się powinien co najmniej godzinę. Przygotowujemy sos śmietanowy, lub jogurtowy, albo mieszany, ja użyłam śmietany własnej, czyli zrobionej z mleka prosto od krowy. Sos doprawiamy dużą ilością czosnku i innymi przyprawami w zależności od upodobań. Mój zawierał oczywiście Cayenne (ale kurkumy nie dodałam, bo jednak gorycz posiada), solimy go raczej mnie niż więcej. Sól jest jednak potrzebna. Pamiętajmy, że kalafiora macerujemy cytryną, a ta może spowodować ścięcie śmietany lub jogurtu. Osolenie śmietany powoduje, że do ścięcia i zakwaszenia nie dojdzie. Sosem zalewamy kalafiora z cytryną, mieszamy i odstawiamy na co najmniej godzinę. Sos dokładnie oblepia różyczki, przez co wydają się jeszcze bardziej apetyczne. Następnie przystępujemy do konsumpcji. Pychota!
Przyznam się, że ja konsumpcję rozpoczęłam już w połowie macerowania kalafiora. Na skutek działania soku z cytryny zrobił się kruchutki i nabrał orzechowego smaku.
czwartek, 24 września 2009
Otulam się Twoją bliskością na dobranoc, na dzień dobry i dobre południe. W cieple Twojej czułości zapominam, że to już jesień…
wtorek, 22 września 2009
poniedziałek, 21 września 2009
Jedno z nas nie może się mylićZapaliłem zielony ogarek tłumaczenie Maciej ZembatyJechałam dzisiaj ze wsi do miasta. Pięknie było. Mgły unosiły się nad drogą, słońce przez nie przeświecało na czerwono, a pola wygladały jak pod kołdrą uplecioną z tysiąca promieni. Pięknie było i smutno. Może nie tyle smutno ile melancholijnie. Dni zanim się zaczną porządnie, opatula nagle ciemność. Zaczynam nowy tydzień w mieście. Wieczory tutaj oznaczają powroty z pracy o zmroku i są czerwone i samochodowe.
Czas mija za szybko i niezauważalnie. Kiedy się zatrzymuję, z przerażeniem zauważam, że ostatni mój przystanek jest już niewidoczny, a między nimi szara mgła, ukrywająca zdarzenia, o których chciałoby się pamiętać i przeżyć jeszcze raz.
niedziela, 20 września 2009
Rudbekia i jeżówka jeżeli chodzi o pokrój i kształt kwiatów są bardzo do siebie podobne. Obie pochodzą z tej samej rodziny – astrowatych.
Rudbekie są idealnymi roślinami dla ludzi zapracowanych, spragnionych bujnych, długo kwitnących i trwałych kwiatów – czyli takich ja JA. Są mało wymagające i łatwe w uprawie, a ich rozmnażanie jest bardzo proste. Należące do rodziny Compositae (złożonych), rudbekie łatwo rozpoznać po budowie kwiatostanów, zwanych koszyczkami. Mają one charakterystyczne środki w formie purpurowoczarnej główki, otoczonej języczkowatymi złotożółtymi płatkami. Amerykanie nazywają rudbekię czarnooką Zuzanną (Black-eyed Susan). Kwitnie od lipca do października. Jeżeli będziemy usuwać przekwitłe kwiatostany, będą zawiązywać nowe pączki i przedłużymy ich kwitnienie. Bardzo lubię kolory późnego lata i jesieni, a rudbekia dodaje im intensywności co nie miara. |