Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
piątek, 30 sierpnia 2013

Kończy się sierpień. Natura skupia się na  jak najpełniejszym formowaniu owoców.

Oszałamia nadmiarem barw, zapachów i kształtów, a ciepłe sierpniowe światło sprzyja fotografowaniu.

Zapach sierpniowej łąki sygnalizuje zbliżającą się, na razie małymi kroczkami jesień,

której pierwszą zapowiedzią jest kwitnienie nawłoci, zwanej polską mimozą.

To o niej Niemen śpiewał - "Mimozami jesień się zaczyna"...

sobota, 27 lipca 2013

Upalnie się zrobiło. Nie narzekam.  Jak tylko w moim umyśle powstanie cień choćby niezadowolenia, natychmiast przypominam sobie długą i intensywną zimę, która mnie z lekka psychicznie wykończyła. Szukam więc miejsca, w którym przetrwam największe upały i cieszę się z ciepełka. Mam o tyle szczęście, że grube mury wiejskiego domu (koniec dziewiętnastego wieku) latem zapewniają chłód, a zimą ciepełko. Zresztą miejski dom również jest porządnie izolowany. Posiadam więc komfort upalnego istnienia.  Do ogrodu wychodzę tylko po to, żeby kiwaka podlewającego przemieścić i pranie zmienić na sznurku. Upał i słońce sprawiły, że bzyki zrobiły się senne i mniej bojaźliwe. Spijają nektar z wnętrza kwiatów zupełnie nie oglądając się na to co się wokół nich dzieje.

Szczególnie upodobały sobie pysznogłówki i jeżówki.

Chociaż liliami również nie gardzą.

A poza tym jakaś zaraza wdała mi się w pomidory i mam dylemat: pryskać czy nie pryskać.

Mam dwa preparaty. Jeden naturalny, ale niepewny co do skuteczności i drugi chemiczny, ale okres karencji trwa siedem dni, a pomidorki dojrzewają na całego.  Na początek jednak spróbuję naturalnego, może pomoże? 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Czas migoce przed oczyma  jak szalony. Dzień za dniem i ani się spostrzegłam, a to już druga połowa lipca L. Praca, wyjazdy, również o charakterze roboczym i nie ma czasu przysiąść, by choć od czasu do czasu przypomnieć Szanownemu Państwu o swoim istnieniu. No i opisać co nowego i ciekawego zobaczyłam i czego się dowiedziałam.  To już ponad miesiąc temu gościliśmy z Ziemianinem na ziemi grucznieńskiej i spędziliśmy bardzo ciekawy łykend w towarzystwie wysokiej jakości  towarzystwa. Ziemianin został poproszony o poprowadzenie warsztatów serowarskich podczas Weekend’u z Menonitami w Chrystkowie. Dlaczego serowarskich? Bo przecież mennici z wyrobu sera sławni byli. Dla tych którzy nie kojarzą tego wyznania pokrótce wyjaśniam, że mennonici to wyznawcy ruchu religijno-społecznego, rozwijającego się głównie w Niderlandach i Niemczech północnych, będącego odmianą anabaptyzmu. Nazwa tego odłamu religijnego pochodzi  od imienia założyciela - Menno Simonsa (1496-1561) - kapłana katolickiego z Fryzji, zwolennika Lutra, członka sekty anabaptystów. Ogólnie pisząc ich pojawienie się w naszym kraju, zapoczątkowało osadnictwo olęderskie na terenach polskich. Dzięki umiejętności melioracji, osuszania terenów podmokłych i walki z powodziami, mennonici zagospodarowywali żyzne tereny nadrzeczne.  Olędrów cechowała wysoka kultura rolna, duża gospodarność, pracowitość.  O przyczynach dla których się u nas pojawili i jakie wartości ze sobą przynieśli, możecie poczytać w różnych miejscach. Ja polecam artykuł TUTAJ i stronę Fundacji „Terpa” poświęcono osadnictwu olęderskiemu w Polsce – TUTAJ.  

Dla nas  ten łykend był ucztą przede wszystkim duchową. Godziny spędzone na wykładach prowadzonych przez niezwykle interesujących wykładowców

(Ziemianin opisał ich TUTAJ) i potem wieczorne pełne treści rozmowy przeplatane anegdotami i żartami, były ucztą dla naszych skupionych coraz bardziej na dniu codziennym umysłów.  Chcę więcej !!!!

PS na pierwszym zdjęciu chata mennonicka, o konstrukcji, której przeczytacie w artykule, do którego odsyłam. 

czwartek, 04 lipca 2013

Czerwiec naznaczył ogród obfitością kolorów, kształtów i zapachów.

Bez komentarza :)

07:57, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
niedziela, 23 czerwca 2013

No i skończyło się dobre. Jutro do pracy dalej ciągnąć codzienny wózek. Wczoraj gościliśmy w sąsiedniej wsi, na zaproszenie Pani Janiny hrabiny Tyszkiewicz-Łąckiej. Jak co roku zaprosiła, jak to ona mawia "mieszkańców swojej wsi i okoliczne ziemiaństwo" na swoje imieniny, których kulminacyjnym momentem jest puszczanie wianków na jezioro, nad którym położony jest jej dwór. To zdjęcie zrobiłam z brzegu jeziora.

 A na dziedzińcu przednim trwały hulanki i swawole.

Dzisiaj leniłam się nieprzyzwoicie. Energii starczyło mi na podlanie ogrodu i pstryknięcie kilku fotek. Ogród jest przepełniony zielenią. Obfitość i bogactwo  roślin są niesamowite.

 Zaczęły kwitnąć róże, a lilie szykują się do inwazji.

Zaborcze hortensje przyduszają sąsiadów.

 

Moje kąciki nabierają coraz wyraźniejszego charakteru. Szkoda tylko, że muszę się spryskiwać paskudną chemią przed wyjściem. Plaga komarów w tym roku przeraża.  Jednak ogród wynagradza mi tę niedogodność z nawiązką. Szczególnie lubię chwilę ciszy wieczornej, tuż przed zachodem słońca. Za tymi fragmentami rzeczywistości nierzeczywistej  tęsknię całą zimę. I to by było na tyle w telegraficznym skrócie.

23:08, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
piątek, 14 czerwca 2013

 

Czerwcowo i co za tym idzie  letnio się powolutku robi. Mój tygodniowy urlop upłynął pod znakiem ciężkiej pracy fizycznej. I nie jest tak jak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Nie jestem niezadowolona. Im bardziej moje mięśnie  obolałe, tym bardziej się cieszę !!! Po prostu nie mam czasu na myślenie o pracy, tej zawodowej, oczywiście. A tak w ogóle to czerwiec w rozkwicie i rabarbarowo - kompotowo się zrobiło

 

Boćki się mnożą.

Piwonie przekwitają, podczas gdy róże rozpoczynają dopiero kwitnienie.

Aktualnie największym moim zmartwieniem jest problem akacjowego miodu. Czy pszczołowate zdołają zebrać pyłek, czy też zostaniemy bez akacjowego? I tak się to wszystko toczy. Staram się zapomnieć o innym świecie i zapomnieć, że w poniedziałek znowu założę szelki robocze i popędzę nasz piękny kraj  rozwijać. Taki jakiś mam nastrój niedobry do pisania i myślenia!

 

A tak w ogóle to przecież jest Noc Czerwcowa!


00:27, emka1216
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 10 czerwca 2013

Dużo pracy, trochę podróży, też związanych z pracą, trochę zawirowań osobisto-rodzinnych  i mało odpoczynku. Tak, krótko, scharakteryzowałabym ostanie miesiące naszego bytowania. Czyli  w niczym nie odstajemy od statystycznego Polaka. Tak w ogóle zatrzymało mnie się pisanie. Wypalenie? Może, a może jakiegoś rodzaju przyziemnienie?  Lato zwykle jest dla nas okresem intensywnej pracy, połączonej z wyjazdami, które bardzo lubię. Od piątku do wczoraj byliśmy w Lidzbarku Warmińskim. To był czas wypełniony do ostatniej minuty. Staraliśmy się go wycisnąć jak cytrynę. Przede wszystkim, ale i spacer i  basen i sauna i spotkania wieczorne z przyjaciółmi (jak by co to ta w lustrze to ja :)).

Lidzbark się zmienia. Jeszcze trzy lata temu rozkopane fragmenty miasta, dziś wyglądają pięknie.

Wieczorny spacer jest samą przyjemnością. Przepraszam za zdjęcia z komórki, ale nie chciało mi się tachać sprzętu.   Szkoda jednak, że to tak bardzo daleko. Właściwie w drodze powrotnej, rozpoczętej o godzinie 17, po całym dniu intensywnych zajęć, powinniśmy gdzieś  przenocować. Jednak jak pomyśleliśmy o obcym hotelu, pędziliśmy do domku, żeby zawinąć się we własną kołdrę.  Po drodze, przypadkiem, bo przecież nie znaliśmy knajp na trasie, przed a właściwie w samym Grudziądzu, trafiliśmy na niezwykłe żarełko. Objawił nam się niespodziewanie  Gościniec Pod Lipami,  Kuchnia domowa, świeże produkty, miła obsługa, ceny powalające dostępnością, po prostu PYCHOTKA.  Jeżeli kiedykolwiek zawitacie w te rejony polecam bardzo smacznie i nic z tego nie mam :)

14:45, emka1216
Link Komentarze (9) »
czwartek, 04 kwietnia 2013

Bo to tylko tak sobie może być, kiedy w czasie świąt Wielkiej Nocy, jedyną atrakcją jest,  ile śniegu nasypie. I nie kiedy, ale ile. Ja wiem, że te święta wyjątkowo w tym roku wcześniej. Nie tłumaczy to jednak naszej aury. Słyszę, że to dlatego, że ocieplenie klimatu, że tylko trzy pory roku będziemy mieli. Na razie więc lepimy zające (nic oryginalnego - wszyscy to robią)

i święcimy jajeczka.

A ja przerażona tą perspektywą, sobie siadam w kąciku i myślę. A jak zaczynam myśleć, to wymyślam różne, różniste głupoty. Podobno myślenie ma przyszłość, chyba jednak nie moje aktualne. Mózg mi zamarzł i trybiki obracają się wolno, wolno i coraz wolniej. Nie ma się czym chwalić, ale jakbym zamilkła na blox'ie, wiedzcie, że epoka lodowcowa nastała i czekam na odmrożenie. Nigdy nie byłam podatna na depresje pogodowe, tym razem jednak,  dopadło mnie paskudztwo i trzyma. Uwolnienia chcę z jej szponów i SŁOŃCA, którego również Wam z całego serca  życzę. 

12:27, emka1216
Link Komentarze (15) »
niedziela, 31 marca 2013
środa, 27 marca 2013

Na życzenie oto i ona:

22:18, emka1216 , pstryk
Link Komentarze (17) »

I tak to sobie toczy się wszystko do przodu, z dużą naszą pomocą. Pchamy te taczki i końca nie widać, ale w końcu zaświeci nam wiosenne słoneczko i wszystko zacznie wyglądać inaczej. Wydaje mi się, że jestem meteoropatką, ale nigdy nie poddawałam się chandrze zimowej. Tej, jednak, zimy, a właściwie już wiosny w duszy gra tęsknota tylko za słońcem, ciepłem i zielenią. Wargi mam spierzchnięte od mrozu i tak mnie on wysusza, że czuję się ciągle jak bym miała gigant kaca!  Nie pocieszają mnie nawet, w końcu nastałe piękne zachody słoneczka, które wychyliło kawałek buźki zza wiszącego pułapu szarości i walczy z nim dzielnie.

Nawet podróże, które tak lubię, mimo, że w celach zawodowych, nie sprawiają większej przyjemności, a to z powodu zimna. Toruń był piękny, ale zimny i szybko uciekaliśmy z Nowego Rynku w piwniczne opary piwa.

Dla poprawienia nastroju zajęłam się czymś twórczym. Odnowiłam wiklinowe mebelki łazienkowe. Pobawiłam się metodą serwetkową i wyszło całkiem przyjemnie i ... wiosennie.

Teraz jeszcze czeka mnie zmiana zasłonki i moje pomieszczenie sanitarne jasnością swoją będzie przywoływało właściwą i jedynie słuszną porę roku. Życzę Wam, i sobie, ciepełka i jeszcze raz ciepełka.  

niedziela, 10 marca 2013

No i kolejny pracowity tydzień minął. Mam nadzieję dożyć okoliczności przyrody, w których będę kończyć pracę o 16, no 17 i będę miała czas dla siebie. Czy się uda? Może na emeryturze :). A i tak nie wiadomo, kiedy na tę emeryturę. Bo to koleżanka, która 60 lat kończy w przyszłym roku, dowiedziała się, że zasłuży sobie na pieniążki bierne, dopiero po przeżyciu 60 lat i siedmiu miesięcy. Mnie się nie chce samej siebie uświadamiać. Po co się stresować. I tak będę pracowała, nie wyobrażam sobie zupełnie zrezygnować z zajęć zawodowych.  Chyba, że na wsi agroturystykę zaprowadzę, ale to też praca, jakby nie było. Na razie próbuję na wsi wypoczywać, gości przyjmować, a w brydża pogrywać.

A na co dzień? Na co dzień zaczęłam jeść oszczędnie. Centymetry w obwodzie tracę i jest mi z tym dobrze. Znajduję czas na szykowanie sobie jedzonka do pracy i w ciągu dnia odżywiam się tym co sama zrobiłam, a nie śmieciowym jedzeniem z przydrożnych budek.

Efekty, jak napisałam widać i mam dużą z tej przyczyny satysfakcję. Dzisiaj zbieram siły na najbliższe dwa tygodnie obfitujące w atrakcje zawodowe i wyjazdowo-serowarskie. Ale o tym następnym razem. Miłego dnia życzę, a my z Ziemianinem znikamy w kierunku basenu :).

niedziela, 03 marca 2013

Dwa ostatnie szare miesiące przyprawiały mnie o nastrój nieprzystający do kontaktów międzyludzkich i blogowania. Po raz pierwszy w życiu tak dotkliwie odczułam brak słońca. Ale też zima tego roku była szaro-bura. Wczoraj, kiedy po raz pierwszy pokazało się prawdziwe pełne słońce, powędrowałam do ogrodu. Okazało się, że mimo niskiego pułapu chmur i braku dostatecznej ilości światła, natura już nie śpi. Pchają się ząbki  zielone do góry i podnoszą bunt przeciwko zimowemu marazmowi. Wystarczył jeden słoneczny dzień, aby w jego trakcie zaczęły pękać pąki z młodymi listkami.

Okazało się też, że wbrew pozorom są to ostatnie dni, na cięcia, soki zaczynają już krążyć.

Przycięłam więc winogrona, kiwi, kilka krzaków i drzewek. Było mi dobrze! Większość moich ziółek, normalnie zimujących na południu Europy, dzięki pierzynce śniegowej przeżyła zimę i już teraz mogę korzystać z ich świeżości. Nawet siedmiolatka - cebulka pokazała swoją  zieloną czuprynkę :)

Dzisiaj dzięki zastrzykowi dobrego nastroju, czuję miłe zmęczenie mięśni i wewnętrzny spokój.

12:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (21) »
piątek, 01 lutego 2013
 

Wbrew oczekiwaniom, zapowiadał się ciepły i mokry, styczeń pokazał nam trochę prawdziwej zimy. Było biało, czysto i ... dziewiczo. W mieście, szczególnie w okresie poczynionych przez władzę oszczędności, śnieg jest zawalidrogą utrudniającą poruszanie się w tempie, do którego przywykliśmy. Przeszkadza mi, chociaż świat wydaje się piękniejszy,  bo ... czysty ;). Na wsi jestem ZA i na pewno nie przeciw. Zima, śnieg i mróz po prostu tam pasuje. Jak zapowiadają synoptycy białość i zimno, chyba już nie wróci. Jest przekropnie i wilgotno. Szczęście Moje chyba z przepracowania nie zebrało jesienią rajskich jabłuszek.

Nalewki nie będzie, ale za to ptaszki mają co skubać!  Koniec stycznia oznacza, że należy zabrać się za pierwsze prace ogrodowe. Zabiorę się niedługo za przycinanie  winogron, mini kiwi (aktinidia). Trzeba zdążyć przed ruszeniem pierwszych soków. Potem drzewa owocowe.  A na razie, w mieście,  chronię się przed zimowymi deszczami we wnętrzu moich czterech kółek i  wdzięczna jestem za postęp cywilizacyjny i ogrzewanie w samochodzie.

I tym optymistycznym akcentem ... miłego dnia życzę :)

10:24, emka1216
Link Komentarze (20) »
środa, 16 stycznia 2013
 

Pourlopowałam sobie. Siedziałam w chałupie, spałam do oporu, telefonów nie odbierałam i wszystko miałam w ... głębokim poważaniu. No nie do końca jest to prawda. Moje sumienie nie dało mi, w związku z tym miałam tylko mniej więcej. Czas spędzałam ze Szczęściem Moim i naszymi zwierzakami. Wacek dzielnie sekundował mi przy komputerze. Zważywszy na to jakimi tematami się interesował, nie wiem czy nie powinniśmy się bać ;)

 

A w ogóle to koty stały się zimowo nienażarte i wciąż okupują kuchnię w celu wyłudzenia  kolejnej porcji karmy.

 

Albo podglądają zza węgła czy czasem nie robimy czegoś do jedzenia.

 

Najchętniej zasiadłyby za nas przy stole i pożerały nasze obiady. Spadł śnieg.  A jak śnieg to i świat bielszy, czystszy i ładniejszy. Psy szaleją ze szczęścia bo przybyła im nowa zabawka.

 

Kaja skutecznie  prowokuje dostojną Herę, która uważa ją za swoją przybraną córkę i pozwala na wszystkie szaleństwa rozpieszczając grubaśnicę.

Dobrze mi było ....

wtorek, 08 stycznia 2013

Pohasałam trochę po ogródku, dobezpieczyłam roślinki, przemroziłam nogi i przemoczyłam nogawki od dresu, bo nie chciało mi się iść po odpowiedni sprzęt nożny. Stwierdziłam jedno, jeżeli temperatura powyżej zera utrzyma się przez następne dwa tygodnie, wiosna zawita do ogrodu na całego. To, że oczary szykują się do kwitnienia to nic takiego, w końcu to zimowe krzewy,

ale arcydzięgiel puszcza nowe pędy!

 

Mam nadzieję że przeżyje, bo lubię to zielsko. Ptaszydła obżarły swoje naturalne karmniki.

Zostawiam zwykle na zimę owoce i jagody na krzakach, właśnie z zamiarem dokarmiania ptaków i stwierdzam, że owoce rosa rugosa wyglądają bardzo atrakcyjnie po wydziobaniu wnętrz.

Szczególnie na tle szarej zimy, nie zimy. 

poniedziałek, 07 stycznia 2013

No i uczynił się nam 2013 rok. Dawno się tak nie uśmiałam, jak podczas tegorocznej nocy sylwestrowej. rechotaliśmy i rechotaliśmy. Wprawdzie fajerwerki były nędzne, ale w nowy rok weszłam uśmiechnięta i na luzie. 

Zresztą co do fajerwerków, przestaliśmy strzelać, ze względu na zwierzaki. I tak dosyć mają już stresu za sprawą odgłosów ze wsi. Aktualnie czekam na kolejne urodziny.  Wzięłam sobie tydzień  urlopu, siedzę na wsi i pilnuję spania. Szczęściu Mojemu zaznaczyłam, że skoro nie zabiera mnie nigdzie na romantyczne wakacje, ma mi pozwolić spać i nic nie robić. Śpię więc do oporu, a ponurość za oknem sprzyja temu. Zakopuję się pod kordłę i rozkoszuję możliwością wylegiwania. Niestety z nic nie robienia, nic nie wyszło. Ale to chyba dlatego, że nie umiem tak. Koziorożec! Obarczona jestem tym znakiem i uginam się pod ciężarem odpowiedzialności za godne go reprezentowanie. Tak ogólnie fajny jest, tylko nic mu nie wychodzi bez wysiłku. A przydałby się jakiś maleńki fuksik, żeby choć raz! Choćby w totka. Niestety znak zodiaku warunkuje moje bytowanie na tym świecie wyskrabuję więc co mogę pazurkami i kropelka za kropelką drążę skałę. Żebym tylko zdążyła ją wydrążyć do końca.  ;) Zakładam więc okularki i pracuję.

Ostatnio zresztą coraz częściej w szkłach na nosie. Cóż jak napisałam wcześniej, zbliżają się kolejne urodziny ;)

poniedziałek, 31 grudnia 2012
niedziela, 30 grudnia 2012

No i bigosi się bigos czyniony przez Szczęście Moje.

Znaczy się Sylwester się zbliża. Drugą oznaką końca roku jest podrzucona na czas wyjazdu sylwestrowego, do naszego wiejskiego domu, Nasza, znaleźna Dobermanka. Łagodności Ci ona wielkiej, nie może jednak zrozumieć, czemu pod nogami pałętają się jej koty, tałatajstwa jakieś.

Zwierzaki początkowo zawarły pakt o nieagresji, obchodząc się z daleka i obrzucając podejrzliwym wzrokiem. Psica ogólnie piękna jest i naprawdę wbrew swojej rasie, pokojowo nastawiona do świata, czego jednak koty nie do końca rozumieją, posykując i prychając na przemian w zdziwioną jej mordę. Mam mimo wszystko nadzieję, że zanim Naszka zostanie zabrana przez swoją Panią, dokona się cud zaprzyjaźnienia.

Aktualnie pakt o nieagresji przerodził się w nieufną obojętność. Postaram się składać raporty ;)

P.S. Mimo szczerych chęci nie udało mi się wyretuszować "porządku" z biurka Szczęścia Mojego ;D

wtorek, 25 grudnia 2012

Kochani nie mam wytłumaczenia, spóźniłam się z życzeniami. Mam nadzieję, że wybaczycie. Zdrowia przede wszystkim, spokoju i ciepła rodzinnego. Wiem, że to banał, ale ten banał jest najprawdziwszy i najbardziej nam wszystkim potrzebny.

09:26, emka1216
Link Komentarze (9) »
czwartek, 13 grudnia 2012

No i zima nam się porobiła. Piękna, mroźna i groźna.

To nie będzie jednak bajka o Gerdzie i Kaju.  Mróz ścisnął, i efektem  tego było moje dzisiejsze poranne tańce przed drzwiami garażu i latanie kurcgalopkiem pomiędzy tymiż drzwiami garażowymi a samym garażem via dom. Każdy kto miał do czynienia z zamkiem Gerdą, wie, że jak się go zamknie od zewnątrz, to od wewnątrz się nie otworzy i na odwrót. Zamek marki Gerda, podobno niezawodny i odporny na wszelakie zawirowania, był zamarzł i ni cholery otworzyć się nie dał. Nie dał mu rady miniaturowy odmrażacz, który złośliwie upadł mi pod samochód w garażu i po który,  pod samochód, po kałużach stworzonych przez błoto pośniegowe z nadkoli, musiałam się wczołgać! Dopiero wielka butla płynu do odmrażania szyb, pożyczona od sąsiada, dała radę i mogłam klucz w zamku przekręcić. Podobno teraz Gerdę produkują w Chinach :(

Ale tak w ogóle zima jest piękna, szczególnie na wsi. A właściwie to tylko na wsi, gdzie nie ma błocka  a powietrze jest przejrzyste i ostre świeżością. Wybaczam nawet zimno. Niestety zwierzęta zaczynają szukać karmy.

A tak w ogóle, to rozpoczęłam dokarmianie ptaszków.

Sikory i wróble chmarą zlatują się w mieście do karmnika. A harmider robią! Przyjemność  patrzeć na maluchy. A w centrum, carne olbrzymy, uważnie obserwują nas z góry i szukają  miejsc do napasienia się. 

19:57, emka1216
Link Komentarze (23) »
piątek, 23 listopada 2012

No i w końcu listopadowo się zrobiło, mgielnie i wilgotno. Mgła w zależności od okoliczności jest mi bliska albo bardzo nieprzyjazna. Kiedy patrzę jak otula wszystko wokół miękkim płaszczem, lubię ją, kiedy jadę wieczorem 10 km/h, przeklinam. Cóż nasze punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Dzisiaj mam dzień lenia. Nie znaczy to, że nie robię niczego, ale powoli, powolutku zajmuję się ogniskiem domowym i pławię się w jego ciszy i spokoju. Przez cały tydzień kończyłam pracę o 20-21, mam chyba więc do tego prawo. A w ogóle najchętniej zapadłabym w sen zimowy. No może nie do końca w sen, ale taki malusieńki półsen, który karmiłby mnie ciepełkiem. Tylko kto by zimą karmił w domu w mieście ptaszydła? ;). 

Skoro jednak zapaść nie mogę, pstrykam jesień, która malowniczą jest i pełną kształtów.

wtorek, 13 listopada 2012

Mało piszę, ale zdjęcia robię  :)

poniedziałek, 29 października 2012

Dzisiejszy poranek

mglisty i mroźny

środa, 17 października 2012

Lubię. Bo i jest za co lubić. Nie nadążam ze sprzątaniem, trawa jest więc naznaczona kolorowymi  plamami. Funkie przygotowując się do zimowego spoczynku stroją się brązy i żółcie.

Spod opadłych liści czerwienią się owoce niezerwanych konwalii,

a dalie zaskakują swoją żywotnością i kształtami i radośnie kontrastują z kolorami jesieni.

Ostatnie maliny czerwienią się na krzakach, a chłód poranny  powoduje ich słodycz.

I lubię też, pomimo barbarzyńskiej pory,  poniedziałkowe, skoroświtowe, zamglone powroty ze wsi do miasta,

kiedy to zamiast skupić się na prowadzeniu pojazdu, oglądam się za siebie i chłonę poranne mgły wybarwione wschodzącym słońcem.

09:26, emka1216 , ogród
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21