Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
niedziela, 31 stycznia 2010

Po dniu wczorajszym, pełnym śniegu, wiatru i przenikliwego zimna, ranek przebudził się słoneczny, mroźny i pełen kolorów. Niezniszczalne Ziemiaństwo wybrało się oczywiście zdrowotność na basenie odbudowywać i spalić wczoraj nabyte z siedzenia w domu kalorie. Okazało się, że nie tylko my wylegliśmy na słońce. Wszystko co żywe wylazło i nawet to najbardziej płochliwe, nie ruszając się, ze zdziwieniem odwracało głowy i wzrokiem niechętnym patrzyło na samochód, z okna którego wychylała się głowa Ziemianina lub Emki i ręka z aparatem fotograficznym.  Tak bardzo blisko nie dały się podejść ale  małą satysfakcję nam dały.

Zaczęło się od naszego szpaka, który wydłubywał kaszę z psiej miski. Potem sikory na świerku, a po drodze do Sierakowa, kaczki dzikie wygrzewające się na słońcu, stada saren i podczas powrotu, myszołów, a właściwie dwa, które upolowawszy kaczkę pilnowały jej bardzo uważnie. Cóż, nie wszystkie ptaki żywią się pestkami słonecznika. Kaczki żal, ale prawa natury są nieubłagane. A w czasie mrozu myszołowy mają zwiększone zapotrzebowanie na kalorie. Mam na dzieję, że to nie ta sama, którą utrwaliłam kilka godzin wcześniej.

P.S. Poprawiona przez Krogulca informuję, że to nie szpak ino kos!

sobota, 30 stycznia 2010

Wydawałoby się, że najgorsze mamy za sobą. Duże mrozy, mam nadzieję do końca tej zimy, są już wspomnieniem. Powinno być tylko lepiej. W czasie mrozu mogliśmy się ruszyć z domu na wsi, teraz przy intensywnych opadach drogi są nieprzejezdne. Przedwczoraj zarówno ja, jak i Ziemianin zakopaliśmy się samochodami w zaspach i tylko życzliwa pomoc osób trzecich pozwoliła mnie na dotarcie do celu, Ziemianinowi na powrót  do domu. Od wczorajszego wieczora znów sypie i nawet nie możemy ryzykować jazdy na basen. Istnieje możliwość, że dojedziemy, ale nie wrócimy. Okoliczni rolnicy poruszają się traktorami. Nie mogliśmy nawet dotrzeć do miasteczka w celu zakupienia słonecznika dla ptaszków. Całe szczęście posiadamy zapas słoniny, którą wcinają, aż miło. Jeden kawałek wisi na modrzewiu, drugi w karmniku sprezentowanym nam przez Grafomanię.

Dzięki Grafi w imieniu sikorek, wróbli i mazurków. Acha no i jednego młodego szpaka, co to został na polskiej ziemi i próbuje przeżyć, w czym dokarmianie mu pomaga.

W ogrodzie zaistniał monotonny krajobraz. Płasko i biało. Moje rośliny są zakopane po pachy, a niektóre śnieg prawdopodobnie połamał. Tak stało się, jak przypuszczam z częścią rododendronów. Sprawdzę to dopiero  jak śnieg stopnieje. Teraz ich odkrywać nie będę. Oczary szykują pąki do kwitnienia. Są niezniszczalne. Nie mogę się doczekać ich kolorowych kwiatów na tle białego śniegu, tym bardziej, że dosadziłam kilka nowych gatunków.


Siedzimy więc z Ziemianinem w domu i grzejemy tyłki w ciepełku. Zaraz wezmę książkę i zakpię się w koc i sen.

czwartek, 28 stycznia 2010

Nasturcja (Tropaeolum), rodzina nasturcjowate,  pochodzi z Peru, Ekwadoru i Kolumbii, gdzie dziko rośnie. Tam jest wieloletnią byliną, a naszym klimacie to roślina jednoroczna. Do Europy sprowadził ją prawdopodobnie w roku 1684r. Holender o nazwisku  Bewering. Rodzaj z rodziny nasturcjowatych liczy około 80 gatunków występujących przede wszystkim w górzystych obszarach Ameryki Południowej - głównie w Andach. Wśród tego rodzaju wyróżnia się gatunki i odmiany pnące. Ze względu na kwiaty nasturcję uprawia się jako rośliny ozdobne. Natomiast niektóre gatunki wytwarzają jadalne, podziemne bulwy. W naszym klimacie można spotkać nasturcję bulwiastą, lobba, mniejszą, ogrodową i większą.  Zależnie od odmiany rośliny mogą być niskie do 30 cm, albo wytwarzać długie pędy nawet 3-5 metrowe wspinające się po podporach. Jest bardzo wrażliwa na przymrozki, dlatego wysiewa się ją od połowy  maja do lipca. Nie lubi przesadzania, więc najlepiej uprawiać ją z siewu wprost do gruntu.
Lubi miejsca słoneczne, gleby średnio żyzne i niezbyt wilgotne. Nasturcji nie wolno przenawozić bo będzie słabo kwitła. Posiada pożyteczną dla ogrodu  właściwość przyciągania mszyczników – owadów atakujących larwy mszyc.

Ma również  znaczenie użytkowe. Zawiera miozynę, nadającą potrawom ostry smak przypominający rzeżuchę i rzodkiewkę. Ma intensywny zapach i ostry, pieprzowy smak. Sery, jaja i surówki z dodatkiem jej kwiatów, liści lub młodych pędów  są pikantniejsze. Niezłe ponoć są nalewki z nasturcji. Zielone, niedojrzale owoce lub pąki marynuje się w occie i i w ten sposób możemy mieć polskie kapary:

Składniki : pół kilograma zielonych owoców nasturcji, 2 szklanki 6 procentowego octu winnego, 10 dkg cukru, 2 liście laurowe, czarny pieprz ziarnisty, ziele angielskie, goździki, sól, niegazowana woda mineralna.
Przygotowanie: Zagotować litr wody i dobrze posolić. Wrzucić owoce nasturcji zwane polskimi kaparami i gotować 10 minut. Osączyć na sicie i ułożyć w słoiczkach wyparzonych wrzątkiem. Zagotować ocet z cukrem i kilkoma ziarnami przypraw oraz liśćmi laurowymi. Gorącą zalewą napełnić słoiczki z nasturcją i dodać jeszcze po kilka ziaren przypraw. Zakręcić pokrywki. Pasteryzować kwadrans w temperaturze 90 stopni C. Przechowywać w ciemnym miejscu
.

Jest to również roślina lecznicza, u nas stosowana w medycynie ludowej i homeopatii jako środek dezynfekujący, pobudzający apetyt i hamujący kaszel. Jej kwiaty zawierają dużo witaminy C. Wyciąg spirytusowy ze świeżego ziela stosuje się w terapii bronchitu i rozedmy płuc. Napary można używać do płukania gardła i migdałków oraz przemywania ran i ropni. Olejek można wcierać w bolące mięśnie. Cała roślina jest surowcem wykorzystywanym w fitoterapii peruwiańskiej. Dawni i dzisiejsi  Peruwiańczycy leczą infekcje bakteryjne okładami ze  świeżych liście nasturcji. Z nalewki, odwaru bądź naparu z całej rośliny przygotowuje się  kąpiele, które łagodzą bóle głowy i całego ciała. Kąpiele zawierające przetwory z liści i korzeni rośliny Peruwiańczycy zalecają  dla osób ze skórą pokrytą strupami, pryszczami i innymi infekcjami. Mają przyspieszyć gojenie. Odwary sporządzone z winem osuszają ropiejące rany. Nacieranie twarzy kwiatami nasturcji likwiduje  zsinienia i tzw  jęczmień na powiekach. Doustnie podawane preparaty z jej liści, a zwłaszcza z rozgniecionych nasion działają  przeciwbakteryjnie w infekcjach dróg moczowych i układu oddechowego. Picie jej soku  zaleca się  przy szkorbucie oraz w celu wzmocnienia organizmu ze względu na dużą zawartość witaminy C.

Każdego lata sieję w moim ogrodzie nasturcje. Lubię jak się pną po innych roślinach  i płożą w zielonej trawie. Jak małe ogniki w wśród duuużej  zieleni.

 

 

23:53, emka1216 , ogród
Link Komentarze (19) »
wtorek, 26 stycznia 2010

Jak zwykle we wtorek skoro świt wsiadłam w samochód i rozpoczęłam jazdę do miasta do pracy. Temperatura (-22),  nie sprzyjała radosnym harcom, samochód rozgrzewał się długo,  jednak wschód  słońca, który  zawsze mnie urzekał, wynagrodził mi niedogodności temperaturowe.  Kiedy wyjeżdżałam wschodzące, niewidoczne jeszcze słońce rozświetliło zamglony i zmrożony krajobraz różową poświatą.

Nagle zza horyzontu wychynęła świetlista kula, która przykuwała wzrok i nie pozwalała na należyte skupienie na prowadzeniu samochodu.  

A potem to już się zrobił dzień i miasto.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

I wczoraj byliśmy i dzisiaj na basenie w Sierakowie. Może basen ten nie ma tych wszystkich nowoczesnych udogodnień, jak ten w Szamotułach, ale ma niezaprzeczalne dwie zalety, które biją na głowę każdy inny. Po pierwsze w porywach pływa tam 4 osoby. Dzisiaj pływaliścmy we dwójkę i we dwójkę grzaliśmy się w saunie. Po drugie leży na skarpie nad jeziorem Sierakowskim i widok na jezioro jest po prostu dech zapierający. Powyżej - tamtejszy dzisiejszy zachód słońca.

sobota, 23 stycznia 2010

Tym tym razem świadoma praca!!!

To chyba Zen kiedyś pytała, gdzie się podziały artystyczne zawijasy malowane na szybach przez mróz. Otóż to! Nawet w naszym wiejskim domu, pomimo, że okna mamy tradycyjne, klatkowe i drewniane, jednak na tyle szczelne, że żadna wilgoć pomiędzy nie się nie dostaje i nie daje szans największemu artyście - naturze. Ale jest jedno okno w tym domu gdzie mój ulubiony malarz dokonuje cudów.

Z lubością je fotografuję i bawię się tymi skarbami w oswojonym programie fotograficznym. Na dzień dobry dwa obrazki autorstwa Szanownej Pani Natury.

czwartek, 21 stycznia 2010

Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy obdarzyli głosem Ziemianina. Do finału się nie dostał, ale 14 miejsce też się liczy. Dziękuję za życzliwość i docenienie jego kunsztu kucharskiego.

16:22, emka1216
Link Komentarze (4) »

Dzisiaj jest czwartek, jutro piątek i jadę do domu na wsi!

 

środa, 20 stycznia 2010

Widzieliście coś takiego?

 Najedź myszką na kota!

16:13, emka1216
Link Komentarze (10) »
wtorek, 19 stycznia 2010

Pomimo zwyżki temperatury jest mi ciągle zimno. A może by tak napchać się słoninką i przytulić do modrzewia jak ten tłuścioszek powyżej?

Nastapił zmasowany atak i Ziemianin utrzymujący się przez cały czas w środku pierwszej dziesiatki spadł na 11 miejsce. Szkoda, miałby chłop satysfakcję, gdyby wszedł do finału. Jakbyście posiadali jeszcze jakieś zaplecze i podoba się Wam jego blog, proszę o głosowanie. Przypominam trzeba oddać głos na nr 7144 o treści A00220. Dzięki za starania.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

No i zaczęło się topić. Krople z dachu spadają i rozbijają się tworząc tysiące małych i mniejszych kałuż, które, jeżeli zapowiedzi się spełnią, jutro będą stanowić podwaliny pod porządne lodowisko. A ja skoro świt ruszam do miasta!

Nawet dzisiaj jazda samochodem do pobliskiego miasteczka była  taka trochę narciarska. Niezłe szusy wykonywałam samochodem.  Jutro chyba będzie można ją porównać do jazdy figurowej na lodzie. Ale praca stacjonarna czeka i trzeba ją szanować.

Mój miejsko-wiejski pies Bulaj, wyczuwając wiosnę i krążące wokół zapachy chętnych suczek, karmi się witaminami. Zawsze był wszystkożerny, ale ostatnio podkrada koniom i kozom marchew, którą uwielbia. Może, wciągając karoten,  zamierza chronić delikatną skórę przed pierwszymi promieniami wiosennego słońca?

Tośmy z Ziemianinem rozpoczęli odnowę fizyczną. Postanowiliśmy na basen pojechać do pobliskiego Sierakowa, gdzie basen ładny i dodatkowo mało uczęszczany. Postanowiliśmy i ruszyliśmy, decydując się, pomimo padającego śniegu,  na jazdę na skróty, przez las. Nie ujechaliśmy daleko. Tuż za wsią zakopaliśmy się w śniegu i ... wezwaliśmy na pomoc sąsiada z traktorem, co by nas do głównej wiejskiej drogi dociągnął. Pierwsze ćwiczenia fizyczne uskutecznialiśmy, goniąc kabanimi skokami, po kolana w śniegu, traktor co porywał nasz samochód. Nie daliśmy za wygraną i hajda do Sierakowa. Tam okazało się, że basen nieczynny jest i stanęliśmy na rynku zastanawiając się gdzie by tu... No i Ziemianin pomylił przyciski,  rozłączył dopływ paliwa gazowego.

Uskuteczniał więc kolejne ćwiczenia fizyczne, w ramach wspomnianej odnowy, resetując akumulator. Jesteśmy jednak wyjątkowo uparci i ruszyliśmy do Szamotuł. Pokonaliśmy zadymkę,

ale do celu dotarliśmy, gdzie wypluskawszy się w wodzie, wymasowawszy przy każdym dostępnych wodnych biczy (a, że na skutek pogody frekwencja niska była, to i dostępne były wszystkie) i odprężywszy się w jacuzzi. Może dużo czasu zajęło nam dotarcie do tych dobroci, jednak warto było!

sobota, 16 stycznia 2010

Niebo w mieście ma kolor żółto pomarańczowy. Budzę się w środku nocy a zza okna  wpada do mojej sypialni łuna bijąca z nieba stworzona przez smog i światła i oświetla pokój. Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Na wsi nauczyłam się nocy czarnych rozświetlonych tysiącem gwiazd i księżycem. I  coraz częściej nie mogę spać w mieście bo miejska noc nie swoim kolorytem nie spełnia moich oczekiwań. Ostatnio nie mogę sobie znaleźć miejsca.

Jestem nerwowa, humorzasta  i nieznośna. Ziemianin chodzi przez to zły. Zastanawiam się czy warto nadmierną wybuchowością psiuć nastrój wieczoru.

Usiadłam w swoim fotelu w domu na wsi, spijam  „Kubański Blues” , za oknem jest czarno i robię się spokojniejsza.

P.s. „Kubański Blues” to zielona herbata sencha z dodatkiem skórki limonki, liśćmi mięty, kryształkami cukru, kwiatem kocanki piaskowej, ostu i nagietka. Polecam. Uspakaja.

środa, 13 stycznia 2010

Cyklamen perski to roślina wieloletnia należąca do rodziny pierwiosnkowatych.  Różne źródła podają różne jego pochodzenie. Raz się mówi, że jego ojczyzną  jest Azja Mniejsza, innym razem, że Europa Południowa – basen Morza Śródziemnego, a jeszcze w innym miejscu przeczytałam, że zaczęto je uprawiać we francuskich ogrodach botanicznych około roku 1620. Jego łacińska nazwa pochodzi od greckiego słowa kyklos – kolisty.  Rośnie dziko w górach Europy  Środkowej i wschodniej części Morza Śródziemnego. Jest często uprawiany jak ozdobna roślina doniczkowa. Jest jedną z najpiękniejszych doniczkowych roślin kwitnących zimą. Kwitnie od jesieni do wiosny. Kwiaty zależnie od odmiany od białych przez różowe do czerwonych w różnych odcieniach, różnej wielkości, pojedyncze bądź pełne. Liście mają piękne, srebrzyste, marmurkowe wzory. Osadzone na długich szypułkach, które wyrastają bezpośrednio z bulwy.  Słynie z różnorodności odmian i grup odmian, które bardziej lub mniej nadają się do uprawy doniczkowej. Można je również uprawiać w ogrodzie.

Wszędzie piszą, że z cyklamenem trzeba ostrożnie. Najpierw trzeba go przyzwyczaić do atmosfery domu i trzymać go w chłodzie. Im chłodnie tym lepiej. Po przekwitnieniu część nadziemna obumiera. Lubi dużo światła, lecz wymaga ochrony przed silnym nasłonecznieniem - idealne dla nich jest okno od wschodu. Optymalna temperatura w dzień wynosi 7–15°C, nocą – około 5°C mniej. Latem można go wysadzić do ogrodu. Podłoże w doniczce powinno być stale wilgotne, ale roślina nie może stać w wodzie. Nie znosi przeciągów.  

Piszę o warunkach utrzymania tej niezwykle delikatnej rośliny z dużą lubością. Otóż dostałam w październiku 2008r., od mojego osobistego ojca, doniczkę właśnie z tym kwiatem. Walnęłam to, to na okno południowe, obok często otwieranych drzwi balkonowych,  pod parapetem jest kaloryfer, podlewany jest raz w tygodniu bardzo obficie (woda stoi w osłonce), nie miotam się z nim codziennie, żeby go wynieść w chłodne miejsce na noc i w ogóle traktowany jest pt „przeżyj to sam”.  I wyobraźcie sobie ŻYJE i kwitnie od półtora roku pełną gębą i nie zanosi się, żeby przestał. Tzn w lecie miał coś w rodzaju stanu spoczynku, kwiecia było mniej i bardziej rachityczne, ale teraz znowu wypuszcza całą masę zwiniętych łodyżek. Wynika z tego, że albo kwiat musi nas polubić, albo miłość musi być obopólna, na zasadach tolerancji i wzajemnego nieprzeszkadzania. Już widzę jak fachowcy obruszają się na moją teorię.

Acha, często błędnie nazywany fiołkiem alpejskim, a to przecież zupełnie inny gatunek należący do rodziny fiołkowatych.

20:10, emka1216 , ogród
Link Komentarze (22) »
wtorek, 12 stycznia 2010

Blog Ziemianina bierze udział w konkursie Blog Roku 2009 w kategorii Moje zainteresowania i pasje (blogi tematyczne)

Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści A00220 na numer 7144. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.


Robię Ziemianinowi tzw kampanię promocyjną. Jako zainteresowana chyba mogę?

Z zażenowaniem słucham komunikatów o paraliżu kolei.  Owszem trzy dni padał śnieg. Owszem napadało go dużo. Ale ludzie, nie dajmy się zwariować! Nie ma go aż tyle, żeby zaraz ogłaszać stan klęski żywiołowej. Żyjemy w określonym klimacie i wszelkie inwestycje powinny być planowane i budowane z uwzględnieniem jego uwarunkowań. Mróz? Czy mróz ok. 10 stopni usprawiedliwia nieudolność i partactwo. Czy usprawiedliwia koczowanie w pociągach przez kilka albo kilkanaście godzin?  Znając nasze realia, po fali odszkodowań, które będzie musiała zapłacić PKP, czeka nas podwyżka cen biletów. Czyli po raz kolejny to my sami zapłacimy za niekompetencje i brak wyobraźni urzędników. Na zdjęciu mała stacyjka wielkopolska. Stałam na przejeździe i patrząc na wysiadających z pociągu ludzi,  uświadomiłam sobie, jak wielu z nas  uzależnionych jest od prawidłowego funkcjonowania tego środka transportu.  Po powrocie, w TV usłyszałam rzecznika PKP, który udowadniał, że białe jest czarne, albo na odwrót. Nie dajmy się zwariować.

 

Dla porównania. W wiosce, w której z Ziemianinem prowadzimy gospodarstwo, w sobotę zaistniała potrzeba wezwania karetki pogotowia. Okazało się, że karetka nie może przejechać – do wioski prowadzi pięciokilometrowa  droga którejś tam kolejności odśnieżania.  Reakcja Burmistrza była natychmiastowa. Uruchomił spychacz, który utorował drogę pogotowiu.  To znaczy, że czasami są ludzie dla których nie jest problemem padający śnieg, a jedynie przeszkodą, którą można usunąć. Pozdrawiam z zaśnieżonego  miasta.

niedziela, 10 stycznia 2010

Euphorbia milii, wilczomlecz lśniący, to zdrewniały, mało wymagający sukulent, pochodzący z Madagaskaru. Często myli się go z kaktusem. Żeby odróżnić euphorbię od kaktusa wystarczy ją drasnąć igłą, gdy popłynie biały, gęsty sok znaczy, że mamy do czynienia z przedstawicielem rodziny Eurphorbicae. Nazwę gatunkowi nadał Baron Milusi, który w 1821r. sprowadził roślinę do Francji  Istnieje hipoteza, że gatunek ten został sprowadzony na Bliski Wschód  w czasach starożytnych i z rośliny tej zrobiona była  korona cierniowa noszona przez Jezusa. To pnący krzew, o smukłych kolcach dochodzących do trzech centymetrów długości. Liście znajdują się głownie na nowych przyrostach. Kwitnie drobnymi czerwonymi, różowymi lub białymi kwiatkami od lutego do czerwca.  Rośliny wilczomleczowate do których należy opisana już przeze mnie  "gwiazda betlejemska",  zawierają w swoich liściach i łodygach silne trujący sok. Już niewielkie dawki powodują wysypki na skórze, gwałtowne biegunki i podrażnienie nerek. Krzew Korony określa się jako „architektoniczny” , z uwagi na jego zastosowanie przy dekoracji wnętrz. Dobrze znosi suche powietrze, może stać obok kaktusów. Kwitnie większą część roku.  Lubi pełne światło słoneczne; znosi rozproszone światło. Latem może być wystawiony na balkon lub do ogrodu. Zimą krzew przechodzi okres spoczynku i powinien stać w jasnym, chłodnym miejscu w temperaturze 5-10oC; wtedy też może zrzucić wszystkie liście. Przesadzamy co drugi rok wczesną wiosną. W tym samym czasie można skracać długie pędy. Nie wymaga spryskiwania wodą. Jeżeli zimą zaczynają opadać liście, to znaczy, że roślina stoi w zbyt chłodnym pomieszczeniu Zabiegi przy roślinie powinno się wykonywać w   rękawiczkach, bowiem mleczny sok wydobywający się z miejsca zranienia rośliny, podrażnia skórę i śluzówkę.

Moją Koronę dostałam od cioci z Gorlic, która ma już splątany kolczasty kłąb i obdziela nim rodzinę:


Rośnie mi dosyć wolno, ale wygląda wcale efektownie. Ten mój ma ok. 10 lat, ile ma ten cioci , nie wiem.  Od niej nauczyłam się w lecie wynosić Koronę do ogrodu, co jej bardzo służy. Muszę jednak umieszczać ją, ze względu na toksyczność,  w miejscu niedostępnym dla zwierząt. Nie jest więc to najlepszy pomysł, jeżeli w ogrodzie bawią się małe dzieci.

14:15, emka1216 , ogród
Link Komentarze (12) »
piątek, 08 stycznia 2010

Siedzę i słucham kolegów Ziemianina z liceum.

czwartek, 07 stycznia 2010

 

To dwie z moich ulubionych piosenek Włodzimierza Wysockiego. Jako młodzież słuchałam  namiętnie  jedynej wydanej w Polsce płyty i umiałam je na pamięć.

 

 A dlaczego dzisiaj? Bo dzisiaj będę wspinała się na szczyty zawodowe, próbując w ciągu krótkiego czasu wykonać szereg czynności, które wymagają kilku dni! No i muszę zrobić kilka rzeczy, których nie lubię.

środa, 06 stycznia 2010

No to mam nową zabawkę. Dzięki Feli, która pokazała mi nowy serwer fotograficzny. Jak zwykle, zanim zacznę go traktować poważnie, najpierw się nim bawię. Ale lubię takie zabawy.

A swoją drogą, mając na uwadze panujący mróz, w takim futerku dobrze bym się czuła.

wtorek, 05 stycznia 2010

No i kończy się moja prognoza pogody. Tak jak i skończył się mój krótki, acz intensywny urlop. Od rana wszczepiłam sobie motorek i o świcie wyruszyłam ze wsi na podbój miasta. Miasto wypluło mnie wyżętą i skacowaną spalinami.

O szóstej rano na wsi było -10. Zauważyłam, że różnica temperatury pomiędzy wsią i miastem wynosi 2 stopnie. W mieście cieplej ale wilgotniej i odczuwalna temperatura jest niższa niż w rzeczywistości. W ciągu dnia słoneczko wychynęło za chmur lekko zamglone ale jednak. W południe było -4. Teraz ok. -8. Czyli na wsi ok. -10. Ciśnienie 1002hekto.  Jest zimno okkrroopnie!!!

Obok kąpiące się w grilu wróble, którym mróz nie straszny, bo słoninkę jedzą. Ludzie dbajcie o wróbelki i inną ptaszynę.

poniedziałek, 04 stycznia 2010

Wczoraj było stabilnie i słonecznie, dzisiaj stabilnie i niebo jednolito szare. Od około jedenastej od czasu do czasu mżył lekki wilgotny, pomimo ośmiu stopni poniżej zera, śnieżek. Ciśnienie 1005 hekto.

Dzień pożegnania z Feli, która w pociągu o godzinie 13.41, rozpoczęła drogę kierunku granic  Wielkopolski.  W domu, po wyjeździe wszystkich gości,  zapanowała cisza,  co to aż w uszach dzwoni. Leniwię wyciągnę się zaraz na łóżku i skończę czytadło, którego lekturę nie wiem dlaczego rozpoczęłam. Wyjątkowo źle napisane. Ale mam głupi charakter, że zwykle kończę to co zaczynam. Zawsze mam nadzieję, że coś mnie jeszcze zaskoczy i zaczaruje.

Świat pokrył się szadzią.

Szadź to  osad lodu, utworzony z ziarenek mniej lub więcej rozdzielonych pęcherzykami powietrza. Powstaje przy nagłym zamarzaniu małych, przechłodzonych kropelek wody. Tyle nauka, a wrażenia?  Trudno to opisać. splątane białe gałęzie, rozczochrane grzebieniami, opisanych wyżej kryształków lodu    Niech każdy sobie to opisze jak chce i jak widzi.

Dla mnie, czytającej w młodości Andersena to trochę jest bajkowy świat Królowej Lodu...

Listopad więc zapowiada się sennie i leniwie.

niedziela, 03 stycznia 2010

Dzień dziesiąty rozpoczął się mroźno, ok. -6. Od południa wychynęło za chmur słońce.

Wymarzona pogoda na spacery. Mrozik lekko szczypie w policzki i skrzypi po stopami. Wybrać się niestety w miejsce spaceru musieliśmy do miasteczka powiatowego, po akcesoria do urządzeń kanalizacyjnych. Niestety czeka nas mały remont pionu. Cóż nic nie jest idealne, a zapchany kibelek do najbardziej idealnych rzeczy nie należy. Walczymy z nim od dwóch dni. Zaparł się jednak i nic nie pomaga. W wyborze rur i kolanek pomagała Feli. Mam nadzieję, że jutro problem zostanie rozwiązany.

Pobyt w miasteczku zakończyliśmy kawą w przemiłej i niedużej kawiarence.

Aktualnie mróz "dużeje" , a z pozycji przyjmowanych przez kotę Kasieńę, wynika, że będzie zimno.  Ciśnienie 1010 hekto. Ogólnie dzień był stabilny i piękny.

 
1 , 2