Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
niedziela, 28 lutego 2010

Podobno  tydzień temu pławiłam się w afrykańskim słońcu. Dzisiaj pławię się w lejącej wydzielinie z nosa. Te kilka dni wydaje mi się snem. Jak gdyby ktoś pozwolił mi zamknąć oczy i pomarzyć, a ja zasnęłam i przespałam tydzień. We śnie było mi ciepło, smacznie i bez napiętych ramion. Rzeczywistość przywitała mnie syfem w ogrodzie, który ukrywał swoje oblicze pod  śniegiem. Śnieg topnieje i wylazły szmaty czyli koce, które psy w ramach zabawy wywlekały z budy i rozrywały na kawałki, posylwestrowe resztki fajerwerkowe oraz butelkowo-szampanowe (zasypało to wszystko następnego dnia po sylwestrze) i niezliczone ilosci psich kup (w lecie potrafią załatwiać potrzeby w miejscach oddalonych - w końcu pół hektara ogrodu to duża toaleta), teraz robiły to pod samym domem, a śnieg sypał, i sypał, i sypał...


Na pocieszenie kilka egipskich kotów. Są płochliwe i nachalne. Widziałam ja jeden z nich wdrapywał się na kobietę, zmuszając ją do podzielenia się jedzeniem. A ten większy rudy przychodził do stołu i wył niemiłosiernie za kawałkiem żarcia. Pożerał takie ilości, że powinien wyglądać jak jak beczka. Ciepło widocznie kalorie pożera.

sobota, 27 lutego 2010

Kiedy po raz pierwszy w 1992r. wyjechałam na południe Europy, zakochałam się w niezwykłej roślinie, która oplatała fasady domów, balkony i tworzyła żywopłoty. Zafascynowały mnie jej kolory i żywotność.

Z rozczarowaniem dowiedziałam się, że w naszym klimacie nigdy nie uda się wydobyć pełni jej urody.

Bugenwilla, kącicierń  to  roślina z rodziny dziwaczkowatych. Pochodzi z Ameryki Południowej. W XVIII wieku została sprowadzona do Europy przez francuskiego admirała Louisa Antoine Bouganville'a i od jego nazwiska  pochodzi jej nazwa. W Europie szczególnie zadomowiła się w rejonie Morza Śródziemnego.  Może być pnączem, krzewem lub małym drzewkiem i zaopatrzona jest w liczne ciernie.

Bugenwille rosną bardzo szybko i w ciepłym klimacie kwitną cały rok. Jako pnącze w naturalnych warunkach osiąga nawet 12 metrów. Wspaniale wygląda zwłaszcza późną wiosną i latem, obsypana różowymi, fioletowymi, czerwonymi, żółtymi  lub białymi kwiatami. Właściwie nie są to kwiaty. Kwiaty właściwe są nieduże, zazwyczaj różowe. Charakterystyczną cechą są podsadki (3 lub 6) otaczające każdą trójkę kwiatów właściwych. Właśnie one występują w różnych kolorach. Podsadki imitują kwiaty i to one są główną  ozdobą bugenwilli. W Polsce ze względu na klimat, może być uprawiana tylko w oranżeriach, lub w mieszkaniach w pojemnikach jako rośliny pokojowe. Możliwa jest również uprawa jako bonsai.  Kwitnie przez całe lato. W mieszkaniu najlepiej się czują tuz przy południowym lub wschodnim oknie. W lecie konieczne jest wietrzenie, by nie dopuścić do przegrzania i poparzenia.

Latem można ją trzymać na balkonie, albo zadołować z doniczką w ogrodzie w słonecznym i zacisznym miejscu.  Wymaga jednak zahartowania. W kwietniu i maju, kiedy temperatura wynosi powyżej 13 st. C, należy ją wynosić na kilka godzin na dwór i na początku chronić przed ostrym słońcem. Czas pobytu na dworze stopniowo wydłużać. Gdy miną przymrozki - koniec maja, ustawiamy ją w miejscu nasłonecznionym co najmniej przez 4 godziny. Bedzie kwitła września. Lubi obfite podlewanie, ale nie lubi stać w wodzie. Od listopada do lutego musi ona przejść okres spoczynku, najlepiej w temperaturze około 10 stopni, w jasnej piwnicy, lub w lekko ogrzewanej szklarni. Pozostawiona w suchym i ciepłym pokoju nie zakwitnie w przyszłym roku. Zimą podlewamy ją raz w tygodniu niewielka ilością wody. Może zgubić w tym czasie liście, ale pędy powinny pozostać jędrne i zielone. Pod koniec lutego pędy należy skrócić o 1/4-1/3 długości. Ważne jest aby zmieniając doniczkę nie dać jej za dużej. Przesadzamy w niewiele większą doniczkę średnio co dwa – trzy lata. Przycięcie i ciasna doniczka zapewnią obfite kwitnienie.

W ciepłych krajach napasłam się widokiem okazałych i bardzo kolorowych okazów bugenwilli. I przekonałam się, że stara miłość nie rdzewieje...

Tagi: bugenwilla
01:37, emka1216 , ogród
Link Komentarze (12) »
środa, 24 lutego 2010

Opisując ją wg słowa pisanego tutaj, nie poznawszy osobiście w warunkach naturalnych, nigdy nie domyśliłbym się, że jest to tak atrakcyjna roślina!

Jednak  nigdy nie chciałabym wejść w taki żywopłot:

wtorek, 16 lutego 2010

No to ruszamy, na ten krótki, ale jakże zasłuzony wypoczynek. Zobaczę SŁOŃCE!!!!

Każdego roku  organizowane są koncerty pod wspólnym zawołaniem urodziny Niemena. Staramy się z Ziemianinem na nich bywać. W zeszłym roku miały miejsce w Auli UAM w Poznaniu i zachwyciłam się występem Faridy. Pisałam o tym TUTAJ. W tym roku to był poznański Blue Note. Dla Faridy Aula była znakomitą oprawą. Dla muzyków występujących w dniu dzisiejszym był nią właśnie wspomniany klub.

Po koncercie stoliki prezentowały się malowniczo i  pusto.

niedziela, 14 lutego 2010

Czy wiecie o tym, że piosenkę "I will alwyas love you" napisała Dolly Parton i wykonywała ją w filmie "Najlepszy mały burdelik w Teksasie"?

sobota, 13 lutego 2010

No to idziemy z Ziemianinem poświecić galowymi strojami i powycierać parkiet.

 

Tagi: bal Kazik
17:37, emka1216 , pamiętnik
Link Komentarze (13) »
piątek, 12 lutego 2010

Jukka inaczej juka, yucca to  roślina z rodziny agawowatych. Jej polska nazwa to krępla. Nie wiem jednak czy gdybym komuś oznajmiła, że mam kroplę, nie zacząłby mnie podejrzewać o posiadanie jakiejś dziwnej, sekretnej choroby. Liczy około 50 gatunków bylin, krzewów i drzew. Naturalnym jej środowiskiem jest  Ameryka Północna, Ameryka Środkowa i Azory. Tam osiąga wysokość kilkunastu metrów. W Polsce najbardziej popularna domowa jej odmiana to wolno rosnąca jukka Elephanta inaczej gwatemalska, oraz jukka Aloifolia inaczej aloesowa. Zwykle osiąga wysokość 1,80 metra oraz rozpiętość 60 cm. Muszę się pochwalić, że moja domowa jukka ma ponad dwa metry. Lubi miejsca jasne i słoneczne. Słońce powinno na nią padać  co najmniej przez trzy godziny dziennie. Jeżeli jej dolne liście zaczynają żółknąć oznacza to, że ma za mało światła. W okresie od kwietnia do października zalecane jest intensywne podlewanie, nie może stać w wodzie. W okresie od listopada do marca należy wodę ograniczyći dać roślinie odpocząć. Pisząc o okresie kwitnieniu mam na myśli okres, w którym powinna kwitnąć, bowiem w naszych warunkach zakwita bardzo rzadko. Zbyt dużo wody  powoduje gnicie korzeni i więdnięcie liści.

Moją jukkę domową mam od około 1994 roku, kiedy to kierownik biura poznańskiego klubu sportowego, z którym w tym czasie współpracowałam, zaprowadził mnie na pobliską giełdę kwiatową i zarządził danie mi prezentu w postaci niedużej juczki. Jak napisałam, teraz ma ponad dwa metry wzrostu i obdzieliła mnóstwo osób swoim potomstwem. Jedno z jej dzieci pozostawiłam sobie.

W Polskich ogrodach uprawiana jest jukka Filamentosa inaczej  włóknista lub nitkowata, zwana również  karolińską. Nie ma pnia, a jej liście wyrastają tuż przy ziemi. Jest odporna na mróz i suszę. Ja wszystkie słoneczne miejsca w ogrodzie, cierpiące na niedobór wilgoci, bądź z uwagi na rodzaj gleby, bądź to dlatego, że nie miejsca te nie są po prostu podlewane, obsadziłam rozmnażającymi się na potęgę jukkami, obok których rośnie lawenda i macierzanka. Jak wynika z moich doświadczeń, można ją polecić leniwym ogrodnikom. Same sobie rosną, kwitną i pachną. Jukka ogrodowa pięknie kwitnie. Ma  wyglądające jak wielkie konwalie  wiechowate kwiatostany.

Kwiaty są dzwonkowate w kolorze bladoseledynowym lub kremowobiałym. Po przekwitnięciu radzę natychmiast wyciąć pęd na którym kwitły, po jego zdrewnieniu, w przypadku dojrzałej rośliny, do wycinania trzeba użyć maczety, albo piły.

Jukka jest również ziołem, bowiem z jej liści są wytwarzane półprodukty do produkcji leków, w tym hormonów płciowych. Bardzo cenioną właściwością jest jej zdolność odtruwania organizmu. Ma  zastosowanie w leczeniu nieżytu i polipów jelita grubego, choroby Cohna oraz dolegliwości reumatycznych - artretyzmu i dny moczanowej. Kuracja jukką nie tylko odtruwa, ale także odmładza organizm. Zwiększa odporność organizmu, obniża poziom cholesterolu we krwi i poprawia samopoczucie psychiczne.

 

Tagi: jukka
00:05, emka1216 , ogród
Link Komentarze (21) »
wtorek, 09 lutego 2010

Po szóstej po południu. Siedzę w pracy i dłubię, żeby zdążyć. Spieszę się. Z około godzinę, może później dojadę do domu. Zejdę do ojca na pogawędkę i potem padnę do łóżka, zmęczona, zagoniona i pełna myśli co mam jutro do zrobienia i obaw czy ze wszystkim co zaplanowałam, zdążę.

Przed chwilą wpadł mi w oko na jakiejś stronie internetowej link do artykułu dotyczącego zjawiska zwanego "slow movement". Czy umiałabym zwolnić?

http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/dusza/spiesz-sie-powoli_36164.html

A Wy?

poniedziałek, 08 lutego 2010

No i kolejne kożlątko przyszło na świat:

 

sobota, 06 lutego 2010

To już, albo tylko, pięć lat minęło od śmierci mojej Mamy. Nie ma dnia, żebym o niej nie myślała. Brakuje mi jej. Rozmawiam z nią i pomimo tego, że zawsze z nią walczyłam i nigdy nie mogłyśmy ze sobą dojść do porozumienia, najczęściej miałyśmy różne zdanie na każdy temat, chciałabym, żeby zobaczyła moją teraźniejszość i znów powiedziała, co jej się nie podoba. Może powiedziałaby, że coś jej się podoba? Nie jestem osobą wierzącą, w szerokim tego słowa znaczeniu, ale mimo wszystko wierzę, że ktoś, gdzieś nam się przygląda i pomaga nam w życiu. Jest to dziwne, ale po śmierci Mamy w moim życiu pojawił się Ziemianin i teraz walczę z nim.  Zresztą to ona była prowokatorem tej znajomości, a potem wspólnego życia, ostatecznie małżeństwa.  Mimo wszystko wierzę, że tam z góry opiekuje się mną i jest ze mną w każdej chwili moich poczynań.  W swojej autobiografii, Beata Tyszkiewicz napisała, że kiedy umiera nam matka, przestajemy być dziećmi. Coś w tym jest.

Zdjęcie powyżej to zdjęcie z okresu i miejscowości w której moi rodzice poznali się, a mnie w planach jeszcze nie było.

Tagi: mama
18:46, emka1216
Link Komentarze (15) »
wtorek, 02 lutego 2010

No to mogę się pochwalić. Oprócz mazurka, kruchych ciastek umiem jeszcze zrobić galaretkę! Powiecie, że to nic trudnego. Mój antytalent do robienia słodkich rzeczy jest znany domownikom i kilku jeszcze nielicznym osobom spoza kręgu domowego. Nie próbuję po prostu w nikogo wmuszać moich „słodkości”.

Ale sernik galaretkowy udał mi się i jest jedzony ze smakiem. Warstwa wierzchnia to galaretka ze śmietaną, druga, to galaretka lekko serowa, a spód  mocno serowa. Nadmiar produkowanego w ilościach hurtowych sera, sprowokował mnie do jego przetworzenia i wyszło to co na obrazkach. Acha w środku są owoce tropikalne, a po wierzchu polane wiśniową śmietanką i posypane tartą czekoladą.

Wcale niezłe wyszło. Najważniejsze, że nie udało mi się tego zepsuć. Choć przy mich możliwościach, również to potrafię.

P.S. Po godzinie dopisuję:  A jeszcze nie napisałam, ze to wszystko warstwami wlewałam do formy babkowej z czegoś takiego podobnego do gumy i fajnie odeszło.