Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
niedziela, 26 lutego 2012
 

No i nastały w końcu dni wiosenne, słoneczne, zachęcające do spacerów i odwiedzin pobliskich wiosek. Dzisiaj słoneczko aż piszczało za oknem: "na spacer, na spacer". Wybraliśmy się więc ze Szczęściem Moim i Klucznicą Elyżbietą na wizytację pchlego targu znajdującego się w pobliskiej wiosce.

 

Po zakupie za całe dwa złote polskie, ruszyliśmy w drogę powrotną. Szczęście Moje podkuszone przez chochlika jakiegoś, zamiast suchą drogą zamierzał nauczyć nasz pojazd jazdy w hardkorowych warunkach. Pojazd zbuntował się i utknął na środku pola zakopany w błocie po uszy. Pomocny gospodarz okoliczny, zamierzając nasz wyciągnąć, zakopał obok swojego ursusa.

 

Miałam wrażenie, że będzie niezbędne zawezwanie kolejnego ciągnika i będziemy wyciągać naszego rumaka jak tę rzepkę, co ją szanowny Pan Tuwim opisał w wierszyku.   Właściwie to zastanawiamy się, czy "Rzepka" to wiersz Tuwima, czy też tłumaczenie z  Puszkina. Babcia google nie daje rady z tematem. Raz mówi tak, raz nie. 

 A wracając do naszych baranów, przy  wyciąganiu samochodu obyło się ostatecznie bez sznura pomagierów, ale za to z potrójnym pasem holowniczym

 

i przy wydatnej pomocy Elyżbiety,

 

bez której nie byłoby możliwe wysupłanie samochodu z błocka. Miłej dalszej niedzieli życzę.

niedziela, 19 lutego 2012
 

Ziuta i Kaja weszły w komitywę. Oba młodziaki, więc uskuteczniają gonitwy po domu i szkody czynią.

 

Nie tylko gonitwami.

 

Ziuta zrzuca z górnych partii domu rózne przedmioty, a Kaja z lubością je gryzie. po zabawie odpoczywają opanowując meble. I na co nam przyszło! Niedługo jedyną wolną przestrzenią wypoczynkową będzie podłoga. ;)))

 
piątek, 17 lutego 2012
 

Trochę zaniedbałam bloga. Przytłoczyła mnie codzienność i jakoś tak się porobiło, że zawirowania zdrowotne spowodowały moją mniejsza aktywność w internecie. Są momenty, że człowiek przewartościowuje swój świat i zaczyna dostrzegać rzeczy ważne i mniej ważne. Nie to, że blox i Wasza obecność jest nieważna, ale mimo wszystko zdrowie, czas dla rodziny i siebie, jest najważniejszy. W takich chwilach nie chce mi się pisać byle czego, co nie jest ani interesujące dla Was, ani dla mnie. Zresztą skąd mam wiedzieć co jest interesujące?  Cóż jest jak jest,  stałam się spokojniejsza i bardziej skłonna  do współdziałania w necie.   A tak w ogóle to Ignacy rośnie, a do ptaków,

 

które  są na moim wikcie dołączył grubodziób.

 
poniedziałek, 13 lutego 2012
środa, 08 lutego 2012

Dzisiaj w nocy zasnął mój, mojego taty kot, Kamil.  Zresztą trudno o nim pisać mój lub czyjś. Kamil zawsze był panem jednego człowieka. Indywidualista i samotnik.

Na początku, to był rok 1996,  był moim kotem. Kiedy moja rodzina współmieszkająca zaczęła się powiększać (zarówno pod względem osobowym jak i zwierzęcym), Kamilowi zaczęło to przeszkadzać. Tracił swoja pozycję dominanta i sukcesywnie rozpoczął proces obrażania się. Jego pani nie należała już tylko do niego. Nie wytrzymał w dniu, kiedy w domu pojawił się szczur, a właściwie szczurzyca. Obraził się na amen i przeprowadził się na dół do mojego Taty, którym mógł rządzić do woli. A Tato się z tym godził i był bardzo z tego zadowolony. Po śmierci Taty Kamil został przeflancowany na wieś. Nie mogłam się nim opiekować w mieście, w taki sposób, jak tego  wymagał.  Nie bywam całymi dniami w domu, a on pomimo swojego indywidualizmu, był bardzo towarzyski. Do listopada było wszystko w porządku. Potem zaczął niknąć w oczach.

Myślę, że tęsknota za Tatą była silniejsza od chęci życia. Owszem był już staruszkiem, ale widać było, że od wewnątrz zżera go jeszcze coś.  Nieludzkie doktory nie mogły pomóc.  Dzisiaj w nocy powędrował za swoim ukochanym Panem.

poniedziałek, 06 lutego 2012

Jedyny mróz jaki widać naocznie to ten na drzwiach szklarni i oto on:

 
niedziela, 05 lutego 2012
 

No i zmroziło. Trochę śniegu też spadło, ale puchowa pierzynka jeszcze jest za cienka i roślinom grozi porządne podmarznięcie. Nawiasem mówiąc, nie potrafię sobie wyobrazić jak większość z nich przetrzyma anomalia pogodowe. Przed mrozami w prawie wszystkich krążyły soki, a same rośliny szykowały się do przebudzenia. Właściwie to nie przebudzenia, bo przecież nawet nie zasnęły. Przez cały czas trwała wegetacja. Obawiam się, że zniszczenia w ogrodzie będą duże. Prawdopodobnie pnące róże po raz kolejny dostaną sztycha i będzie trzeba je przyciąć bardzo mocno. Ciekawa również jestem, co będzie z wiosennymi cebulowymi, które miały już bardzo duże pędy. Mam nadzieję, że jednak zakwitną. A tak ogólnie to sie kula, szkoda tylko, że w takim zimnisku.