Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
wtorek, 31 marca 2009
Bardzo lubię ten jeden z pierwszych kwitnących wiosną krzewów. Jest piękny, kiedy przed wypuszczeniem listów, pokrywa się płaszczem drobniutkich kwiatków, ale jednocześnie bardzo niebezpieczny. Pełna nazwa to Wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum).To krzew należący do rodziny wawrzynkowatych. Występuje w Europie, na Syberii, w górach Ałtaj i Kaukaz, oraz w Azji mniejszej. W Polsce jest rośliną rzadką. W stanie naturalnym podlega ścisłej ochronie. Kwitnie przed wypuszczeniem liści, na przedwiośniu, od lutego do kwietnia. Kwiaty pachnące w zależności od odmiany  różowe lub białe. Po przekwitnięciu zawiązuje soczyste owoce, które kiedy dojrzeją (w czerwcu) są  intensywnie czerwone lub złocisto-białe. Roślina jest trująca. Owoce i liście zawierają dwie trujące substancje dafninę i mezerinę. Zjedzenie 10-12 dojrzałych owoców może spowodować śmierć dorosłego człowieka, dla dziecka nawet 1-2 owoce mogą być śmiertelne. Ma słodko-cierpki smak. W środku ma jedną niewielką pestkę, taką jak pestki truskawek. Trucizna działa bezpośrednio  na serce, a po zjedzeniu jej odczuwa się jedynie lekkie pieczenie w gardle. Nie  daje żadnych objawów, oprócz bardzo szybkiego tętna i wysokiego ciśnienia. Na skutek spożycia dochodzi do uszkodzenia nerek, centralnego systemu nerwowego i układu krążenia. Około 30% zatruć nimi prowadzi do śmierci, Gdyby przypadkowo zjadło się jakiś element wawrzynka,   należy  jak najszybciej zwymiotować, dużo pić i natychmiast udać się do lekarza. Pomimo, że dla ludzi cała roślina jest trująca, owadom ani ptakom nie szkodzi. Roślinka miododajna. Wbrew powyższemu dawnej medycynie ludowej preparaty z kory i owoców, w formie okładów, stosowane były w przypadku podrażnienia skóry.  Wymaga wapiennej i lekko wilgotnej gleby oraz półcienistego lub cienistego stanowiska. Źle toleruje cięcie i przesadzanie.

Pomimo powyższego polecam ją do ogrodu jako jeden z pierwszych bardzo dekoracyjnych

zwiastunów wiosny.

Zdjęcia zrobiłam w ogrodzie mojej mamy, gdzie nie ma żadnych zwierząt, dla których wawrzynek mógłby stanowić niebezpieczeństwo. Okaz jest młody i dlatego taki ubogi w kwiaty.

 
15:15, emka1216 , ogród
Link Komentarze (8) »
niedziela, 29 marca 2009

W piątek nie wytrzymałam. Na straganie, podczas rynku, ociekając deszczem zakupiłam trochę bratków. Niewstrzymanie spowodowane było tęsknotą za kolorami w ogrodzie. Bratkom niestraszne chłody, stwierdziłam więc, że mogę zaryzykować ich delikatne, ale odporne,  kwiatki i cieszyć się ich pyszczkami na klombie.

 

Bratek, inaczej bratek ogrodowy lub fiołek ogrodowy,  to nieduży, kwiatek z wdzięczną mordką, z rodziny fiołkowatych (rodzina Violaceae), powstał na skutek skrzyżowania fiołka trójbarwnego (Viola ticolor), fiołka żółtego (Viola lutea) i fiołka ałtajskiego (Viola altaica). Jak wygląda bratek, każdy wie. Każdy też wie ile różnych kolorów występuje w ramach jednego gatunku. To na skutek występowania wielu jego odmian.  Bratek to roślina dwuletnia, oznacza to, ze zakwita w drugim roku od wysiania. Dzięki swojej mrozoodporności można bratki sadzić w ogrodzie już wczesną wiosną. Lubią glebę żyzną, próchniczą, której odczyn może być obojętny, lub lekko kwaśny. Lubią słońce, chociaż równie atrakcyjnie kwitną w miejscach lekko zacienionych. W cieniu wyradzają się i dziczeją.

Ziele bratka polnego inaczej fiołka trójbarwnego, który jest przodkiem ogrodowego,   ma zastosowanie lecznicze  leczy choroby skóry powstałe w związku z zaburzeniami przemiany materii i przewlekłe schorzenia układu moczowego – ma właściwości moczopędne. Ponadto działa napotnie, wykrztuśnie i przeciwkaszlowo. Podobno również wzmacnia naczynia krwionośne. W aptekach możemy dostać tabletki, herbaty, a w zielarniach suszone ziele bratka.

 

            Bratki widocznie dały kopa innym, które zaczynają po kolei kwitnąć. Ale to już zupełnie inna historia.

 

P.S. Donoszę uprzejmie , ze dieta przebiega planowo i chudniemy z Ziemianinem  nie tracąc masy mięśniowej.

19:35, emka1216 , ogród
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 marca 2009
Kolejny dzień diety i kolejny dzień leniuchowania. Na razie rozkoszuję się robieniem nic i jest mi z tym dobrze. Byłam dzisiaj na rynku. Był dzień targowy. Szkoda tylko, ze padało i nie mogłam zrobić zdjęcia takiego jak chciałam. Niestey pozowały mi tylko dachy straganów i dostawczaki, do których sprzedawcy ładowali towar, uciekając przed deszczem. Wycięłam dostawczaki, zostały dachy straganów, niebo i całkiem sympatyczne kamieniczki. Lubię klimant tego miasteczka. Nieduże, przytulne z zegarem na środku rynku. Tutaj czas płynie inaczej. Tutaj bardziej doceniam chwile, które w ieści, na skutek ciągłego niedoczasu, gdzieś mi uciekają. Tutaj tempo życia pozwala mi się w pełni  cieszyć i smakować czas spędzony ze Szczęściem Moim. Inaczej niż w mieście, gdzie kradniemy wspólne chwile, późnym wieczorem. Tutaj w sklepie jest czas na rozmowę, a chodnik nie jest miejscem wyścigu, ale spotkań.  Kiedyś nie mogłabym mieszkać w takim miejscu, za wolno, za spokojnie. Teraz dojrzałam do tego spokoju. 
czwartek, 26 marca 2009
Wykorzystując pierwszy dzień przymusowego urlopu, oraz pierwszy dzień diety oczyszczającej, snułam się dzisiaj z kata w kąt, dotrzymując danego sobie słowa, że papierów przywiezionych w teczce z miasta nie tknę, a nawet z odrazą będę na nie pluła. Przez cały czas to mi się nie uda, bo w końcu praca uszlachetnia, chociaż niekoniecznie w czasie urlopu. Nareszcie słoneczko wyszło i choć zimno, to na dworze zaczyna być całkiem przyjemnie, a i pranie schnie na sznurku błyskawicznie. Dzień był niezwykle leniwy, przez co użyteczny dla mojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Nareszcie na klepisku udeptanym przez potwory wylazły pierwsze cebulice (kiedyś było tam ich całe pole).  Cebulica (Scylla) to bylina cebulowa z rodziny liliowatych. Naturalnie występuje w  Azji Mniejszej, południowej Rosji  i na Bałkanach.  Kwitnie wczesną wiosną. Dorasta w porywach do 20cm. Najczęściej spotykane są kwiaty w kolorze intensywnie niebieskim (cebulica syberyjska), ale zdarzają się odmiany białe (odmiana Alba) i różowe. Rozmnaża się ją przez cebulki przybyszowe, których nie wykopujemy. W sprzyjających warunkach może rozmnażać się z nasion. U mnie w ogrodzie rośnie w towarzystwie przebiśniegów. Intensywne kolory kwiatów biały i niebieski przykuwają wzrok. Oczywiście pod warunkiem, że populacja nie zostanie zniszczona przez potwory.
Oprócz tego na klombie zakwitł pierwszy z kwiatów w baldachu pierwiosnka ząbkowanego (Prymula denticulata), co bardzo mnie ucieszyło. Mam tylko nadzieję, że potwory pierzaste nie wydziobią jego delikatnych płatków. A w ogóle to wiosny życzę takiej jak w tej piosence:
 
 
19:53, emka1216 , ogród
Link Komentarze (5) »

Całkiem niedawno byłam na koncercie z okazji siedemdziesiątych urodzin  Czesława Niemena. Gwiazdą wieczoru była Farida (Farida Gangi), wielka jego miłość i fascynacja. Farida zaśpiewała „La Musica magica”, ich wspólny utwór (on muzyka, ona słowa, śpiew wspólny), który nigdy oficjalnie nie ujrzał światła dziennego.

 

http://www.youtube.com/watch?v=bUduSwjDuJ0

 

Uważam, że gdyby zaśpiewali go wtedy w latach siedemdziesiątych, byłby hitem. A temperament siedemdziesięcioletniej włoszki powalił mnie na kolana. Dodatkowo znalazłam taką oto śmiesznotę:

 

http://www.youtube.com/watch?v=wptM3O2hPUo

wtorek, 24 marca 2009

Nie będę oryginalna przekazując wieści o śnieg, który pada i który oczywiście drogowców zaskoczył. To, że zaskoczył drogowców, małe piwo, ale jego zjadliwość zaskoczyła również mnie. Najpierw zgarniałam 10cm śniegu z samochodu. Potem, po cotygodniowej sambie, drapałam szyby i bagażnika zamknąć nie mogłam, bo zamarznięty był. Aż w końcu prawie w poślizg wpadłam na drodze osiedlowej,a kłódka okazała się na skutek mrozu nie do otworzenia.  Spocona, po tanecznej gimnastyce klęłam na czym świat stoi. No i co mi po romantycznych widoczkach zaśnieżonego ogrodu mojej mamy? 

Kiedy weszłam do domu, przemarznięta i przemoczona, warczałam, gryzłam i jadem prychałam. Dopiero gorący strumień płynący z prysznica ukoił moje nerwy. Mam nadzieję, że nie rozchoruję się w czasie przymusowego, ale zasłużonego urlopu, który właśnie jutro zaczynam.

poniedziałek, 23 marca 2009

Dzisiaj napiszę o kwiatku bardzo skromnym, niewielkim (ok. 15cm wysokości w porywach),  ale jednym z moich ulubionych wiosennych zwiastunów. Błękitno-biały (czasami nazywany porcelanowo-niebieskim) kolor Puszkini (Puschinia) zawsze mnie rozbrajał swoją niewinnością i ulotnością. Roślinka ta zawdzięcza swoją nazwę nazwisku rosyjskiemu chemikowi i botanikowi Apollo Musin-Puszkinowi, który odkrył ją w trakcie swoich badań na terenie Kaukazu i okolic góry Ararat.  Puszkinia Cebulicowata (Rodzina:  Liliaceae, hiacyntowate), bo tak brzmi jej pełna nazwa,   to roślinka cebulowa. Ale nie dlatego w nazwie ma Cebulicowata, ale z powodu jej podobieństwa do Cebulicy, którą przedstawię, jak zakwitnie na stratowanej przez potwory ziemi w moim ogrodzie. Jest mrozoodporna i łatwa w uprawie. Kwitnie na każdym stanowisku od słonecznego do zacienionego. Żeby pobudzić powstawanie cebulek przybyszowych można ją wykopywać po przekwitnięciu i jesienią po ususzeniu sadzić na głębokość 7-8cm. Ale nie jest to konieczne. Chyba, że zależy nam na stworzeniu kompozycji. Kiedy zostawimy ją w jednym miejscu stworzy piękne kępy małych hiacyncików. Rozmnaża się również przez nasiona, które jak się zakorzenią, kwitną w drugim lub trzecim roku. W podręcznikach piszą, że kwitnie na przełomie marca i kwietnia. W ogrodzie mojej mamy najczęściej pojawia się na przełomie lutego i marca, a kwitnie do kwietnia. Klimat ma ten ogród jakiś taki dobry.  Oprócz tej, którą najbardziej lubię znane są jeszcze dwie odmiany Puschkinia scilloides - jasnoniebieska z ciemnoniebieskim paskiem po zewnętrznej stronie i Puschkinia libanotica alba o kwiatach białych.

Ja jednak lubię tę porcelanowo-niebieską. Kiedy ją widzę, wiem na pewno, że wiosna jest  już za rogiem.

23:40, emka1216 , ogród
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 marca 2009
Po raz drugi zaczynam tę notkę. Niestety klikając nieopatrznie w „coś” straciłam cały zapis. Jest noc. Wokół cisza. Takiej ciszy nie uświadczysz w większych skupiskach ludzkich. W naszej wiosce kończy się asfalt, Samochody kończą swoją działalność ok. godziny dwudziestej. Są wyjątki, ale te potwierdzają regułę. Lubię rytm naszego wiejskiego życia i związane z nim nawyki. Raz w tygodniu, w któryś z łykendowych dni, spotykamy się z  naszymi przyjaciółmi z wioski oddalonej o kilkanaście kilometrów, o wdzięcznej nazwie Róża i rozgrywamy kilka roberków w brydża. Dzisiaj też tak było. Po zakończeniu, około północy, odprowadzam gości do bramy i wypalam prawie ostatniego papierosa. Nałóg ten jest nad wyraz męczący i nie ułatwia mi życia. Mam jedną zasadę od zawsze, nie palę w domu, ani w miejskim, ani też w wiejskim. Dlatego wykorzystuję okazję odprowadzania. Moje Szczęście nie toleruje dymu papierosowego, więc goście palący nie mają lekko. Tak jak ja pala na dworze. Raz w roku mają dyspensę i mogą palić w Sylwestra na nieogrzewanej werandzie. Ja dyspensy nie mam nigdy. Szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to za bardzo. Miałam jednak pisać o ciszy i przyzwyczajeniach. Innym zwyczajem są sobotnie wyjazdy do miasta, a właściwie miasteczka,   na zakupy. Sobotnie, bo jak pisałam, ze Szczęściem Moim, mieszkam tylko przez pół tygodnia, a w skład pół tygodnia wchodzi sobota. Ostatnio nie udaje mi się niestety bywać na wtorkowych i piątkowych, „rynkach”. Szkoda, uwielbiam plątać się między straganami i wyszukiwać ciekawostki. Ot taki market pod gołym niebem. Nie to żebym kochała markety, ale ten lubię. Niedługo na rynku pojawią się dostarczyciele roślinek. t.j. sadzonek, będę więc musiała coś zmienić jeżeli chodzi o dni pobytu na wsi.  Ale, ale, przez najbliższe dwa tygodnie nie będę miała tego problemu. Skierowali mnie na przymusowy urlop, którego nie wykorzystałam w zeszłym roku. Będę więc krążyć pomiędzy miastem i wsią. Tak to jest, kiedy pracuje się na etacie i jednocześnie prowadzi własną działalność. Od tego drugiego urlopu nie ma. Będę mogła  w tym czasie sama sobie układać czas pobytu tu i tam.  

Spać mi się chce. Zocha już dawno przestała wrzeszczeć.  Świeczka już zgasła.

Wszystkim więc mówię dobranoc, a w najbliższym czasie rozwinę się na temat sielskości (mniejszej lub większej) życia wiejskiego.
środa, 18 marca 2009

W związku z pytaniem Zen.Ona, przedstawiam potworne potwory:

18:28, emka1216
Link Komentarze (5) »
wtorek, 17 marca 2009

Bardzo lubię, tę chwilę, kiedy po zniknięciu śniegu, nagle na tle burej ziemi zakwitają, żółte fioletowe i białe płomyczki niewielkich, ale z daleka widocznych pąków krokusów. Krokus, inaczej szafran to roślinka z rodziny kosaćcowatych. Wyróżnia się aż 80 gatunków krokusów.  Rozmnaża się z bulw, które popularnie, acz nieprawidłowo nazywa się cebulkami. Krokus to jeden z pierwszych  zwiastunów wiosny.

Jest rośliną przyprawową. Proszek ze znamion słupka szafranu uprawnego jest najdroższą przyprawą świata (na zebranie 1kg znamion słupka potrzeba 150.000 kwiatów), i barwi potrawy na żółto. Użyty w nadmiarze nadaje potrawie gorzki smak. Używany jest w towarzystwie bazylii i szafranu.  Przyprawia się nim ryż, zupy, owoce morza i ciasta. Baba szafranowa to właśnie babka barwiona na żółto szafranem. W starożytnej Grecji, Asyrii,  i Fenicji i Arabii krokus  stosowany był jako afrodyzjak. Miał również zastosowanie jako barwnik naturalny.

W okresie letnim krokusy przechodzą okres spoczynku, ich liście zasychają pod koniec wiosny lub na początku lata. Krokusy tworzą liście wiosną, po kwitnieniu. Okres kiedy są ulistnione jest bardzo ważny - bo wtedy gromadzą energię i wokół zamierającej bulwy matecznej  tworzą się nowe bulwki.  Tak modna ostatnio trawnikowa uprawa krokusów jest dla nich niebezpieczna, bowiem uszkodzenie liści na skutek koszenia trawy, osłabia bulwy. Jeżeli liście krokusa nie będą uszkadzane, w ciągu kilku lat mamy gwarancję, że będziemy mieli pole krokusowe. Zasychanie liści krokusów następuje w okresie miesiąca czerwca. Bulw krokusów nie powinno się wykopywać, chyba że w celu rozmnażania.

Dziko rosnące krokusy spotkać można w krajach basenu morza Śródziemnego, a także w Azji Mniejszej, na Kaukazie i w Afganistanie. W Polsce też zakwita dziko jeden z gatunków - krokus spiski (Crocus scepusiensis). Właśnie ten gatunek krokusa tworzy dywany na  halach i polanach  tatrzańskich.  Kiedyś byłam w Dolinie Małej Łąki w okresie kwitnienia krokusów. Ten widok trudno opisać, to trzeba zobaczyć i poczuć.

Są też krokusy kwitnące jesienią, we wrześniu lub październiku. Często myli się je z zimowitami i. Łatwo je od siebie odróżnić - krokusy mają tylko trzy pręciki, a zimowit  sześć. Krokusy wiosenne sadzi się we wrześniu i październiku, jesienne w sierpniu.

Podziwiam te malutkie a mocarne kwiatki, które tak cieszą oko i tak cierpliwie i nieustraszenie gramolą się spod zamarzniętej ziemi, żeby upiększyć świat.

21:32, emka1216 , ogród
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 marca 2009

Po trudnym tygodniu w mieście (przyszły tydzień może być jeszcze bardziej trudny), ładuję akumulatory przy boku Szczęścia Mojego. Jest coś takiego w  klimacie naszej wsi, że gdy zjeżdżam z głównej trasy, na prowadzącą do wsi zabytkową aleję kasztanową, od razu opada mi napięcie z ramion, rozluźniam szczęki i spływa na mnie wewnętrzny spokój. Te trzy dni, z dala od miasta, doprowadzają mój organizm do normy. Zastanawiam się, jak to możliwe, że kiedyś przez około dziesięć, a może piętnaście lat pracowałam praktycznie bez urlopu. Bo za takowy nie można traktować tygodniowej, byle jakiej przerwy. Być może młodsza byłam? A może aktualnie mój organizm tak przyzwyczaił się do oddechu łykendowego na wsi, ze nie przyjmuje do wiadomości jego braku. Szkoda tylko, ze pogoda się spsuła i z pracami ogrodowymi trzeba poczekać. Ogród jest szaro-bury, temperatura w granicach zera. Nie chce się wychodzić. Najlepiej w tych warunkach czują się psy. Musicie uwierzyć, że Maks, na zdjęciu, leży na tle jaśminowca i kolkwicji, a z  przodu przy lewej łapie ma kępę piwonii. Pomimo jednak burowatości,  pierwsze odważne krokusiki wychylają już łebki przebijając skorupę zmarzniętej ziemi. Szczęście Moje zrobiło mi niespodziankę i warzywnik dostał nowy płotek co niewątpliwie uchroni go przed potworami. 

Stwierdzam, że chyba za bardzo naukowo podchodzę do opisu moich roślinek. Może dlatego, że piszę je w mieście?

czwartek, 12 marca 2009

Śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis) to roślinka należąca do rodziny amarylkowatych, w warunkach naturalnych występuje w lasach południowej i środkowej Europy. W Polsce występuje głównie w górach, na wyżynach i na Dolnym Śląsku.  W Wielkoposce i Na Polesiu w niewielkich ilościach. Na pozostałych terenach Polski, szczególnie północnej, rośnie jako zdziczała forma uprawowych przebiśniegów.

Przebiśniegi myli się ze śnieżycą wiosenną. Rozróżnić je można po kształcie kwiatów i kolorze liści.   Przebiśniegi listki kwiatu są nierówne (zewnętrzne są dłuższe od wewnętrznych), a u śnieżycy wszystkie listki są równe, z zielonymi koniuszkami; przebiśniegi mają liście szarozielone, a śnieżyca żywo-, ciemnozielone.  Na zdjęciu trochę podrasowałam kolory, więc proszę się nie sugerować żywością zieloni na liściach.

Przebiśniegi nazywano kilkoma nazwami, z których najpopularniejszymi były: gładysz, śnieguła, śniegułka, śnieżyca i przebiśnieg. Naukowa nazwa rodzajowa Galanthus ustalona została przez Linneusza od greckich słów gála – mleko i ánthos – kwiat. Nazwa gatunkowa nivalis znaczy w łacinie – śnieżny, ośnieżony,  z łaciny:  nix – śnieg.

Przebiśniegi przez dłuższy czas uważane były za jeden z najbardziej zagrożonych wyniszczeniem gatunków roślin w Polsce. Rabunkowa eksploatacja stanowisk naturalnych doprowadziła prawie do wyniszczenia gatunku. Dzięki pojawieniu się na rynku oferty hodowlanych przebiśniegów, zmniejszyło się zagrożenie wyginięcia gatunku. Jednak nadal jako gatunek zagrożony wymieniane są w czerwonych księgach ukraińskiej, słoweńskiej, niemieckiej, szwajcarskiej i Dolnego Śląska. II Konwencja Waszyngtońska CITES wprowadza ograniczenia w ich obrocie.

Przebiśnieg jest rośliną miododajną i leczniczą. Jest jedną z pierwszych roślin, z której pszczoły pobierają pyłek, po okresie zimowym. Cebule przebiśniegów służą do otrzymywania galantaminy. Z zastosowaniem preparatów z galantaminą wiązane są duże nadzieje w leczeniu choroby Alzheimera. Alkaloid ten stosowany jest także w chorobach przebiegających z uszkodzeniem nerwów obwodowych, zakłóceniami w przewodzeniu bodźców, w leczeniu nerwobóli, miastenii, atonii mięśni,  paraliżu,  i zapaleniu korzonków nerwowych.  Likoryna zawarta w cebulkach ma właściwości przeciwwirusowe.  Uwaga,  przebiśnieg to roślina toksyczna i nie należy samemu przygotowywać sobie leków!!! Szkodnikami żerującymi na nich są poskrzypki cebulowe i pobzygi narcyzówki.  Cebulki  przebiśniegów są wrażliwe na choroby grzybowe.
Nie są wymagające w uprawie. Wystarczy im zapewnić lekką, żyzną i przede wszystkim wapienną glebę oraz cieniste lub półcieniste stanowisko. Nawozimy jesienią i wiosną po zakwitnięciu. Cebulki sadzi się  we wrześniu. Wiosną ziemię  spulchniamy, odchwaszczamy i podlewamy. Najbardziej popularne odmiany hodowlane to Maximus o dużych kwiatach i  Flore Pleno, która ma kwiaty pełne.


21:02, emka1216 , ogród
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 marca 2009

Dzisiaj od rana rozpieszczana byłam przez Szczęście Moje i pogodę. Świeżo upieczone bułeczki na śniadanie, prezent rocznicowy, a potem piękne słoneczko oświetlające kilkumilimetrowe, ale jakże znaczące postępy roślin zmierzających dużymi krokami ku wiośnie. Spacer po ogrodzie cieszył oczy i pobudzał wyobraźnię. Rododendrony przygotowują pąki do zakwitnięcia. Napęczniałe i obrzmiałe karmią wnętrze  stulonego  pąka życiodajnymi sokami.  Czereśnia w tym roku zamierza przyspieszyć kwitnienie. Czas na pierwsze i najważniejsze opryski, zabezpieczające ją przed robactwem.   Całe pola przebiśniegów cieszą oczy, i nawet cebulice zadeptane przez dwa potwory pokazują swoje niebieskie łebki.  Z przyjemnością rozpoczęłam kolejny dzień ogrodowych porządków. Przycięłam winogrona, dosiałam trawę na łysych plackach, wsadziłam kilka nowych roślinek, zadołowałam sadzonki dzikiej róży i ałyczy, potrzebne do uzupełnienia żywopłotu, no i … posiałam rzodkiewkę. Przyznam się, że eksperymentalnie również rządek koperku, co do którego nie mam większych nadziei. Może jednak wiosna będzie ciepła i efekt jakiś będzie?  

20:49, emka1216 , ogród
Link Komentarze (3) »
środa, 04 marca 2009

Oczary to krzewy najczęściej niesymetryczne. Jesienią, liście ich przybierają barwy od soczysto żółtej, poprzez pomarańczową do czerwonej. Ciekawe mają owoce. Otóż owoce to torebki nasienne, które nagle się otwierają i wyrzucają nasiona nawet na kilka metrów przed siebie. Jak wspomniałam w poprzedniej notce, jest niezwykłym okres kwitnienia oczarów – późna jesień (oczar wirginijski – Hamamelis virginiana),  albo (jak ten mój) środek zimy(oczar omszony – Hamamelis mollis, oczar japoński – Hamamaelis japonica), a także wczesną wiosną( reszta Hamamelisów). Bardzo wąskie kwiatki oczarów wykazują dużą odporność na mróz. W czasie mrozów, płatki zwijają się, aby następnie podczas ocieplenia rozwinąć.  Oczary najlepiej sadzić na tle zimozielonych roślin, w miejscach widocznych z okien. Ja zastosowałam drugą zasadę, o pierwszej zapomniałam. Tzn. może nie zapomniałam, ale sadząc mojego oczarka w miejscu, w którym widzę go z okien sypialni, nie miałam tam stosownego tła. Jednak nic to nie ujęło mu urody.  

Oczary lubią ziemię żyzną, próchniczą o odczynie lekko kwaśnym lub neutralnym. Miejsca lubią osłonięte i ciepłe. Podlewać! Nie lubią przesadzania i cięć odmładzających, oraz sąsiedztwa roślin o silnych korzeniach.

I w wielkim skrócie, to by było na tyle na temat czarującego oczaru...

21:32, emka1216 , ogród
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 marca 2009

W nawiązaniu do mojej pierwszej notki, w której pochwaliłam się kwitnącym w moim ogrodzie oczarem, przybliżam gatunek i charakter roślinki. Niby niepozornej a jakże mocarnej swoimi właściwościami.

Oczar wirginiijski  to krzew lub drzewo,  w stanie naturalnym rośnie we wschodnich stanach USA i w Kanadzie. Należy do rodziny Oczarowatych (Hamamelidaceae).  W Polsce najczęściej to krzew z żółtymi kwiatami. Kwitnie późną jesienią lub zimą.  Można już dostać odmiany oczaru, których kwiaty mają zabarwienie różowe i wpadające w czerwień. Takie odmiany mam zamiar w tym roku posadzić. Z literatury dowiedziałam się, że oczar posiada również właściwości lecznicze. Surowcem leczniczym i kosmetycznym są: kora i liście.  Stosowano go zarówno w matecznych krajach występowania jak i w Europie,  w medycynie ludowej. Badania naukowe potwierdziły jego właściwości Jest silnym środkiem o działaniu ściągającym, przeciwkrwotocznym, przeciwzapalnym i przeciwbakteryjnym. Stosuje się go w nalewkach i wyciągach na alkoholu, do wewnątrz i na zewnątrz. Przyjmowane do wewnątrz w niewielkim stężeniu pomagają w nieżycie i niewielkich krwawieniach z przewodu pokarmowego i płuc, w żylakach, w zapaleniu błony śluzowej jelita grubego, biegunce i dyzenterii.      Do użytku zewnętrznego stosuje się go najczęściej w postaci okładów, maści, żelu, destylatu. Preparaty te przyśpieszają gojenie się ran, likwidują opuchliznę przy stłuczeniach, obrzękach, oparzeniach, ukąszeniach owadów, a także zapobiegają infekcjom i likwidują skutki promieniowania UV. Stosowane są w leczeniu hemoroidów, bólach reumatycznych stawów i kręgosłupa, oraz nadwyrężeniu i bólach mięśni.  Znajduje również zastosowanie na miejscowe zapalenia skóry i błon śluzowych, guzy krwawnicowe, czyraki, dolegliwości żylakowe, upławy, niektóre egzemy, zmiany grzybiczne skóry, podrażnienia skóry po depilacji i goleniu, do płukania jamy ustnej, pędzlowania dziąseł. Przyspiesza proces regeneracji skóry skutecznie ją odmładzając, powoduje ziarninowanie skóry. Zwalcza bakterie gram dodatnie i gram ujemne. W kosmetyce wyciągu z niego używa się do produkcji kremów, toników, maseczek, zwłaszcza do cery zanieczyszczonej, z zamkniętymi porami, oraz do cery wrażliwej na zimno, wilgoć, z rozszerzonymi naczynkami krwionośnymi, alergicznej. Produkowane są również balsamy do ciała i szampony do włosów.

Niestety właściwości te posiadają kora i liście zbierane z roślin rosnących w granicach zasięgu naturalnego. Rośliny rosnące w Polsce nie mają podobno takich właściwości.

I pomyśleć taka niepozorna, dająca tyle radości zimą roślinka, a jaka pożyteczna!!!!

21:52, emka1216 , ogród
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 marca 2009

"Pierwsze żurawie przyleciały na Suwalszczyznę zwaną "polskim biegunem zimna". Zdaniem Wojciecha Misiukiewicza z Wigierskiego Parku Narodowego, zwiastuje to rychłe przyjście wiosny".

Tak napisali w Onecie i bardzo chcę w to wierzyć!

19:01, emka1216
Link Komentarze (3) »

Wiosenne porządki rozpoczęte.   Ogród okazał się w tym roku,  stajnią augiasza. Nie wiem dlaczego.  A może to ja zapomniałam,  ile zwykle wiosną trzeba włożyć pracy, żeby przywrócić mu przyzwoity wygląd. Inna sprawa, że w zeszłym roku, a szczególnie jesienią porządnie wzbogaciłam go o całą masę nowych roślin. I to zarówno o kwiaty, jak i o krzewy i drzewka ozdobne. Z niecierpliwością czekam na efekt. Na razie jednak czeka mnie bardzo dużo pracy,  służącej przygotowaniu dobrego tła dla nowych nasadzeń.

Wczoraj rozpoczęłam wielkie sprzątanie, które miałam zamiar kontynuować w dniu dzisiejszym. Rano jednak, zza okiennic wyłonił się szary siąpiący dzień, a widok ten nie za bardzo zachęcał do pracy na powietrzu.  Przemogłam się jednak i pomachałam, w ramach wzmocnienia ramion, grabiami i rozsypałam wapno, niezbędne dla tych roślin, które nie za bardzo lubią kwaśną ziemię. I rumieńców pięknych przy okazji nabrałam. Nie ma to jak świeże, nieprzesycone ołowiem powietrze.  W przyszłym tygodniu zakwaszę ziemię, przy kwaśnolubnych.  Pogoda jednak nie za bardzo nastrajała do dłuższego pobytu na dworze. Nawet Kota Kasieńka siedziała przez cały dzień jak wielka puchata kula i nie przejawiała najmniejszej chęci wystawienia nosa na dwór.  Szary dzień nie przeszkadzał jedynie potworom, wspomnianym przeze mnie w poprzedniej notce, z lubością oddającym się kontynuowaniu dewastacji ogrodu. Ja przeżyję, ale czy mój ogród również?