Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
poniedziałek, 29 marca 2010

No i stało się, odwlekałam tę chwilę i miałam nadzieję, że inne pilne zajęcia nie pozwolą mi na pracę mniej pożyteczną niż praca w ogrodzie. Niestety rozpadało się dzisiaj i nie mogłam kontynuować rozpoczętego dzieła porządkowania ogrodu. Nie miałam wyjścia, musiałam przystąpić do ... pieczenia. Zwykle przed świętami Wielkiej Nocy piekę kruche ciasteczka w ilościach dużych, żeby były na potem. Zawsze z przerażeniem o tym myślę, bo wiem, że spędzę ok, trzech godzin przy gorącym piekarniku, jako ten świstak machając kieliszkiem i wycinając kolejne krążki.  Dzisiaj wycinałam ciasteczka o smaku kokosowym, orzechowym i kakaowym z dodatkiem płatków owsianych.

Dzisiaj dodatkowo wymyśliłam sobie mazurek wg Nelly Rubinstein. Przepis prosty, który jak zwykle nieco, albo i więcej problemów mi sprawił. Ciasto to zmielone migdały, cukier i białka. Ni cholery nie chciało toto osiągnąć konsystencji płynnej i gładkiej masy. Prawie to osiągnęłam dodając dwa malutkie jajeczka od kurek ozdobnych. Na wierzch miał pójść karmel wymieszany z posiekanymi migdałami. Zabrakło mi migdałów, dodałam więc orzechów posiekanych i takich kandyzowanych różnych. Nijak rozsmarować się nie dało na tym pseudo mazurku.

Ostateczny bilans dnia to mazurek, który z mazurkiem ma wspólnego tyle co kot napłakał i ciasteczka zroszone potem serdecznym autorki.

niedziela, 28 marca 2010

No i po łykendzie. Fajnie było. Najpierw wizyta Zen. Coś we mnie jednak tkwi takiego, że zawsze czułam i czuję  potrzebę przenoszenia znajomości wirtualnych w real. I nie żałuję. Szkoda tylko, że Zen wpadła w sam środek zamieszania, związanego z przyjazdem kochanych Eli i Rysia, którzy zapowiedzieli się z pomocą ogarnięcia ogrodu, i mało brakowało żebyśmy spóźniły się na pociąg powrotny. Nie przyznałam się jej, ale po drodze bardzo intensywnie próbowałam sobie przypomnieć, gdzie w miasteczku powiatowym posadowiony jest dworzec kolejowy. Po prostu zapomniałam! Uff, ale udało się, dotarłyśmy w miarę w przyzwoitym czasie i Zen mogła wrócić do domu i Miśkiem się zająć. Szkoda tylko, że tak krótko trwało nasze spotkanie. Ale i tak Rezydent i Ziemianin stanęli na wysokości zadania przygotowując pyszne żarełko.

Poza tym NARESZCIE! Nareszcie wylazły z ziemi moje roślini i mogę rozpocząć prace w ogrodzie. W tym roku inauguracja nastąpiła przy czynnym udziale Eli i Rysia, którzy przyjechali po to żeby pomóc mi w doprowadzeniu ogrodu do stanu używalności. Zajęli się najbardziej newralgicznymi miejscami, czyli cięciem drzew i krzewów – Ryszard i czyszczeniem gąszczu pod bzem i reprezentacyjnego klombu przed wejściem do domu – Ela. Pracy wykonali co nie miara i efekt jest porażający.

Nie wiedziałam, że to może tak wyglądać. Ja zajęłam się szklarnią i próbowałam napoić ziemię spragnioną wilgoci, a także posiałam rzodkiewkę i koperek.

A po obiedzie, który przygotował Ziemianin posprzątałam klomby. W sprzątaniu intensywnie towarzyszyły mi i przeszkadzały dwa potwory.

Chociaż w dniu dzisiejszym ledwo powłóczę nogami, jutro zabieram się za warzywnik.

Tagi: ogród
21:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (16) »
wtorek, 23 marca 2010

Jeżeli kogoś interesuje co to są ślepe ryby zapraszam na wykład prof. Niczyperowicza:

http://fanaberie.amu.edu.pl/index.php?a=category,12

Filmi ków jest kilka, chodzi o film z tagami gwara i Niczyperowicz pt. Kucharz

poniedziałek, 22 marca 2010

Ciekawe, że przywędrowała dokładnie tak jak kalendarz wskazuje. Zrobiła mi w tym roku niespodziankę, bo juz nie spodziewałam się jej tak szybko. W związku z tym, że Ona się pofatygowała, ja dla równowagi , dałam sobie w kość i ledwo się czołgam. Werandę uprzątałam, w ogrodzie strategiczne okolice, ze starych liści zgrabiłam i w ogóle napracowałam się tak, że głowa mnie rozbolała. Odkryłam kwitnące juz pierwiosnki, krokusy, cebulice i oczywiście przebiśniegi. Odkryłam narcyze lada moment zakwitłe i w ogóle całą masę dziwnych rzeczy. Dziwnych, bo wzrok mój przyzwyczaił się do bieli białej, albo bieli brudnej. Jednak pojawiła się , cieszy oko i nadrabia stracony czas w tempie ekspresowym. Z wiosennym pozdrowieniem!


sobota, 20 marca 2010

Hibiskus inaczej Ketmia to roślina z rodziny ślazowatych.  Czyli krewna naszej malwy!. Pochodzi z obszarów  tropikalnego i międzyzwrotnikowego. Rośnie w postaci  małych drzewek, krzewów  i roślin zielnych. Liście mają rozmaite kształty a kwiaty są duże i wyraziste, trąbkowate, z pięcioma płatkami, w kolorach od różowego poprzez czerwone do żółtego i  szerokości od 4 do 15 cm. Kwiaty są w ogóle charakterystyczne, to spowodowało, że hibiskus jest narodowym kwiatem Korei Południowej,  symbolem Malezji, a także  znalazł się w godle Hawai. Miasto Chengdu w Chinach  jest znane jako miasto Hibiskusa.

W naturalnych warunkach Hibiskus osiągają nawet 5 metrów wysokości, a w naszych dochodzą do 2 metrów. Już bardzo młode rośliny potrafią wydawać ogromne kwiaty, które kwitną tylko jeden dzień, ale dzięki dużej ich ilości jest to prawie niezauważalne.

W naszych warunkach uprawiana jest głównie ketmia syryjska (zwany różą Althei lub róża Szarona). Wymaga słonecznego stanowiska, osłoniętego od wiatru. Nie lubi zbyt długiej suszy, ale też za bardzo wilgotnego podłoża. Młode rośliny mają skłonności do przemarzania. Potem uodparniają się i cieszą oczy pięknymi kwiatami.

Kwiat hibiskusa ma właściwości obniżające ciśnienie krwi, a polisacharydy wzmacniają odporność organizmu. Działa on też kojąco, przeciwzapalnie oraz łagodzi podrażnienia, uważa się także, że wzmacnia wątrobę. Ma przyjemny kwaskowaty smak i piękny, czerwony kolor. Hibiskus (kwiat malwy sudańskiej) to wyjątkowo cenne źródło naturalnej witaminy C oraz wapnia, witamin i soli mineralnych. Przyspiesza on przemianę materii, zmniejsza wchłanianie w jelitach, działa wzmacniająco na wątrobę i oczyszcza organizm. W afrykańskiej medycynie ludowej przypisuje się mu antybakteryjne i moczopędne działanie, dzięki czemu zapobiega zastojom wody w organizmie.

Ostatnio hitem imprezowym są kwiaty dzikiego hibiskusa rosnącego w Australii. Mają smak malin i rabarbaru. Najpopularniejsze jest użycie kwiatu hibiskusa w połączeniu z szampanem lub winem musującym. Bąbelki spowodują otwarcie się kwiatu, który można zjeść po wypiciu szampana. mogą być również wykorzystane jako jadalna dekoracja, a poza tym, podaje się jego kwiaty w syropie. Muszę kiedyś spróbować.

czwartek, 18 marca 2010

Moje dzisiejsze odkrycie. Może jestem za dinozaurami, bo ponoć od dawna jest znana, ale liczy sę, że znalazłam ją, oczywiście dzięki podpowiedzi życzliwej osoby. I słucham, słucham i słucham...

A w ogóle będzie w niedzielę w poznańskim Blue Not'cie.

poniedziałek, 15 marca 2010

Pojeździłam sobie dzisiaj trochę po Wielkopolsce. Przejechałam kilka stref klimatycznych. Pogoda zmienna jest niemalże jak kobieta.  Świat znowu zrobił się biały. Jedyna dobra tego strona, że puch przykrył syf ogrodowy, którego nie można było wyszarpać z zamrożonej ziemi.


Długo w tym roku czekałam na zakwitnięcie kwiatów końca zimy. O oczarach pisałam tutaj i tutaj. Większa część  ma dopiero rok. Jeden dwa lata, ale psy go skutecznie połamały, więc się nie liczy. Wyobrażam sobie jak będą wyglądały dorosłe!

Swoją drogą powtarzalnność zjawisk w przyrodzie jest niesamowita. Czasami przesunięta w czasie  jednak zawsze można być pewnym kolejnych postapień natury.

Tagi: oczar
19:41, emka1216 , ogród
Link Komentarze (12) »
sobota, 13 marca 2010

Zapraszam do udziału w akcji i odwiedzenia przy okazji mojej stronki, żeby drzewko rosło w siłę:

http://emka1216.posadzdrzewo.pl

Niech nam drzewka rosną na zdrowie.
czwartek, 11 marca 2010

A tak w ogóle to lubię takie klimaty.

 

Nie służy mi warszawski klimat. Podczas pobytu w stolicy jestem ciągle zmęczona i papierowa. A przecież  mój dwudniowy pobyt zaliczam do udanych. Merytorycznie na szóstkę z plusem. Towarzysko super - nareszcie miałam okazję na luzie i bez pospiechu spotkać się z Magdą (moją bratanicą) na jej terenie. Pomimo przespania dużej ilości godzin, obudziłam się jednak zmęczona i zapuchnięta, a przecież wcale nie imprezowałam!

Pomimo jednak tej małej niedogodności, jeżeli kiedykolwiek zdecyduję się na pobyt w Warszawie, zdecyduję się na hotel, w którym byłam zakwaterowana. Na styku Nowego Światu i Krakowskiego Przedmieścia stoi hotel,  może nie do końca reprezentacyjny, ale położony w miejscu w sam raz na zwiedzanie Starówki. I jak na warunki warszawskie, oraz miejsce,  wcale nie jest drogi.  Idę spać bo za bardzo marudzę.

niedziela, 07 marca 2010

Przeczytałam dzisiaj tekst Krzysztof Miękusa pt. „Sukienka w kolorze landrynek”:

http://media.wp.pl/kat,1022957,wid,12043145,wiadomosc.html

Zacytuję fragment:

„Do końca lat ‘70 seks był w Kalinie. I nawet jeśli trudno uznać Kalinę Jędrusik za ideał urody, to z pewnością jej zmysłowa gra i zachowanie potrafiły rozpalić męską widownię do czerwoności. Zamknięta w loży operowej z Danielem Olbrychskim w pamiętnej scenie z Ziemi Obiecanej była tak przekonująca, że Wajda postanowił tę sekwencję ocenzurować 30 lat po premierze filmu.

Jędrusik nie była jednak jedynym seks-symbolem tamtego okresu. Dość przypomnieć Barbarę Brylską (zwłaszcza po roli w Faraonie),

Polę Raksę czy wreszcie powściągliwą, ale jakże piękną, Beatę Tyszkiewicz.

A komu dzisiaj przysługuje miano seks-symbolu? Według sondaży główne kandydatki są dwie: Dorota Rabczewska oraz Anna Przybylska. Ze wskazaniem na tą drugą.(…) Doda i Przybylska nie tyle stanowią dwa modele urody (pomijając kolor ich włosów, mają dość podobne rysy), co raczej dwa modele osobowości. Z jednej strony agresywna blond-wamp, z drugiej - skromna i delikatna kobieta kochająca dzieci i rodzinę. Obie wyrastają również z dwóch nurtów polskiej kultury popularnej: plebejsko-przaśnej (Doda)

i mieszczańsko-konserwatywnej (Przybylska).”



Osobiście wolę symbole seksu lat siedemdziesiątych.

Gdy wejdziecie do wody Morza Czerwonego wydaje się Wam, że jak korek wyskakujecie w górę, utopić się nie można. Wystarczy lekko poruszać rękoma by pływać po powierzchni obserwująć podwodne cuda.

Wokoło Waszego hotelu kamienna pustynia bez ślady życia, wewnątrz zaś kwiaty, palmy, krótko ostrzyżone trawniki i aquaparki z przelewającą wodą, której nikt nie oszczędza.

Skąd ona, dlaczego w tym klimacie nikt nie liczy każdej spadającej kropli. Buduje się nowe baseny i systemy nawadniania. Tajemnica tkwi w zjawisku odwóconej osmozy. W naturze wszystko już było, człowiek jeno mozolnie odkrywa zakryte dlań tajemnice.

Dzięki niej roślinka pobiera wilgoć z ziemi, nasze nerki odbierają krwi to co zbędne. Homo sapiens biorąc od pisarzy science fiktion odwrócił proces. Po pierwsze wymyślił membrany, które przepuszczają słodycz, sól zatrzymując. W kolumnie z wodą morską wytwarza się ciśnienie 50-60 bar i wtedy powoli ciurka ona na drugą stronę przepychana tymże dopóty, dopóki poziomy się nie wyrównają. Problemów z tym wiele, natura nie poddaje się tak łatwo, dziurki w membranie się czopują, ale tu człek działa wymianą jonową i problem znika. Nie będę zanudzał szczegółami, ale to właśnie dzięki pracy tych sztucznych nerek Egipcjanie się bogacą na turystach. Tyle, że zabierając wodę morzu podnoszą poziom zasolenia tego co zostaje, liczyć jeno pozostaje, żę Matka Natura sprawę wyrówna skierowując ponownie to co człowiek zabrał do zbiornika. Tylko na Nią pozostaje się spuścić, bo gdy niszczyciel zabuduje cały Synaj, to drugie Morze Martwe powstanie, a tam latać nie będzie po co.

środa, 03 marca 2010

Już wiem co za paskudztwo z nosa mi cieknie. Udałam się byłam dzisiaj do Pani doktor od Oczków. Pani zajrzała i pyta: no i co cieknie z nosa?, ja na to, że i owszem ale kończy. O nie, mówi pani doktor, to dopiero początek i tak potrwa z półtora miesiąca. Klimatyzacja w samolocie nie wywołała u mnie przeziębienia ale alergię! Prawdopodobnie nie czyszczona siała pleśnią. A przy okazji dowiedziałam się, że od tygodnia zaczęły pylić pierwsze drzewa. No i okazało się, że moje skłonności alergiczne rozwinęły swoje skrzydła na całego. Dostawszy medykamenty i mam nadzieję, że w czasie łykendu basen zaliczywszy.

A z innej beczki, zastanawialiśmy się z Ziemianinem nad fenomenem miejscowości turystycznych na terenie półwyspu Synaj, w szczególności nad fenomenem pozyskiwania wody. Ktoś bąknął, że woda jest odsalana. Nie uwierzyliśmy. Metoda niesamowicie droga.  Jednak dzisiaj pogrzebałam w necie i okazało się, że rzeczywiście.

Hotelarstwo w tym rejonie początkowo bazowało na wojskowych instalacjach do odsalania wody, a teraz prawie każdy hotel własne urządzenia do odsalania wody morskiej. Znalazłam nawet, że w 2000r. panowie Pawlikowski M., Pająk L., Mazurek J. popełnili opracowanie pt  „Odsalanie wody morskiej przy wykorzystaniu energii geotermalnej na przykładzie rejonu Zatoki Sueskiej (Egipt)”. Ale na ten temat to może wypowiedzieć się, jako znawca tematu  Ziemianin.

Faktycznie tereny turystyczne są wyrwane pustyni. Zdjęcia robiłam z samolotu. Widać na nich wyraźnie jak niewielki pasek  nadbrzeża zajmują skupiska ludzkie. Reszta to pustynia przede wszystkim kamienista. Z góry pięknie też widać rafę.

poniedziałek, 01 marca 2010

Sprowokowana przez Zenoną włączyłam się w łańcuszek książkowy. Należę do pokolenia bardziej czytającego niż oglądającego telewizję. Lubię ksiązki, lubię je czytać, dotykać i wdychać ich zapach. Często książki, które mnie zafascynują,  śnią mi się potem. Dlatego dałam się wciągnąć w łańcuszek. Nie będę go jednak kontynuowała. Zen wybaczysz?

I moje odpowiedzi na pytania Zen:

1. Której książki z kanonu lektur nigdy jeszcze nie przeczytałaś, choć wiesz, że powinnaś;)? A możesz podać powód:)?

„Komu bije dzwon”  język Hemingway’a, szczególnie jego chropawość  jest dla mnie nie do przejścia, mimo, że mistrz pióra. O dziwo Caldwell’a uwielbiam.

2. Który z filmów opartych na powieści bądź opowiadaniu podoba Ci się najbardziej? Może nawet bardziej niż książka?

Nie za bardzo lubię adaptacje, zwykle mnie rozczarowują. Zdarzyło się kilka niezłych, nie były lepsze od oryginału, ale bardzo dobre i oglądałam je z zainteresowaniem. Przede wszystkim pamiętam:

„Pożegnanie z Afryką” z genialnymi kreacjami Meryl Streep i Redforda. Ponadto  Karen Blixten jest jedną z moich ulubionych pisarek i mam jej całą bibliografię.

„Mistrz i Małgorzata” wg Michaiła Bułhakowa serial rosyjski nieemitowany w Polsce. Pierwsze odcinki oglądnęłam na blogu Jerzego Afanasjewa i natychmiast nabyłam go w Empiku. Jest w wersji oryginalnej, co jeszcze bardziej dodaje mu uroku.

Z lat młodości pamiętam trzy seriale, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Nie wiem jak bym je teraz odebrała:

„Ja Klaudiusz” i „Klaudiusz i Mesalina”  wg Graves’a serial angielski z lat siedemdziesiątych

„Saga Rodu  Forsythów” wg Johna Galsworthy serial angielski  z lat siedemdziesiątych

„Wojna i pokój” wg Lwa Tołstoja serial rosyjski z lat siedemdziesiątych

Zaznaczam, że zawsze byłam namiętnym czytaczem i nigdy nie potrafiłam obejrzeć adaptacji bez przeczytania. Pamiętam, ze kiedy leciała „Wojna i Pokój”, byłam w trzeciej klasie liceum. Po pierwszym odcinku  zafundowałam sobie wagary i przeczytałam wszystkie tomy, żeby potem spokojnie oglądać film.

3. Mogłabyś ustalić listę 5 najważniejszych dla siebie książek przeczytanych w okresie dzieciństwa i nastolatkowym?

1. Przygodowe:

„Szara wilczyca” i „Bari syn szarej wilczycy” - Jamesa Olivera Curwood’a; „Wyspa Robinsona”, „Orinoko” i wszystkie podróżnicze Arkadego Fiedlera

2. Dziewczyńskie:

„Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren;  „Alicja w krainie czarów” Lewisa Carroll’a.

3. „Sen o Troi” Heinricha Alexandra Stoll’a. Poza tym szereg autobiografii i biografii, które namiętnie zbierałam. Pamiętam, że jak miałam siedemnaście lat wrażenie na mnie zrobił „Grzech pierworodny” Anthony  Quinn’a

4. „Udręka i ekstaza” Irvinga Stone’a

5. „Małżeństwo” Herve Bazin’a i w ogóle cała trylogia.

4. O czym byłaby książka napisana przez Ciebie? :)

Codzienności

P.S. 1. Jeszcze jedno zawsze miałam zwyczaj czytania wszystkich dostępnych książek autora, który mnie zafascynował. Miałam „okresy” książek tematycznych, ale częściej autorskich, ostatnia autorska fascynacja sprzed dwóch lat to z uwagi na tematykę (Anglik w Prowanansji) Peter Mayle.

P.S. 2 No i zgrzeszyłabym nie wspomniawszy o książce, która jak do tej pory skutecznie wyciąga mnie z chander  różnego rodzaju , to „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes i kolejne jej książki. „Pod Słońcem …” leży przy moim łóżku i sięgam po nią w chwilach słabości., otwieram na byle jakiej stronie i zanurzam się w słoneczko. BARDZO PROSZĘ NIE KOJARZYĆ KSIĄŻKI Z FILMEM!!!!