Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
niedziela, 31 marca 2013
środa, 27 marca 2013

Na życzenie oto i ona:

22:18, emka1216 , pstryk
Link Komentarze (17) »

I tak to sobie toczy się wszystko do przodu, z dużą naszą pomocą. Pchamy te taczki i końca nie widać, ale w końcu zaświeci nam wiosenne słoneczko i wszystko zacznie wyglądać inaczej. Wydaje mi się, że jestem meteoropatką, ale nigdy nie poddawałam się chandrze zimowej. Tej, jednak, zimy, a właściwie już wiosny w duszy gra tęsknota tylko za słońcem, ciepłem i zielenią. Wargi mam spierzchnięte od mrozu i tak mnie on wysusza, że czuję się ciągle jak bym miała gigant kaca!  Nie pocieszają mnie nawet, w końcu nastałe piękne zachody słoneczka, które wychyliło kawałek buźki zza wiszącego pułapu szarości i walczy z nim dzielnie.

Nawet podróże, które tak lubię, mimo, że w celach zawodowych, nie sprawiają większej przyjemności, a to z powodu zimna. Toruń był piękny, ale zimny i szybko uciekaliśmy z Nowego Rynku w piwniczne opary piwa.

Dla poprawienia nastroju zajęłam się czymś twórczym. Odnowiłam wiklinowe mebelki łazienkowe. Pobawiłam się metodą serwetkową i wyszło całkiem przyjemnie i ... wiosennie.

Teraz jeszcze czeka mnie zmiana zasłonki i moje pomieszczenie sanitarne jasnością swoją będzie przywoływało właściwą i jedynie słuszną porę roku. Życzę Wam, i sobie, ciepełka i jeszcze raz ciepełka.  

niedziela, 10 marca 2013

No i kolejny pracowity tydzień minął. Mam nadzieję dożyć okoliczności przyrody, w których będę kończyć pracę o 16, no 17 i będę miała czas dla siebie. Czy się uda? Może na emeryturze :). A i tak nie wiadomo, kiedy na tę emeryturę. Bo to koleżanka, która 60 lat kończy w przyszłym roku, dowiedziała się, że zasłuży sobie na pieniążki bierne, dopiero po przeżyciu 60 lat i siedmiu miesięcy. Mnie się nie chce samej siebie uświadamiać. Po co się stresować. I tak będę pracowała, nie wyobrażam sobie zupełnie zrezygnować z zajęć zawodowych.  Chyba, że na wsi agroturystykę zaprowadzę, ale to też praca, jakby nie było. Na razie próbuję na wsi wypoczywać, gości przyjmować, a w brydża pogrywać.

A na co dzień? Na co dzień zaczęłam jeść oszczędnie. Centymetry w obwodzie tracę i jest mi z tym dobrze. Znajduję czas na szykowanie sobie jedzonka do pracy i w ciągu dnia odżywiam się tym co sama zrobiłam, a nie śmieciowym jedzeniem z przydrożnych budek.

Efekty, jak napisałam widać i mam dużą z tej przyczyny satysfakcję. Dzisiaj zbieram siły na najbliższe dwa tygodnie obfitujące w atrakcje zawodowe i wyjazdowo-serowarskie. Ale o tym następnym razem. Miłego dnia życzę, a my z Ziemianinem znikamy w kierunku basenu :).

niedziela, 03 marca 2013

Dwa ostatnie szare miesiące przyprawiały mnie o nastrój nieprzystający do kontaktów międzyludzkich i blogowania. Po raz pierwszy w życiu tak dotkliwie odczułam brak słońca. Ale też zima tego roku była szaro-bura. Wczoraj, kiedy po raz pierwszy pokazało się prawdziwe pełne słońce, powędrowałam do ogrodu. Okazało się, że mimo niskiego pułapu chmur i braku dostatecznej ilości światła, natura już nie śpi. Pchają się ząbki  zielone do góry i podnoszą bunt przeciwko zimowemu marazmowi. Wystarczył jeden słoneczny dzień, aby w jego trakcie zaczęły pękać pąki z młodymi listkami.

Okazało się też, że wbrew pozorom są to ostatnie dni, na cięcia, soki zaczynają już krążyć.

Przycięłam więc winogrona, kiwi, kilka krzaków i drzewek. Było mi dobrze! Większość moich ziółek, normalnie zimujących na południu Europy, dzięki pierzynce śniegowej przeżyła zimę i już teraz mogę korzystać z ich świeżości. Nawet siedmiolatka - cebulka pokazała swoją  zieloną czuprynkę :)

Dzisiaj dzięki zastrzykowi dobrego nastroju, czuję miłe zmęczenie mięśni i wewnętrzny spokój.

12:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (21) »