Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Nie mogłam się oprzeć pokusie umieszczenia kolejnego zachodu słońca nad betonką. Zdjęć tam robionych nie trzeba nawet obrabiać. Bronią się same. Tak samo, jak broni się kwiatami i kolorami ogród naszej gospodyni - Pani Matkowskiej.

Na jej prośbę papodaję ponownie  przepis na uodparniający  syrop z kwiatów czarnego bzu:

 No a poniżej, połowa ekipy mieszkającej u Państwa Matkowskich.

Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Wieczorny spacer pierwszego dnia pobytu zapowiadał się komfortowo, słońce zachodziło ogniście, złocąc kwitnące krzewy,

ciepełko było, a towarzystwo doborowe. Byliśmy zaopatrzeni w kalosze i wkroczyliśmy więc na betonkę bez kompleksów.

 Po kilkudziesięciometrowym brodzeniu w wodzie, okazało się jednak, że tylko Grafomania, zaopatrzona w wodery, mogła iść dalej i to też bardzo ostrożne. Pamiętałam suchą kilkunastokilometrową betonkę z zeszłego roku i tym razem nie poznałam jej. Cóż jak to kobieta, ona też zmienna jest …

niedziela, 18 kwietnia 2010

Po raz kolejny Ela i Ryszard pomogli mi w sposób niesamowity. Zagarnęli w posiadanie kawałki mojego ogrodu tzw trudne, to jest takie, na które nigdy nie mam czasu i wobec których stosuję zimny wychów. Papryczka napisała pod ostatnią notką, że będąc nieobecna przez kilka dni woli patrzeć nić pracować. Ja też, ale jednocześnie bardzo lubię pracę w ogrodzie. Odpręża mnie to i pozwala na złapanie równowagi. Wieczorem nie mogę rozstać się z moim ogrodem. Żal mi schodzić. Nie jest tak od zawsze. Zejszło to na mnie nagle i niespodziewanie. Może ludzi na co dzień mam dość? Może rośliny odwdzięczają się za wysiłek wdzięczniej?

Dzisiaj wyjątkowo wdzięcznie. Moja wisienka miniaturowa w ciągu kilku godzin rozwinęła prawie wszystkie kwiaty i wygląda pięknie. Klomb z godziny na godzinę bogacieje. A ja się z tego po prostu cieszę.

P.S. Właśnie wyszłam oddać się wstrętnemu nałogowi palenia (w domu nie palę), ziemia pięknie pachnie...

Tagi: wiosna
21:26, emka1216 , ogród
Link Komentarze (30) »
wtorek, 13 kwietnia 2010

Karagana syberyjska zwana jest  też akacją syberyjską, akacją żółtą lub grochodrzewem syberyjskim. To gatunek z rodziny bobowatych. Pochodzi ze wschodniej Azji, z terenów Syberii i Mandżurii. Miasto Karaganda w Kazachstanie zawdzięcza swoją nazwę właśnie karaganie. Występuje od południowo- wchodniej Europy po Chiny. Jest gatunkiem „pionierskim”,  całkowicie odpornym na mrozy, odpowiednim na gleby zdegradowane, suche, skaliste, wapienne, nadmiernie zasolone. Ze względu na symbiozę z bakteriami przyswajającymi wolny azot z powietrza rośnie dobrze na zupełnie jałowych, poprzemysłowych glebach. Jest odporna na suche powietrze, dość odporna na zanieczyszczenie powietrza SO2, a także na słabe zasolenie gleby. Nie ma specjalnych wymagań wobec gleby, może rosnąć na stanowiskach ubogich, suchych i kamienistych. Karagana wykazuje dużą tolerancję wobec odczynu gleby. Wymaga jednak miejsc słonecznych. Karagana syberyjska ma zdolność wiązania azotu atmosferycznego z powietrza, dzięki symbiozie z bakteriami brodawkowymi. Nie trzeba jej i posadzonych przy niej roślin nawozić azotem. Dzięki jej właściwościom następuje rekultywacja terenu i poprawa żyzności gleby, poradzi sobie na każdej, przepuszczalnej glebie, a nawet na hałdach górniczych, pokruszonym betonie, czy asfalcie. Wykorzystania jest przy rekultywacjach biologicznych, zakrzewianiu, na terenach zdegradowanych . Poprawia żyzność gleby pod uprawę bardziej wymagających roślin. Ta bardzo cenna roślina miododajna, stosowana jest głównie na formowane i nieformowane, wysokie żywopłoty. Idealna do przycinania. Bardzo szybko rośnie i jest niewymagająca, całkowicie mrozoodporna.

Ugotowane, niedojrzałe strąki stanowią substytut fasolki szparagowej, surowe niedojrzałe nasiona smakują jak groszek zielony, nie jest pewne, czy ludzie mogą spożywać surowe w dużej ilości - nie zanotowano przypadków zatrucia. Mój tato wspomina, że jego mam rozbiła jajka sadzone na młodych  strąkach karagany i było to bardzo smaczne danie.  Jej liście i gałęzie mogą być paszą dla zwierząt. Zawierają około 18-19% białka - porównywalnie do lucerny. Nasiona są dobrą paszą dla kur - 12% tłuszczu i aż 36% białka. Stanowi źródło wartościowego pokarmu dla dzikich zwierząt. Z liści uzyskuje się niebieski barwnik. W  tradycyjnej medycynie chińskiej używano tej rośliny do leczenia raka piersi oraz schorzeń ginekologicznych. 

Niestety moje karagany są w fazie wstępnego rozwoju. Polecam więc galerię zdjęć znajdującą się pod tym ADRESEM.

Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że jednak w moim ogrodzie rośnie karagana. Jest jednym z krzewów "zastanych". Zawsze wiosną cieszy moje poranne oko mnóstwem żółtych kwiatów, jako, że widać ją z okien sypialni. Stąd też zdjęcie, które zrobiłam w zeszłym roku. Może niezbyt dobre, ale moje i ... obfite.

Tagi: karagana
22:07, emka1216 , ogród
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Przedwczoraj i wczoraj dałam sobie porządnie w kość pracując w ogrodzie. Wysiłek fizyczny pozwolił mi oderwać się trochę od ponurej rzeczywistości. Za włożoną w niego pracę, ogród odwdzięcza się w sposób niesamowity. Wszystko rozkwita. Oprócz zwykłych porządkowych prac dokonałam katorżniczej pracy posadzenia 100 sztuk karagany, kilku żółtych malin i kilku sadzonek innych. Karaganą i malinami obsadziłam szamba i kurnik.

Mam nadzieję, że szybko rosnąca karagana, zwana akacją azjatycką, niedługo zasłoni te, wprawdzie funkcjonalne, ale niezbyt estetyczne druty, a także ukryje płyty szamb. O karaganie napiszę w następnej notce. To jest moje najnowsze odkrycie ogrodnicze.  Kręgosłup trzeszczał, a brzuch zahodowany w zimie przeszkadzał. Podjęłam więc postanowienie zrzucenia kilku zbędnych kilogramów. Może się uda.

Ale nie tylko ja potłuściałam. Młody Śmigus na matczynym mleku nabrał kształtów i wyłupiastych oczek.

Jest kochany.

piątek, 09 kwietnia 2010

Landszaft na okoliczność: Podobno jutro ma padać...

poniedziałek, 05 kwietnia 2010

Najpierw pokazało się kopytko. Potem cała nasza piątka (weterynarz mszę w kościele odsłuchiwał), pomagała mamie Bini i wyciągała cielaczka. Po godzinnej akcji porodowej udało się!!!  Młody najpierw nie za bardzo chciał świat oglądać, być może światło go raziło.

Ale zwyciężyła ciekawość świata  i oko otworzyło się zdziwione ilością położnych.

Trzeba go było ewakuować do pyska zmęczonej mamy.

Ona natychmiast zabrała się za wylizywanie i czułe trącanie nosem swojego synka,

który, jako że dzisiaj o godzinie 11.30 przyszedł na świat, otrzymał imię Śmigus.

niedziela, 04 kwietnia 2010
Od wielkanoc
01:23, emka1216
Link Komentarze (6) »