Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
piątek, 27 kwietnia 2012

No i zaczynam łykend majowy. W tym roku złożyło się wyjątkowo  sympatycznie. W p[racy etatowej wolne dni wypadają w moje dyżurne. Jeżeli chodzi o pracę pozaetatową mogę zabrać ją ze sobą. Trochę mam do zrobienia ale cóż to jest wobec prawie dziesięciu dni bez rygorów rannego wstawania i miotania się po nieprzejezdnym mieście, stania w gigantycznych korkach i ciągłego niedoczasu. Odwiedzi nas Feli kochana, i razem nawiedzimy słońską betonkę. Wprawdzie nie będzie tok wyjazd kilkudniowy, jak to zwykle bywało, ale tradycji stanie się zadość. mając na uwadze pogodę myślę, że będzie można spenetrować rozlewiska betonką prawie do końca i już się na to cieszę.I na zdjątka oczywiście.


Na razie donoszę, że   w miejskim ogrodzie wiosna na całego i czereśnie kwitną jak oszalałe, a na wsi prawdopodobnie lada moment rozkwitnie szpaler wiśni, których nie omieszkam pokazać. Wszystkim planującym wypoczynek miłego tegoż życzę.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Jakaś tak stagnacja mnie ogarnęła. Niewiele mi się chce, tylko spać, co prawdopodobnie spowodowane jest antybiotykiem, który biorę. To już trzeci antybiotyk w sezonie 2011/2012! Tą razą w pełni uzasadniony. W poniedziałek po południu  spuchło mi nagle podniebienie, we wtorek udałam się do zębodłuba, który przeciął mi ropnia. Mój lokator prawdopodobnie bezobjawowo tworzył się od dłuższego czasu i powstał na skutek nie do końca wypełnionych w dwóch zębach kanałów. Jeden ząbek był leczony kiedyś kanałowo,  a jego sąsiad posiada wkład podkoronowy. Ropień sobie siedział w mojej paszczy i siał, a objawił się w poniedziałek w ubiegłym tygodniu. Zaczynam rozumieć moje zdrowotne perypetie jesienno-zimowe. Teraz czeka mnie zabieg ponownego kanałowego leczenia i częściowa resekcja korzenia, którego to zabiegu  wizualizację Pan Doktor pokazał mi na ekranie komputera. Ale to dopiero po ustaniu stanu zapalnego. Na szczęście stan zapalny ustał i mogę przystąpić do leczenia właściwego. A tak w ogóle jak zjawiłam się gabinecie, to od progu oznajmiłam, że wstyd mi, bo w dzisiejszych czasach jeżeli ząb boli, oznacza to zaniedbanie. Tylko w tym przypadku chyba nie moje!

A tak w ogóle to znów zakwitną jabłonie!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Zrobiłam eksperyment kulinarny, który opisała Ziemianin TUTAJ.

Sous-vide (po francusku w próżni) – próżniowa metoda długiego gotowania potraw w szczelnie zamkniętych workach plastikowych, umieszczonych w gorącej wodzie.

W zależności od rodzaju żywności temperatury gotowania są różne:

  • 100°C dla warzyw i owoców,
  • 90°C dla ryb, skorupiaków,
  • 80°C do białego mięsa, drobiu i niektórych ryb,
  • 70°C dla mięsa czerwonego.

Celem metody jest zachowanie naturalnego smaku i jakości żywności.

Po raz pierwszy opisana została w 1799 roku przez sir Benjamina Thompsona, została ponownie odkryta przez amerykańskich i francuskich inżynierów w połowie lat 60., jako sposób na przemysłową metodę konserwowania żywności. Została przyjęta przez Georges'a Pralusa w 1974 roku w rodzinnej restauracji braci Pierre i Michela Troisgros w Roanne.

Tyle wikipedia. Ja jednak znam inne wskazówki temperaturowe i to do nich się stosowałam:

cielęcina                       65 – 68  ºC
ryba                               58 – 60 º C
wołowina                      58 – 60 º C

 

wieprzowina                 65 – 66 º C
drób                               65 – 71 º C

 

warzywa                        80 – 85 º C

Muszę dodać, że ryba pomimo godzinnego przebywania w kąpieli o temperaturze 60 stopni, nie zmieniła w ogóle swojej struktury.  Metodę tę wykorzystuje się w tzw kuchni molekularnej, co do której, do dziś miałam mieszane uczucia, ale rybka mnie przekonała.



sobota, 14 kwietnia 2012
 

Pogoda mnie z lekka przytłoczyła. Szaro, buro i mgielnie. Ogród zatrzymał się w rozwoju. Właściwie nie ma o czym pisać, żadnych pozytywów, tylko stagnacja. A właściwie nie, Oleńka kochana nawiedziła mnie w mieście i dwa dni spędziłam na rozmowach i wspominkach.  A w ogrodzie wiejskim, cóż okazało się, że migdałka zdominował podkład w postaci ałyczy (tak sądzę, że to ona), co mi nie przeszkadza, bo ałyczę lubię i szanuję za jej siłę przetrwania i tumiwisizm wobec naszego klimatu.

 

O czym świadczy kwitnący żywopłot. Na wyniesionym w końcu, ale nie przepolerowanym i polakierowanym, stole postawiłam koszmarnego jeża,

 

który jednak w jakiś sposób go oświetla. Zastanawiam się jak go odkiczować, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Najbardziej radosna jest moja kochana wisienka miniaturowa, która wbrew chmurkom i deszczom kwitnie jak szalona.

 

A niezłomna hortensja pnąca, pnie się po pniach niezłomnie. 

 

A w ogóle to niedługo zakwitną kasztany.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Najmłodszy członek rodziny Ignacy radosne zamieszanie do domu wnosi, które ani trochę przeszkadzające nie jest.

 

Dom żyje i oddycha wtedy, tak jak powinien.  Goście niestety już  pojechali, cisza w domu nastała. Cisza, co to  aż w uszach dzwoni. Smutno się zrobiło. To taki moment w trakcie świąt, kiedy robi się pusto i jakaś tak nieokreślona tęsknota zostaje.  

Z nowości donoszę, że myszy sobie uwiły w domu naszym gniazdo i Ziuta twardo na nie poluje po nocach, a w chwilach odpoczynku wdrapuje się na krzesełko Ignasia i smacznie chrapie,

 

albo okolicę obserwuje. Z myszami kłopot, nie wiadomo jak je z domu wyeksmitować. Psów za dużo się kręci, to trutki nie można wysypać. Ptaki śmiecą ziarkami, więc myszowate mają smaczne kąski na bieżąco. Właśnie za klatką to gniazdo uwiły. W ścianę się wgryzły za tapetą. Może macie jakieś sposoby na wykurzenie? Ale bezpieczny dla innych zwierząt musi być.

niedziela, 08 kwietnia 2012
piątek, 06 kwietnia 2012

No to mazurki som (ten z lewej darowany)

i śledzie w winie czerwonym i w buraczkach,

chociaż w buraczkach to powinna być kaczka, Ale na bezrybiu i śledź kaczka!

czwartek, 05 kwietnia 2012
wtorek, 03 kwietnia 2012
p
21:45, emka1216
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Pięknie dzisiaj było rano, kiedy jechałam ze wsi do miasta. W przerwie po deszczu i przed deszczem słońce i chmury malowały obrazy.