Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
czwartek, 28 maja 2009

W zeszłym roku kupiłam roślinkę.

Kompletnie zapomniałam jej nazwy. Czarna dziura. Jest pięknie różowa i ma delikatne kwiatuszki. Ojciec mój twierdzi, że to dzięcielina, ale przecież dzięcielina to koniczyna o różowych kwiatach, a to na koniczynę raczej ie wygląda. Bardziej przypomina dziewannę fioletową, ale też nie do końca. Jeżeli kotoś z Państwa mógłby mnie oświecić, będę wdzięczna.

A w ogóle nastał czas kwitniena akacji i zapachy powalają na kolana.

22:56, emka1216 , ogród
Link Komentarze (14) »
wtorek, 26 maja 2009

 No to wczoraj zebrało mi się na gotowanie lekkiego obiadu. Nie dostawszy stosownych pomidorów, których smażenie obiecałam pokazać dr Ewie, postanowiłam wykorzystać rybę zwaną mintajem. Do tegoż mintaja, który usmażony miał być, postanowiłam zrobić pietruszkowy sos beszamel i artystycznie porwaną, oczywiście palcami, sałatę doprawioną, miętą, bazylią, melisą (wszystko z własnego ogródka), oraz zieloną cebulką, a także  sosem winegret dosmaczonym dobrej jakości octem balsamicznym, sokiem z limonki, oliwą, oraz, oprócz podstawowych,  moimi dyżurnymi przyprawami cayenne,  kurkumą, czosnkiem niedźwiedzim, czosnkiem prawdziwym.

                         

                                           

Do tego wszystkiego ugotowałam ziemniaczki w mundurkach, a jako dodatek utarłam masło czosnkowe.

     

Pomimo pewnych niedociągnięć, towarzystwu zgromadzonemu przy stole obiad chyba smakował, jak widać na załączonym obrazku.

piątek, 22 maja 2009
Udało mi się dojechać na wieś w miarę wcześniej.  Zdążyłam na umówiony przed miesiącem masaż. Na ten masaż jeżdżę do wioski oddalonej ok. 30km od naszewj wsi. Wyszłam od Pani Halinki jak nowo narodzona. Od Szczęścia Mojego otrzymałam smsa, że chleb mam kupić. Lekko zaklęłam bo deszcz padał i nie chciało mi się wychodzić z samochodu. Jednak moje zadanie do wykonania opłaciło mi się  z nawiązką. Kiedy wjechałam do miasteczka sąsiadującego z naszą wioską zobaczyłam to:
 
 
A potem to:
 
Zaczęłam tę tęczę gonić i wyjechałam poza miasto. Niestety tęcza ginęła już w chmurach:
Ale po chwili zachodzące słońce wyzłociło kłoszące się zboże:
Miałam więc dzięki żądaniu zakupu chleba, wieczór pełnen wrażeń estetycznych.
wtorek, 19 maja 2009

Dzisiaj zerwałam się skoro świt, czyli o szóstej rano. Normalnie ta pora to dla mnie środek nocy. Jednak jest wtorek, a we wtorek zwykle wracam do miasta, prosto do pracy. Wykorzystałam wczesną porę na przechadzkę po ogródku pełnym rosy. Podziwiałam moje rododendrony. Kwiat rododendrona zawsze był dla mnie kwiatem z książki dla dzieci. Takiej bajki, w której ilustracje czynił rysownik o nieco kiczowatej, ale jak przekonywującej umysł dziecka manierze.

 

Rododendron to roślina z rodziny wrzosowatych. Należy do niego kilkaset gatunków, które w stanie naturalnym występują głównie na terenie Azji. Występują też w mniejszej ilości na terenach w Europie.  Rosną najczęściej w lasach górskich, gdzie mają zapewnioną właściwą wilgotność powietrza i półcień. Rododendrony powinny rosnąć w miejscu zacienionym.  Na słońcu będą rosnąć dobrze, pod warunkiem zapewnienia im stałego nawodnienia. W ogóle wymagają przez cały rok wilgotnego podłoża, źle tolerują suszę. W utrzymaniu wilgoci pomaga ściółkowanie podłoża wokół nich. W razie potrzeby trzeba je podlewać. Łatwo można przesadzać nawet duże różaneczniki (oczywiście wraz z bryłą korzeniową), gdyż mają zwartą, niedużą bryłę korzeniową. Lubią kwaśną ziemię. Przy sadzeniu rododendronów należy zaopatrzyć się w kwaśne, próchniczne podłoże. Dobry też jest humus z lasu, gdzie rośnie borówka lub wrzos. Występowanie takich roślin gwarantuje nam kwaśny odczyn podłoża. Najlepszy okres do sadzenia to wiosna; od marca do połowy maja ale rośliny w pojemnikach można sadzić do jesieni. Ja swoje rododendrony kupiłam cztery i trzy lata temu. Nie chciały kwitnąć. Jesienią wykopałam je i posadziłam w szeregu pod bzem i mirabelką, obok borówki amerykańskiej. Okazało się, że trafiłam idealnie. Odwdzięczyły mi się pięknymi kwiatami.

Krzewów nie tnie się a jedynie usuwa uszkodzone gałęzie. Należy natomiast usuwać przekwitłe kwiatostany, bo owoce osłabiają roślinę.

Rezerwat dziko rosnących rododendronów znajduje się  w środku sosnowego lasu koło wsi Kochcice (powiat lubliniecki, woj. śląskie). Jest to półhektarowa, kwitnąca na przełomie maja i czerwca wyspa różaneczników katawbijskich.

Spacer zakończył się bardzo nieprzyzwoicie, podglądaniem robaczka, kąpiącego się w kroplach rosy spływających po irysie.  

A potem pojechałam do miasta i w dniu dzisiejszym spędziłam łącznie ok. 1,5 godziny w korkach. Mam dosyć.

22:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (17) »
środa, 13 maja 2009

Miałam sen. Sen o tym, że noce są ciepłe, dni pogodne i że  zakwitły róże. Że naparstnica wyrasta na wysokość brzozy, a las zaprasza bielą brzozowej kory i zielenią trawy, w której zwykle rosną sowy. Największą niespodzianką było, że w moim ogrodzie kwitną  bugenwille i takie niebiskie , które kiedyś widziałam na wyspie Krecie, w Pałacu w Konossos.

Pięknie było…

niedziela, 10 maja 2009

Mając na uwadze komentarz Surfinii pod poprzednią notką, stwierdzam uczciwie, że nie daję, tak do końca, sobie rady z ogrodem. To znaczy tym na wsi. I to z uwagi na niedoczas, jak i stan zdrowia. Jestem tutaj w czasie łykendów. Czasami zahaczam o kawałek tygodnie. Jednak powierzchnia mojego ukochanego ogrodu jest zbyt duża, a mój kręgosłup zbyt nadwyrężony,  żebym dała radę wciągu dwóch dni w tygodniu,  doprowadzić go do stanu wypieszczonych ogródków miejskich.  Założyłam więc, że będzie się rozwijał swobodnie, a moja ingerencja ogranicza się do dostarczania ciekawych okazów roślinnych, wyszukiwaniu dla nich odpowiednich miejsc i od czasu do czasu plewieniu wymagających tego fragmentów (klomb i fragmenty pod oknem sypialni).  W moim ogrodzie mlecze mają raj i nie traktuję ich jak wrogów zagłuszających aksamitną trawę, ale jako jej ozdobę.  W trawę dosiewam różne rodzaje traw łąkowych i czekam, aż polne roślinki wyrosną. Nie twierdzę, że nie jest ona koszona, jednak mając na uwadze powierzchnię - pół hektara, nie widzę możliwości koszenia jej co najmniej raz w tygodniu, jak to się zaleca w poradnikach.  Staram się, żeby osobista kosiarka, czyli koń Grom przebywał w ogrodzie jak najczęściej. Jest na tyle mądry, że nie rusza roślin ozdobnych i pięknie wykasza wysoką trawę wokół nich. Tym bardziej, że są to fragmenty najczęściej podlewane, a więc soczyste. Tworzę na tle trawy  plamy - kolorowe akcenty, czyli sadzę krzewy ozdobne. Kiedyś bez koncepcji, aktualnie dopracowuję zakątki, w których kiedyś, jak krzewy się rozwiną, postawię ławeczkę, na której będzie można przysiąść i powdychać, popatrzeć i poczytać. Mam nadzieję, że mi się to uda. Ale Ci którzy chociaż trochę znają się na tym, wiedzą, że praca w ogrodzie wymaga dużo cierpliwości a na rezultaty trzeba poczekać. Jeden z moich ostatnich nabytków – kasztan jadalny, ma 50cm wysokości i długo trzeba czekać, żeby osiągnął stan, w którym będzie możliwe, żeby gość usiadł w jego cieniu. Jednak dzisiaj siedząc na huśtawce i patrząc na rozrastające się krzewy, stwierdziłam, że warto poczekać. Niespodziewanie dla mnie samej, ten ogród stał się moją pasją. Jestem wytworem miasta i jako ten wytwór przepoczwarzam się w osobę dla której wartością nadrzędną staje się życie w zgodzie z naturą i mam niezwykłą przyjemność, kiedy rano oglądam w ogrodzie każdy nowy kwiat, który rozwinął się w nocy i nowe liście na moich krzewach. Nabieram wtedy energii niezbędnej do życia w mieście. Głupie? Może, ale każdy ma swoje dziwactwa. Aktualnie marzę o upalnych dniach, spędzonych  pod akcją (tzn. robinią), która szerokim parasolem ocienia stół i ławki. W cieniu tym nawet podczas wielkich upałów można oddychać. Nasi goście mogą zaświadczyć. Zdjęcie poniższe zostało zrobione dwa lata temu, postaram się ujęcie to powtórzyć niedługo, żeby Wam pokazać jak zmienia się mój ogród.

22:58, emka1216 , ogród
Link Komentarze (13) »
czwartek, 07 maja 2009

W ogrodzie, w mieście wybuchła orgia zapachów. Nie dość, że bez (lilak), nie dość, że drzewa owocowe, to jeszcze kwitnie kalina. Rosną w nim dwa rodzaje kaliny. Jeden nie pachnie, drugi przytłacza słodkim zapachem. Kalina to krzew z rodziny kalinowatych.  Występuje prawie w całej Europie, w części Ameryki Północnej i w Azji Zachodniej. Jest tyle odmian kaliny (pomponowa, japońska, down, kaskadowa, śliwolistna, sztywnolistna, olcholistna, budlejolistna, angielska, kanadyjska, amerykańska, praska, zębata, wygryziona,  wawrzynowata, henryego, siebolda, eskimo, dawida, sargenta, wonna, roeum, burkwooda, itd),  że trudno jest pisać  ogólnie o gatunku. Najbardziej popularną, a jednocześnie będącą przodkiem wielu nowych odmian,  jest  kalina koralowa - krzew wysokości do 4m,o liściach podobnych do liści klonu, na długich ogonkach, jesienią przebarwiają się na czerwono lub czerwono-brązowo. Kwiaty ma zebrane w baldachy.  Jej ogrodowa odmiana ma kwiaty kuliste – śnieżnobiałe i dlatego zwana jest również  buldeneżem (z francuskiego „śnieżna kula”) i powstała w wyniku mutacji, którym uległ niegdyś krzew kaliny koralowej.  Ta na zdjęciu jeszcze nie osiągnęła śnieżnej bieli, dopiero rozpoczęła kwitnienie, dlatego kule mają odcień zielonkawy. Zresztą każda odmian prawie kaliny ma swój indywidualny kolor rozpoczęcia kwitnienia. Kora kaliny koralowej jest ma właściwości lecznicze. Ma działanie rozkurczające mięśnie gładkie macicy, hamuje krwawienia z narządów rodnych i zmniejsza ryzyko poronienia, działa też przeciwzapalnie i ściągająco. Pozyskiwane  z niej lekarstwo  jest przy bolesnym miesiączkowaniu, stanach skurczowych macicy, oraz jako składnik leków przeciw hemoroidom. Inną popularną odmianą jest kalina wonna, kwitnąca od lutego do kwietnia i jak sama nazwa wskazuje pachnąca w tym czasie. W ogrodzie mojej mamy jednak rośnie kalina (myślę, że koreańska, ale pewna nie jestem), która rozkwita w okresie kwitnienia bzu i jej bardzo mocny miodowy miesza się z zapachem lilaka. Oba zapachy intensywnie się rozprzestrzeniają po okolicy. Współczuję alergikom, że pozbawieni są przyjemności rozkoszowania się tymi woniami.  Oszałamiają one i powodują zawrót głowy. Jest to o tyle nietypowe, że kaliny zwykle nie pachną. Okazy na zdjęciach rosną w ogrodzie w mieście. Kaliny mają jedną wadę, bardzo wolno rosną i sadzonka, dopiero po kilku latach daje efekt śnieżnej pomponów zawieszonych w powietrzu. W ogrodzie na wsi, moje maleństwa nie osiągnęły jeszcze dorosłości i jak to młodzież, a właściwie dzieci, są dosyć niewydarzone. Ale poczekam cierpliwie.

A tak na dobranoc zapraszam do wysłuchania i obejrzenia współczesnej, rosyjskiej wersji "Kalinki".

23:34, emka1216 , ogród
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 04 maja 2009

Maj nie istnieje bez kwitnących bzów. Nie wyobrażam sobie ciepłego majowego wieczoru bez odurzającego zapachu bzu. Pod wielką kępą bzu w moim ogrodzie rośnie dodatkowo czeremcha i dwa krzewy kaliny pachnącej, a wtuliła się w nią śliwka mirabelka. Najpierw zakwita kalina, następnie miarabelka (glupką w Wielkopolsce zwana) i pachnie miodem,  potem czeremcha i bez. Zapachy ogłupiają.  A teraz trochę o bzie, ups… o lilaku pospolitym. Zresztą jak go zwał tak zwał, wszyscy wiemy co zacz za osobnik.Lilak pospolity (Syringa) zwany również bzem, lub lilakiem tureckim, to krzew ozdobny, którego nie trzeba nikomu chyba przedstawiać.  W Polsce, zwykle opisując lilaka posługujemy się nazwą bez, co jeżeli chodzi o systematykę i rodzaj krzewu jest nieprawidłowe. Bez (popularnie nazywany dzikim bzem, a Wielkopolsce hyćką lub hyczką) należy do rodziny bzowatych, natomiast lilak to rodzaj oliwkowate. W stanie dzikim najwięcej rośnie go na Bałkanach. Został sprowadzony do Europy w 902 r. z Turcji (stąd nazwa - lilak turecki). Przez długi czas był rośliną rzadko spotykaną, występującą tylko w wytwornych ogrodach. Rozpowszechnił się na naszym kontynencie dopiero w XVI w., kiedy to we Francji zaczęto masowo produkować jego odmiany szlachetne.  Aktualnie uprawiany jest masowo i często dziczeje. Nie ma specjalnych wymagań co do gleby. Zaletą jest, że może rosnąć w cieniu. Natomiast stale pojawiające się odrosty  korzeniowe mogą doprowadzić do szału. W moim ogrodzie chcę okolić wielką kępę bzu (a jednak!!!) krzewami ozdobnymi. Muszę w związku z tym walczyć z tym odrostami, a walka jest bardzo trudna.  Posiada około 1000 odmian ozdobnych. Lilak pospolity ma płatki pojedyncze i ma kolor jasnofioletowy. Wiele odmian szlachetnych ma kwiaty pełne i gamę kolorów od purpurowego, poprzez róże do śnieżnobiałego.  Moja Krasawica Moskwy kwiaty ma różowo białe. Jeden z dłużej żyjących krzewów ozdobnych, dożywa 50-100(200) lat. Rośnie wolno, po 20 latach osiąga zaledwie 6m wysokości. Drewno należy też do najbardziej gęstych  w Europie. Używane jest rzeźbiarstwie, do wyrobu instrumentów muzycznych, trzonków narzędzi itp. Ze względu na niezwykłą twardość drewna, lilak pospolity został symbolem stanu New Hampshire. Ma on przypominać twardy charakter mieszkańców Granite State.

Trudno jest pisać o bzie, bo w końcu jaki jest każdy widzi.

21:27, emka1216 , ogród
Link Komentarze (14) »