Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
niedziela, 30 maja 2010

Lubię kiedy w maju, w ogrodzie wyrastają wysokie świece różnokolorowych, delikatnych, osadzonych na długich pędach, dzwonków naznaczonych ostrogą. Wtedy wiem, że wiosna jest w pełni. Orlik to roślina zielna z rodziny jaskrowatych, bylina wieloletnia, która kwitnie pomiędzy majem a lipcem. Orlik pospolity w środowisku naturalnym objęty jest całkowitą ochroną gatunkową. Niestety często bywa zrywany i przenoszony do ogródków. A przecież zakup sadzonek orlika ogrodowego nie jest trudny, a rośliny są niedrogie. Poza tym wyhodowano bardzo wiele odmian barwnych, które urozmaicają ogród. Całe szczęście jego stanowiska znajdują się w parkach narodowych, gdzie są prawidłowo chronione. Bardzo łatwo się rozmnaża przez podział, albo poprzez duże ilości wytwarzanych nasion. Moje ogrodowe orliki rozsiewają się w postępie geometrycznym.

Nie jest wymagający i całkowicie mrozoodporny. Faktycznie, dzisiaj właśnie odsłoniłam jeden wielki okaz, całkowicie przyduszony karaganą, a mimo wszystko kwitnący obficie i kolorowo. To roślina lekko trująca. Jej spożycie powoduje omdlenia, odurzenia, zwężenie źrenic, biegunkę i trudności w oddychaniu. Jednocześnie jest posiada właściwości lecznicze, jak zresztą wiele trujących roślin. Dawniej był wykorzystywany w medycynie ludowej (robiono z niego płyn ściągający), teraz w homeopatii. Orlik jest naturalnym repelentem – skutecznie odstrasza ślimaki od obgryzania roślin rosnących w jego sąsiedztwie. Osiągają wysokość od 60cm do metra. Ja mam jednego, który ma ponad 150cm. Oczywiście mówię o wysokości kwiatów. Jego nazwa łacińska – aquilegia pochodzi od słowa aquila – orzeł. Podobno jego ostroga przypomina szpon orła. Uprawia się go na kwiat cięty. Ja nie obcinam kwiatów. W okresie kiedy wczesnowiosenne kwiaty kończą kwitnienie, a te późniejsze jeszcze się wstrzymują z rozwinięciem pąków, orlik tworzy piękne barwne kępy. A stół systematycznie nasączany olejem lnianym nabiera złotej barwy.

Trwa to tak długo ze względu na ciągle padające deszcze. Ale chyba udało mi się wykorzystać przejaśnienia, bo drewno nabrało odpowiedniej twardości i nie jest już podatne na skaleczenia.

Tagi: orlik
16:47, emka1216 , ogród
Link Komentarze (24) »
wtorek, 25 maja 2010

Na dobry początek dnia:

"Wzruszyłam się jak gleba po orce"

Tagi: Ela
08:16, emka1216 , pamiętnik
Link Komentarze (17) »
niedziela, 23 maja 2010

No i skończyło się. Jutro do pracy. Kontynuacja diety. W końcu trzeba stracić wielorybie kształty. W ramach wysiłku fizycznego popracowałam trochę w ogrodzie. Dobrze mi to zrobiło. Zadbałam trochę o moje roślinki. Nawiozłam, spryskałam i odchwaściłam. Mam nadzieję, że udało mi się wytępić mszyce, które, wilgoci, obsiadły prawie wszystko. Może w tym roku udało mi się uratować kwiaty jaśminu przed pożarciem. No i nastawiłam najlepszą pożywkę, gnojowicę. Śmierdzi to to, ale jest niezwykle skuteczne i rośliny lubią, żeby je od czasu do czasu podlać tym paskudztwem. Nastał czas, kiedy pierwszy wiosenny rzut kwitnienia kończy się.

Niedługo kolejny. Róże pokazały już pączki. Szczególnie spieszy się rosa canina. Lubię ją, jest niewymagająca, rozrasta się pięknie i kwitnie przez całe lato. Piwonie zawiązują pąki.

Tylko bzu mi żal. Deszcze spowodowały, że nie zdążył zapachnieć, a już przekwita. Dwie wielkie kępy straszą już zbrązowiałymi w połowie kwiatami.

j

Dobrze, że choć rododendrony zaczęły kwitnąć. Bałam się, że z uwagi na deszcze w tym roku stracą kwiaty. Chcę słońca! Mam dosyć deszczu i wszechobecnej wilgoci. Komarów najbardziej. Tak w ogóle jest nieźle.

sobota, 22 maja 2010

Pigwowiec to krzew rosnący naturalnie w Azji Wschodniej. To rozłożysty, niezbyt wysoki krzew. Znane są trzy odmiany pigwowca: pośredni, chiński i japoński. Pigwowiec japoński dorasta do jednego metra i stosowany jest przede wszystkim do ogrodów skalnych. Odmiana chińska jest o wiele bardziej okazała i dorasta do 2 metrów, natomiast pośredni jest mieszanką poprzednich. W naszych ogrodach najczęściej występuje pigwowiec japoński i pośredni. Niestety ie odróżniam tych dwóch. Pigwowiec ma piękne różowe, czerwone albo pomarańczowe kwiaty, które przypominają kwiaty jabłoni. Gałęzie są gęste i pokryte cierniami. Owoce, które dojrzewają w październiku, są żółte, okrągłe i pachnące. Mają bardzo twardą skórkę.

Są bardzo kwaśne i cierpkie, ale zawierają za to dużo pektyn, kwasów organicznych, soli mineralnych i witaminy C. Stosuje się je jako lek wzmacniający i przeciwbiegunkowy. Robi się z nich galaretki, dżemy (najczęściej łączy się ją z jabłkami i aronią) i nalewki. Koleżanka wysokociśnieniowiec,twierdzi, że po użyciu pigwówki Ziemianina, przez następne dwa dni ma super uregulowane ciśnienie.  Pamiętam jak byłam kiedyś chora Ziemianin zrobił mi z owoców pigwowca kompot. Był strrraaaszszsznie kwaśny, ale zdrowotnościowy, a kwaśne lubię. Jeżeli chodzi o uprawę ma bardzo małe wymagania. Jedyny zabieg jakiego wymaga to cięcie pędów w celu prześwietlenia. Ale uwaga kwitnie na gałązkach dwuletnich i starszych, tak, że z cięciem trzeba uważać. Rozmnaża się z odrostów korzeniowych. Dobrze to wiem, bo pędy przełażą pod ziemią, w moim ogrodzie po kilka metrów i nagle wiosną odkrywam nową sztukę pigwowca w najmniej spodziewanym miejscu. Jest w pełni mrozoodporny. Lubi słońce i dobrze znosi suszę. Obok wejścia do domu mam kompletnie suchy, niepodlewany kawałek. Na oko to normalny piach i popiół. Przelazł pod drogą i pięknie zarasta ten kawałek. Kwitnie i owocuje.

Wprawdzie próbuje go zdominować octowiec (sumak), ale na to ja nie pozwalam i tępię, tego potwora rozmnażającego się z uszkodzonych pędów korzeniowych. To trochę syzyfowa praca, ale próbuję. Może ktoś zna sposób jak zlikwidować odrosty sumaka?

Tagi: pigwowiec
21:59, emka1216 , ogród
Link Komentarze (21) »
wtorek, 18 maja 2010

Pigwa to duży krzew lub niewielkie drzewko z rodziny różowatych, osiągające 5 m w warunkach naturalnych. Rośnie dziko na południu Europy, w Azji Mniejszej aż do  Iranu. W naszym klimacie w porywach osiąga 3m wysokości. Jej łacińska nazwa to Cydonia. Nazwa ta pochodzi od miejscowości Cydon na Krecie, gdzie w starożytności uprawiano ten gatunek. Pigwa to najstarszy znany gatunek owocowy uprawiany w basenie Morza Śródziemnego i na Półwyspie Arabskim.  Pigwa pospolita jest jedynym przedstawicielem rodzaju pigwa. Kwitnie na przełomie maja i czerwca. .Jej owoce określa się jako jabłkowate. W zależności od odmiany mają kształt jabłka lub gruszki. Zresztą pigwa jest spokrewniona z tymi drzewami. Są one żółte, u większości odmian o średnicy 6 cm. W przypadku  nowych odmian osiągają nawet wagę  1 kg, ale moim zdaniem to chyba bajki.  Jeżeli z uwagi na chłodne lato, nie dojrzeją do końca  października, należy je zebrać i pozwolić na dojrzewanie przez ok. dwa, trzy tygodnie,  w temperaturze pokojowej. Wydzielają przyjemny zapach i uperfumują dom w czasie dojrzewania.  Zresztą zasadą jest pozwalanie na dojrzewanie w warunkach domowych. Nabierają wtedy koloru i pogłębia się ich zapach. Czytałam gdzieś, że taki owoc warto włożyć do szafy z ubraniami. Podobno nadaje szafie i rzeczom zapach świeżości. Ma płytki system korzeniowy i wymaga żyznej wilgotnej gleby. Lubi miejsca słoneczne. Nie jest całkowicie odporna na mróz. Chociaż moje drzewko,  posadziłam trzy lata temu,  przetrwało tegoroczną zimę w całkiem dobrej kondycji i obficie kwitnie, co daje nadzieję, że w tym roku po raz pierwszy zaowocuje.  

Jeżeli oczywiście kwiaty zostaną zapylone, co mając na uwadze ziąb i deszcze zaczyna być wątpliwe. Podobno kwiaty pięknie pachną. Niestety z powodów podanych wyżej, na razie nie stwierdziłam tego organoleptycznie. Najgroźniejszą chorobą pigwy jest zaraza ogniowa. Zapobiegać jej można unikając zabiegów stymulujących wzrost, takich jak: silne cięcie i obfite nawożenie azotem. Ważne jest również stosowanie wiosną preparatów miedziowych. Często jest mylona z pigwowcem, o którym napiszę w kolejnej notce. Pigwowców Ci u mnie dostatek, zdjęcia więc również będą. Owoce pigwy, z uwagi na cierpkość i kwasowość nie nadają się do jedzenia  na surowo. Natomiast galaretki, dżemy, soki, marynaty i kompoty są świetne. Obgotowaną lekko pigwą można urozmaicić smak jabłecznika. W kuchni kaukaskiej przyrządza się wiele potraw mięsnych z pigwą. Dodaje się ją do kiszonej kapusty, piecze znakomite placki, robi prze­twory na zimę. Dzięki dużej zawartości pektyn służą również do żelowania przetworów z owoców o niskiej zawartości pektyn.

Według niektórych legend, to nie jabłko, ale  pigwa skusiła Ewę. Starożytni Grecy i Rzymianie poświęcili ten owoc Afrodycie i Wenus. Oprócz zastosowania w kuchni, owoce pigwy mają rów­nież zastosowanie w lecznictwie. Wykazują działanie ochła­dzające, kojące, powlekające i rozmiękczające. Stosowane są w postaci naparów w stanach zapalnych jamy ustnej, gar­dła i żołądka, a zewnętrznie do gojenia stanów zapalnych spojówek, odmrożeń, zajadów, hemoroidów i jako środek leczniczy i kosmetyczny dla wzmocnienia cebulek włoso­wych. Alkoholowe nalewki korzystnie wpływają na pracę serca i obniżają ciśnienie krwi, osłabiają skurcze jelit i pobudzają trawienie.  Wyciąg ze świeżych owoców w Rosji był używany do leczenia niedokrwistości. Śluz powstający podczas moczenia nasion pigwy w medycynie ludowej był wykorzystywany przy kaszlu i stanach zapalnych dróg oddechowych. Na Zakaukaziu śluz ten wykorzystywano zewnętrznie przy oparzeniach i podrażnieniach skóry. Moja pigwa jak wcześniej pisałam, jeszcze nie owocowała. Nie mogę więc pochwalić się zdjęciami owoców. Ale kwitnie pięknie.

Tagi: pigwa
23:10, emka1216 , ogród
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 17 maja 2010

Oto Tosia:

A na deser jeden z ostatnich kwitnących tulipanów:

niedziela, 16 maja 2010

Jechałam sobie wczoraj z pobliskiego miasteczka do domu i musiałam ostro zahamować. Przez drogę przemieszczało się dostojnie czerwononogie ptaszydło. Oczywiście nie jeżdżę z aparatem w dłoni, nie zdołałam więc sfotografować go na drodze.

Nie odszedł jednak daleko. Na łące obok drogi zaczął szukać pożywienia. Udało mi się zrobić kilka fotek.

W takich momentach bardzo żałuję, że nie dysponuję aparatem z odpowiednim obiektywem.

Tagi: bocian
10:47, emka1216 , pamiętnik
Link Komentarze (14) »
piątek, 14 maja 2010

Tydzień bardzo intensywny. Przyjechałam na wieś i padłam jak kawka. Nieprzytomna i bez czucia. Dopiero dzisiaj rano przetarłam oczy i zobaczyłam, że istnieje inny świat, a nie tylko poza biurko i klawiatura komputera i świat ten całkiem dobrze się ma. Tylko trochę szaro i deszczowo. Fuksje, albo jak nazywają je niektórzy - ułanki, wyglądają jednak uroczo zaklęte w kroplach deszczu. Zakwitła nareszcie moja pachnąca kalina.

Niestety wilgoć w powietrzu i niska temperatura, nie pozwalają jej rozwinąć możliwości zapachowych. Krzaczek, bardzo obcesowo traktowany przez psy, które regularnie go tratowały, przetrwał i kwitnie śnieżnymi kulkami - jeżykami.

A w ogóle to kwitnie rzepak i znów jak co roku pola żółcą się i biją po oczach. W środę byłam we Wrocławiu. W trakcie pobytu spadł ulewny deszcz, który ścigał nas w drodze powrotnej do samego Poznania.

Jednak nawet deszczowe chmury nie przyćmiły elektrycznej żółci.

Postanowiłam spisywać dla potomnych powiedzonka mojej koleżanki Eli, które zawsze wprawiają mnie w dobry humor. Na razie zapamiętałam dwa:

Cieszy się jak mrówka w cukrze.

Jestem przygruntowa jak przymrozek.

I to by było na tyle. Aha wykonałam zadanie domowe i zrobiłam roladę Felixiany. Jutro sprawdzę smakowo, na razie chłodzi się w lodówce.

niedziela, 09 maja 2010

Atrakcji w sumie żadnych. Ale, ale, a wizyta Eli i Rysia, którzy kolejne porządki w moim ogrodzie czynili? No ja dzięki nim mogłam zająć się szklarnią, w której Ziemianin dosadzał kolejne rośliny, nie zważając na rosnące chwasty! Oto szklarnia przed:

i po:

Saunę zafundowałam sobie niezłą i lekki ból głowy, ale cel w postaci umożliwienia roślinom złapania oddechu, osiągnięty. A wizyta Pani Kasi kochanej, która kisiel z mleczkiem waniliowym, zrobiła tak pyszny, że do tej pory się oblizuję. I jak tu schuść! A doatkowo po odwiezieniu Pani Kasi do domu, załapałam się na całkiem niezły zachód słońca (jak wyżej). A stół, który nareszcie Ziemianin przy wydatnej pomocy Rysia sklecił?

Aktualnie systematycznie jest nasączny olejem lnianym, co by twardości i złotego koloru nabrał. A nowa magnolia w ogrodzie? 

W sumie skoro żadnych atrakcji, to dlaczego jestem tak pełna wrażeń?

Tagi: magnolia
21:09, emka1216 , ogród
Link Komentarze (27) »
wtorek, 04 maja 2010

Mała prezentacja tulipanów z mojego wiejskiego klombu:

poniedziałek, 03 maja 2010

Kwitnie wszystko co o tej porze roku powinno. Ale przede wszystkim, po raz pierwszy zakwitła w moim ogrodzie magnolia, którą hodowałam od maleńkości.  Obchodzę ją z każdej strony i podziwiam. Nawet krzesełko ustawiłam sobie obok niej, żeby być bliżej. Psy cieszą się wiosną, 

a Kora wyleguje się w mleczach.

Tagi: magnolia
13:48, emka1216 , ogród
Link Komentarze (13) »
niedziela, 02 maja 2010

Dowiedzieliśmy się przez przypadek, że dzisiaj w Chrzypsku Wielkim, wsi położonej w nad jeziorem o tej samej nazwie, na  terenie Pojezierza Międzychodzko-Sierakowskiego odbywa się Święto Tulipanów.  Poznańskie Radio Merkury tak anonsowało to święto:

"200 gatunków tulipanów na 10 hektarach ziemi, można zobaczyć nie wyjeżdżając do Holandii. Największe gospodarstwo kwiatowe w Polsce, przez trzy dni zaprasza wszystkich chętnych na drzwi otwarte.W Chrzypsku Wielkim (powiat międzychodzki, zachodnia Wielkopolska) będzie można na własne oczy przekonać się, jak wyglądają między innymi takie odmiany tulipanów, jak Maria Kaczyńska, Irena Sendler, czy Mikołaj Kopernik."

Jako ciekawostkę, za stroną urzędu gminy w Chrzypsku, podaję: "Z Chrzypskiem związane jest kilka legend, z których najciekawszą jest chyba ta dotycząca Jeziora Chrzypskiego. Według tej legendy na obszarze jeziora znajdowało się niegdyś miasteczko. W owym miasteczku odbywały się co pewien czas targi, na które przybywała tajemnicza staruszka. Pewnego razu staruszka ta przybyła na targ z zamiarem zakupu świni. Jednak kupiec, od którego chciała nabyś zwierzę był dla niej bardzo niemiły. Twierdził, że babcia ma za mało pieniędzy. I wtedy owa staruszka sprawiła to co obiecała - w wyniku rzuconej klątwy, całe miasteczko zalała woda. aż do dziś widoczna jest gdzieś w oddali na jeziorze droga z kamieni. Niektórzy ludzie opowiadają również, iż do dziś słychać jeszcze bicie dzwonów zatopionego kościoła. Nie którzy mocno wierzą w tą opowieść, łącząc z nią różne fakty. Podaje się przykład pewnej starszej kobiety, która usłyszała trzy bicia dzwonów, po nastepnych trzech dniach zmarł jej mąż."

"Marię Kaczyńską" nabyłam, sztuk dwie. Jak rozkwitną nieomieszkam pokazać. Na razie zdjęcia tulipanów  robione niestety komórką, bo bateria była padła w aparacie.