Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
środa, 30 maja 2012

Nie chce mi się już zanudzać Was opowieściami o  moim samopoczuciu. mam nadzieję, że wkrótce będę mówić tylko, że świetnie jest i oby tak dalej. Prezydent USA zaliczył kolejną wpadkę. Ciekawe, że jego wpadki w zakresie polityki zagranicznej zwykle dotyczą znajomości historii (w szczególności Europy) i geografii. Mimo wszystko człowiek na takim stołku powinien bardziej uważać na słowa.  Ta wpadka jednak świadczy o Panu Prezydencie Obamie niezbyt pozytywnie, a już na pewno o jego stosunku do Polski. Nie oszukujmy się, nasz kraj dla dalekiej Ameryki to plamka na mapie.  Myślę, że Pan Obama nigdy nie pomyliłby się w ten sposób w wystąpieniu dotyczącym Kanady, Francji czy Anglii. Nie jestem jednak tak święcie oburzona jak na przykład kilku polityków opozycji, wygrywających w tym momencie na bębenkach trwającej już  kampanii wyborczej. Czy powinnam?

A w ogóle to róże już zaczynają na całego!  

niedziela, 27 maja 2012

Żal mi dzisiaj było wyjeżdżać ze wsi i opuszczać Szczęście Moje. Nie ułatwił mi tego również widok, który ukazał mi się, kiedy przejechałam bramę.

Czasami jestem już zmęczona opcją małżeństwa dojeżdżającego. Może kiedyś się to zmieni? Pociesza mnie, że w domu w mieście mogę posłuchać słowików. W lasku-parku, obok osiedla na którym mieszkam, gniazduje całe ich mnóstwo. Wieczory i noce przepełnione są ich śpiewem.  Kiedyś próbowałam nagrać ich śpiew. Niestety ucho ludzkie działa wybiórczo, maszynka do nagrywania nie.  W nagraniu szum miasta zagłusza słowicze trele. A chętnie bym się z Wami nimi podzieliła.



Maj jest modelowy, ciepły i pełen zapachów wiosny. Zaczęły kwitnąć akacje - robinie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz kwitły tak obficie.  Aleja dojazdowa do gospodarstwa wygląda bajkowo.

A zapach!!! Po prostu bajka. Będzie miodek akacjowy. Jako osoba bliska, mam nadzieję ;), Szczęścia Mojego, uszczknę nieco z jego miodowych zbiorów. Bzyki latają majowe jeszcze.

Nie liczę oczywiście pszczół i trzmieli. Motyle zaczynają dopiero harce.  Okolice stołu ogrodowego wypsikane zostały bagoselem, populacja więc komarów zmniejszyła się radykalnie i wieczory można spędzać na powietrzu. A wieczory są wyjątkowo ciepłe. I oby tak dalej!!!

13:10, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
czwartek, 24 maja 2012

Plany na dzień dzisiejszy, oczywiście pozapracowe,  zrobiłam różniste. Zweryfikowała je skrzecząca, a właściwie skanalizowana, rzeczywistość. Czasami coś pięknie wygląda jak ta naparstnica powyżej, a okazuje się, że to rosiczka, wypisz wymaluj!

Oto wczoraj, lokator (nareszcie udało mi się wynająć moje mieszkanie na piętrze, umył sobie autko na podjeździe do garażu. Okazało się, że burzowy gulik nie odbiera wody. Co zrobiła Kasieńka? Zmobilizowała Ziemianina do nawiedzenia miasta bo przecież "WYCZYŚĆ W KOŃCU TEN GULIK!!!".  Bogu ducha winny Ziemianin grzecznie się zjawił, wyczyścił, a woda dalej jak stała tak stała. Po powrocie z pracy zaczęłam atakować lokalne przedsiębiorstwo wodne, które zaparło się, że sprawa kanalizy burzowej to mój psi obowiązek. Nie było się co sprzeczać. W razie deszczu zalałoby chałupę.  Przyjechał ostatecznie Pan z firmy prywatnej, który utknął w moim guliku z elektryczną spiralą na czterech metrach na półtorej godziny, aplikując gulikowi po 200 bar. Cokolwiek to znaczy. Właściwie to spirala utknęła a Pan na jej końcu. Gdybym mogła ciągnęłabym go jak rzepkę byleby mu pomóc.(firma liczy od godziny). Po wyciągnięciu dwustubarowej spirali, Pan zubożył Kasieńkę o 250 zeta i oświadczył, że rura jest tak zakamieniała, że czekają mnie powtórki z rozrywki, albo wymiana. Oczami wyobraźni ujrzałam pozbrukowy podjazd w postaci  placu budowy i lekko zmartwiałam. Pocieszenie przyszło szybko, przecież nie zapcha się znów w ciągu roku ale za kilka lat, a wtedy to już będę może milionerką. W końcu dzisiaj jest kumulacja i piętnaście milionów jest moje! Co nie?

PS Choróbsko, które we mnie kończy bytowanie, wyjątkowo zjadliwe jest. Aktualnie cierpi Ziemianin i Ola kochana. I zdrowia im życzę.

środa, 23 maja 2012

Ano nic. Po raz kolejny złapała mnie infekcja. Żar się z nieba leje, ja się pocę, kaszlę, smarkam  i  czuję się paskudnie w tym wszystkim. Ale nowe jest. Robi się piwoniowo

i jaśminowo.

Miłego dnia życzę. 

08:00, emka1216 , ogród
Link Komentarze (9) »
środa, 16 maja 2012

Dzisiaj Ignacy skończył roczek. Goście byli i dobrze się bawili.

 

Były gwiazdy i rozgwiazdy.  Zgodnie z tradycją (to słowo zawsze będzie mi się kojarzyło z "Misiem"), wybierał fanty. Najpierw sięgnął po książkę, potem po różaniec, jako trzecie wybrał pieniądze.

Czy to coś znaczy?

wtorek, 15 maja 2012
 

Smutny był dzisiejszy dzień. Pracowity, zimny i smutny. Pracowity, bo pisałam trudną rzecz i myśleć nadmiernie musiałam, i stukać w klawiaturę. Zimny, bo po prostu było zimno, a ja zapomniałam z domu kurtki i przez pierwszą połowę dnia (dopóki nie dojechałam do domu odziać się)  marzłam. Smutny, bo dzisiaj są imieniny Zofii. Moja Mama na imię miała właśnie Zośka, chociaż w świecie funkcjonowała jako Danka. Jednak zawsze obchodziła imieniny w zimną Zośkę. Zresztą to chyba dziedziczne. Ja mam na imię Dobromiła, a nazywają mnie Kaśka. Imieniny obchodzę Dobromiły i nikt nie wie kiedy to jest, ale życzenia i prezenty chętnie przyjmuję jako Katarzyna. Kiedyś dawno temu, kiedy byłam mała i potem trochę większa, mieszkaliśmy w blokach, z kasą u mnie było krucho. Zwykle więc piętnastego zakradałam się w okolice kwitnące bzu i przynosiłam Mamie bukiety. Dzisiaj bez ścięłam w ogrodzie. Posadziła go tam Mama. Bukiet skomponowałam z gałęziami jej ukochanej kaliny. Okazało się, że droga na cmentarz jest nieprzejezdna. ostatecznie dotarłam tam ok 18.30, zgrzana i upocona - ubrałam się oczywiście za ciepło. Na cmentarzu uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje mi rodziców i jak trudno być tak zupełnie dorosłą. Ktoś kiedyś napisał, że naprawdę  dorośli stajemy się po śmierci rodziców. To bardzo prawdziwe. Nie umiałam wrócić do domu, pałętałam się po jakiejś galerii handlowej do czasu, aż mnie stamtąd wyrzucili. Teraz jest lepiej. A to trochę dzięki super zakupowi. W Empiku nabyłam album z czterema płytami Andrzeja Zauchy. 

Smakuję teraz jego głos i  teksty, które śpiewa.

23:38, emka1216
Link Komentarze (15) »
czwartek, 10 maja 2012

No i tak jak napisałam, skończyła się laba i wróciłam do pracy. Zwijam się jak w ukropie, staram się nadrobić zaległości kilkudniowe i tak sobie myślę, że mnie się nie chce. Nie chce mi się zwijać i rozwijać i gonić. Przystanęłabym już i zakwitła jak te glicynie, co to po raz pierwszy od posadzenia, a zapewniam Was, że posadzone zostały bardzo dużo lat temu, zakwitły. 

Czyli starość to może być również radość i kwitnienie, a nie tylko przekwitanie. A swoją droga mój tato bardzo by się cieszył. Czekał na ich kwitnienie. Nie doczekał się ...  Dokonane przez niego nasadzenia wydają efekty. W ogrodzie robi się kolorowo - dywanowo.

I zakwitły czosnki!

Tato lubił obserwować jak pszczoły upijały się nektarem czosnkowym. Podobno reagowały na niego jak na wysokoprocentowy alkohol. Napijały się, padały pod czosnek a po jakimś czasie wybudzały i dalej zaczynały ucztę od nowa! Czosnoholiczki!!!! Miłego łykendu życzę!

22:21, emka1216 , ogród
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 07 maja 2012

Skończył się mój krótki urlop. Wczorajszy dzień był, jak na urlop wyjątkowo pracowity. Jednak w trakcie  udało mi się zobaczyć parkę bocianów,

 

a chłodny wieczór żegnał moje urlopowe przyjemności różami

w sensie oczywiście kolor, nie jakieś tam inne ;)).

00:28, emka1216
Link Komentarze (10) »
środa, 02 maja 2012

Ogród zaczyna przypominać róg obfitości kwietnej. Na potęgę kwitną drzewa i krzewy. Zawsze rozczulają mnie delikatne kwiaty aronii.

Kolory mienią się w oczach i nie wiadomo na który zakątek najpierw patrzeć.

O zachodzie słońca kolory przytłaczają nie tylko intensywnością, ale i ilością wewnętrznego światła. Filmowcy te kilka minut przy wschodzie i zachodzie  słońca określają przymiotnikiem angielskim "magic".   I moment ten jest magiczny.

Niestety oprócz obfitości doznań estetycznych ogród zdominowała obfitość komarów. Zmykałam do domu kurcgalopkiem uciekając przed czarną chmurą bzyczących owadów. Posiadaliśmy kiedyś specjalny środek do powierzchni parkowych, którym pryskaliśmy okolice życiowej aktywności ogrodowej. Niestety skończył się a możliwość nabycia objawi się dopiero w piątek. Cała przyjemność ciepełka majowego ucieka wraz z brakiem możliwości zakupienia środków ochronnych z powodu święto. Chyba podejmę jutro próby nabycia jakiejś trucizny na stacji benzynowej. mam nadzieję skuteczną. 

Ostatnie zdjęcie zostało wykonane przez szybę na werandzie.

20:59, emka1216 , ogród
Link Komentarze (18) »

Wypoczywam sobie ile wlezie. Najpierw rozrywkowo - gości co nie miara, teraz na spokojnie, z małą przerwą na dolegliwości żołądkowe.

W Słońsku pięknie, betonka sucha można dojść do samego ścisłego rezerwatu, dalej jest zakaz. 

Zakaz też jest dla hałasu, a jednak odchyleńcy nie szanujący panującej na rozlewiskach ciszy przerywanej rechotem żab gody ciągnących w najlepsze, próbują wedrzeć się na betonkę quadami. Koszmar.

Jak długo, w tej sytuacji,  uda się zachować tę wyjątkową enklawę w takiej postaci w jakiej istnieje od lat?  Ogród rozbuchał mi się na całego. Mleczna droga pod kwitnącymi wiśniami, stanowiącymi tło dala pomarańczowych pigwowców i czerwonych tulipanów,

to wyjątkowo kiczowaty widok, ale ja go kocham!