Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
wtorek, 29 czerwca 2010

Lato zaczęło siać gorące powietrze i moje ukochane naparstnice zaczęły swój taniec.

Od czerwiec

  Balet zdobnych znamionami kielichów

przywabiających bzyki.

Tak naprawdę nie wiem dlaczego jestem rośliną tak bardzo zafascynowana. Po prostu lubię!!!

niedziela, 27 czerwca 2010

Pałętając się dzisiaj po mieście nie omieszkałam zahaczyć o Starą Rzeźnię.

Od tara rzeźnia

Wzniesiony z żółtej klinkierowej cegły kompleks, zaprojektowany został przez radcę budowlanego Fritza Moritza. Do niedawna poznaniacy omijali jednak to miejsce szerokim łukiem, głównie z powodu odrażającego fetoru i paskudnej historii.  To TE zakłady mięsne, w których w latach siedemdziesiątych rozpoczęto krwawą rozprawę z wrogami jedynego słusznego ustroju.  Kilka lat temu zakłady mięsne zostały jednak przeniesione poza miasto. Na rozległym terenie Starej Rzeźni w każdy weekend odbywa się tu giełda staroci,

antyków i militariów (sobota., niedziela. 8.00-14.00). Można tu kupić stare meble, zegary, obrazy, rowery i tysiące innych przedmiotów z duszą. Poza tym bardzo ciekawe architektonicznie budynki są wykorzystywane przez teatry alternatywne, przede wszystkim podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Malta, który odbywa się co roku, pod koniec czerwca.

 Tyle notka. Kiedyś rzeczywiście można było tam kupić bardzo ciekawe rzeczy.

Nie byłam w  Rzeźni  od około dwóch lat. Dzisiaj, w związku z niespodziewanym  weekendowym pobytem w mieście, postanowiłam odwiedzić Starą Rzeźnię i okazało się, że był to bardzo chybiony pomysł. Ciucholandy i chińszczyzna. Przyznam się, że dawno nie wiedziałam takiego badziewia.

Kiedyś chodziłam tam choćby tylko po to żeby popatrzeć na piękne starocie.

Teraz tych rzeczy trzeba wypatrywać z natężeniem godnym zaciekłego myśliwego.  Udało mi się, mimo wszystko,  kupić, za niewielkie pieniądze,  cukiernicę,

kolejnego karczmiaka i lampę do gościnnego pokoju.

A kiedy wracałam , w zupełnie innej części Poznania zobaczyłam to:

Zadaję więc sobie pytanie, co jest ładne? To co widzimy wbrew sobie, czy to co akceptujemy mimo wszystko?

 

sobota, 26 czerwca 2010

Przez przypadek wędrując przez poznański Stary Rynek w poszukiwaniu apteki homeopatycznej, trafiłam na jedną z jego atrakcji. Zmianę warty przed Odwachem.

Całe szczęście w torebce miałam aparat i mogę tym co widziałam podzielić się z wami.

Odwach poznański powstał w latach 1783-87 Pierwszy drewniany budynek zastąpiono nowym, zbudowanym w XVIII wieku wg projektu, w stylu klasycystycznym inicjatorem i fundatorem budowy był  Kazimierz Raczyński, starosta generalny Wielkopolski i przewodniczący poznańskiej Komisji Dobrego Porządku.  Boczne, cofnięte skrzydła dobudowano na początku XIX w. Autorem projektu był architekt warszawski Jan Chrystian Kamsetzer. Odwach był siedzibą straży miejskiej, później policji.

Parterowy budynek ma od frontu kolumnową wnękę. Attykę wieńczą rzeźby z piaskowca. Kompozycja nad wejściem przedstawia dwie postacie kobiece z fanfarami, podtrzymujące tarczę z herbem Rzeczypospolitej z czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z lewej strony znajduje się kartusz z herbem ,,Nałęcz" Raczyńskich, z prawej - herb Poznania. Obecnie w Odwachu znajduje się Muzeum Powstania Wielkopolskiego 1918-1919.

Na zakończenie taki sobie widoczek jednej ze ścian poznańskiego Starego Rynku.

piątek, 25 czerwca 2010

(…)słodycz ma imię: róża

wybuch -
z wnętrza wychodzą
chorążowie purpury
szeregi nieprzeliczone
trębacze zapachów

na długich motylich trąbach
obwołują spełnienie (…)

Zbigniew Herbert „O róży”

Róże to ukochane kwiaty mojej mamy.

W ogrodzie przy miejskim domu stworzyła ogród różany. Zaczynają kwitnąć!

Tagi: róża
22:50, emka1216 , ogród
Link Komentarze (10) »
wtorek, 22 czerwca 2010

Potrzebuję duuużo energii, żeby sprostać nadchodzącym dniom.

sobota, 19 czerwca 2010

Pole żyje własnym życiem,

wspomagane ręką gospodarza.

wtorek, 15 czerwca 2010

Piwonia, peonia to jedyny rodzaj należący do rodziny piwoniowatych. Nazywa się ją różą bez kolców, majówką. Jest jednym z najpopularniejszych i najładniejszych kwiatów ogrodowych. Dla mnie piwonia to obfitość dla wzroku i węchu. Pomimo popularności nie jest w stanie znużyć mnie swoim widokiem. Większość spośród około 40 gatunków to byliny ale część z nich to niewysokie krzewy (do 3 m wysokości). Piwonie występują w chłodniejszych rejonach Azji,  południowej Europy i zachodniej części Ameryki Północnej. Do Europy trafiły dopiero w XVI wieku. W Chinach znane są od tysiąca lat.  Posiadają białe, różowe, purpurowe, rzadziej żółte kwiaty, które są często pachnące. Mieszańce mają też kwiaty dwubarwne i pełne. Wymaga żyznej i wilgotnej  gleby. Jednak nie za bardzo wilgotnej – może zacząć pleśnieć. Żyznej ale raczej piaszczysto gliniastej. Nie może zatrzymywać wody, z przyczyn podanych wyżej.  Musi mieć dużo czasu na ukorzenienie bo ok. dwóch lat. Nie mam pojęcia jak to jest, że u mnie rosną w trawie, a piwonie wyhodowane z karp, które dostałam od ojca, oraz te, które podzieliłam z posiadanych już,   zakwitły już w następnym roku po posadzeniu. Karpy dzieli się w sierpniu i wrześniu.  Z doświadczenia wiem, że są kruche i łamliwe, a także ni cholery nie dają się wytrzebić z miejsca pierwotnego nasadzenia. Poza tym wymagają, z uwagi na tendencje do rozrastania,  dużo miejsca, niebezpiecznie więc jest je sadzić na ograniczonych rabatkach. Coś o tym wiem. Jestem teraz na etapie tworzenia nowej koncepcji ich zagospodarowania.  Kwitną niestety za krótko bo tylko od maja do czerwca, a ich płatki bardzo szybko opadają. Lubią słoneczne i zaciszne miejsca. Pomimo, że  cała roślina jest trująca, uprawiano ją kiedyś  w celach leczniczych. Do dziś korzenia piwonii używa się w medycynie chińskiej jako leku obniżającego ciśnienie krwi, rozkurczowego i przeciwbólowego. Z nasion robiono niegdyś naszyjniki-amulety dla niemowląt, którym wyrzynały się zęby. Nasiona i korzenie zawierają alkaloid - peoninę; spożyte w większych ilościach powodują nieżyt żołądka i jelit oraz biegunkę. Nasion używano też jako przyprawy.  Nalewka ze sproszkowanego korzenia była zalecana przy dolegliwościach wątroby.  Uważano, że daje ulgę przy skurczach i konwulsjach, podawano ją również kobietom w połogu.  Podobno jej nazwa ma boskie pochodzenie.  Roślina, którą Apollo uleczył Hadesa nazywała się paionia. Paion było przydomkiem Apollina Uzdrowiciela. W starożytności wierzono, że piwonia ma właściwości lecznicze i zapobiega obłędowi, chroni przed czarami i urokami, odpędza duchy nieczyste.

Tagi: piwonie
19:33, emka1216 , ogród
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 14 czerwca 2010

Muszę stwierdzić, że miesięczny ponad okres katowania się dietą NŻ dał efekt. W kieckę wlazłam bez problemu, a fałdki tłuszczu nie uwidaczniały się pod nią tak bardzo. Jakby nie było w obwodzie ubyło 10cm, co wielkim sukcesem jest. Mogłam więc spokojnie udać się na 25 piątą rocznicę obrony pracy magisterskiej i spotkać się z koleżankami i kolegami z roku. Stwierdziłam, że skoro mnie jeszcze poznają, znaczy się nie jest tak źle. A w ogrodzie nareszcie zaczynają kwitnąć moje ukochane róże.

Na razie nieśmiało i zza węgła, ale powoli przygotowują się do pełnego rozkwitu. A dodatkowo, moje łyse do tej pory pergole zaczynają nabierać rozczochranych pędami róż pnących, kształtów.

sobota, 12 czerwca 2010

Zachód słońca po wczorajszym upalnym dniu, był wyjątkowo malowniczy.

poniedziałek, 07 czerwca 2010

Ptaki bywają romantyczne i we wspólnocie międzygatunkowej obserwują zachody słońca.

Tagi: ptaki
20:58, emka1216 , pamiętnik
Link Komentarze (24) »
niedziela, 06 czerwca 2010

Od kilku dni w Wielkopolsce jest ciepło i sucho! Dobrze. Miałam już wrażenie, że pleśnią obrastam i prosto z mroźnej zimy  przeskakujemy w listopadowe szarugi. Jak co roku zadziwiają mnie zmiany, którym podlegają moje rośliny. Tak niewiele trzeba żeby z brzydkiego kaczątka

przerodzić się w piękność:

 I bzyki pracowicie zbierają  nektar, a przy okazji zapylają, zapylają …

Prawdziwa wiosna proszę Państwa Szanownego nam nastała.

Tagi: wiosna
22:12, emka1216 , ogród
Link Komentarze (9) »
czwartek, 03 czerwca 2010

Angelika, andżelika, dzięgiel lekarski, dzięgiel wielki, anielskie ziele, archangielski korzeń – tyloma zwyczajowymi nazwami jest określany arcydzięgiel litwor inaczej dzięgiel litwor. Zresztą martwym języku łacińskim, równie interesująco - Angelica archangelica L., Archangelica officinalis. To roślina z rodziny selerowatych. W stanie dzikim występuje w górzystych i wilgotnych regionach Europy i Azji. Osiąga wysokość 1-2,5 wysokości.

Mój ma ok. Metra. W Polsce występuje w Sudetach i Karpatch i na wilgotnych obrzeżach rzek, oraz ... w moim ogrodzie. Kupiłam go trzy lata temu na allegro. Kupiłam dwa. Jeden niestety zginął, drugi ma się dobrze. Jest objęty ścisłą ochroną gatunkową. Z uwagi na swoje właściwości był zrywany w celach zielarskich. Istnieje pogląd, że rozpowszechnienie jego uprawy w ogrodach przydomowych, przyczyniłoby się do zapobieżenia niszczenia stanowisk naturalnych. Był kiedyś uważany za roślinę czarodziejską i leczniczą, pomocną na 9 chorób. Podobno też jest ulubionym przysmakiem kozic. Łacińska nazwa pochodzi od greckiego angelos - archanioł - i nawiązuje do właściwości leczniczych rośliny, które miały być ponoć objawione ludziom przez anioła lub archanioła Rafaela. Przypisywano mu specjalne siły broniące przeciwko truciznom i plagom. Wierzono, że arcydzięgiel chronił przed zaraźliwymi chorobami (włączając w to plagi), odpędzał siły diabelskie, dodawał energii i wpływał na długość życia, jak również neutralizował ugryzienia wściekłych psów. Pod koniec I Wojny Światowej uważano także, że żucie korzenia arcydzięgla uchroni ludzi przed światową epidemią grypy.

Wyciąg z korzenia powoduje wydzielanie soku żołądkowego i żółci, poprawia apetyt, znosi kurczowe bóle brzucha i wzdęcia, reguluje wypróżnianie. Ma działanie uspokajające, wzmacniające czynność serca i nerek a także bakterio i grzybobójcze. Zawiera związek pobudzający wydzielanie interferonu zwalczającego infekcje wirusowe u ludzi i zwierząt. Olejek stosowany zewnętrznie ma działanie przeciwbólowe. Wykorzystywany w jest w cukiernictwie do ozdabiania ciast i tortów (skośnie pocięte fragmenty łodygi zebrane w maju smażone są kandyzowane). Z młodych łodyg i grubszych ogonków liściowych można zrobić konfiturę. Można go, z uwagi na oryginalny smak dodawać do ciast. Wykorzystywany jest przy produkcji likierów. Między innymi jest jednym ze składników Becherowki. O dziwo nie znano go w starożytności, ale od dawna jest stosowany na Grenlandii jako jarzyna. Jego korzystne działanie wykryto w czasie panowania dżumy w 1510 roku w Mediolanie. W 1810 roku oceniano jej działanie jako równoważne z działaniem żeń-szenia. W Tatrach są dwie Litworowe Doliny, Litworowa Przełęcz, Litworowy Staw Gąsienicowy, a także jest symbolem Babiogórskiego Parku Narodowego. Rozmnaża się z nasion wysiewanych na rozsadniku (lipiec, początek sierpnia) lub wprost do gruntu (sierpień). Jest ziołem dwuletnim, ale zdarza mu się żyć dłużej. W tym roku muszę zebrać nasiona i rozmnożyć mojego jedynego litwora. Na razie nastawiłam likier ze świeżych pędów, łodyżek liściowych i liści. Mieszanka wódki i spirytusu, którymi je zalałam nabrały wspaniałego koloru.

Nie postąpię dokładnie wg przepisu, bo likierów za bardzo nie lubię. Będzie to więc nalewka mniej słodka niż zalecana, ale myślę, że równie aromatyczna i smaczna.