Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
wtorek, 30 sierpnia 2011
 

Ostatnio pisałam trochę o serach zagrodowych, w kontekście serów Ziemianina. Ktoś mnie zapytał gdzie takie sery można kupić. Chętnie podzielę się informacjami. Na wstępie jednak winnam powiedzieć, że autorem nazwy Sery Zagrodowe, jest Gieno Miętkiewicz, znany na blox’ie jako Brzuchmoowca, zawodowo zajmujący się kulinariami. Właśnie takim serom  poświęcił swój drugi, ale nie ostatni, blog zatytułowany Polskie Sery Zagrodowe.Na tymże  blogu, jako Odkrywca Serów, pisze o nich z miłością i czułością.  Znajdziecie tam również kilka wskazówek jak kupić takie sery. Są one sprzedawane również przez internet, w ten sposób sprzedaje między innymi Ziemianin.

 

Ja ze swojej strony mogę polecić wszystkiego rodzaju Frontiery owcze i krowie  z rancha Frontiera (http://www.seryowcze.pl/). Sylwia i Rusłan to mistrzowie smaku, a oba ich blue to niebo w gębie. Poza tym Kreuzery Beaty Futymy spod Krzyża, której namiary można znaleźć na Facebooku. Również na Facebooku u Honoraty Strubińskiej, znajdziecie zdjęcia serów i ofertę właśnie Honoraty i jej męża Tomka z Robaczkowa na  Kaszubach  - świeże rury są jak puch. Sery z Wiżajn i praslickie sprzedawane są na allegro, ale też,  podobnie jak sery Łomnickie  Bożeny Sokołowskiej, w sklepie internetowym: http://waszsklep.com.pl/. W sklepie tym można też kupić Frontiery. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

 

Są jednak lepsze źródła wiedzy, a przede wszystkim wskazany wyżej blog. Gieno zawsze udzieli wszelakich informacji dotyczących serów i ludzi ich wytwarzających. Z tego co wiem jest w trakcie tworzenia serowej mapy Polski.

Dodatkowo powiem Wam, że wszyscy serowarzy bardzo chętnie przyjmują wizyty miłośników serów.

niedziela, 28 sierpnia 2011
 

Wczoraj zaczęło padać. Temperatura obniżyła się o prawie 10 stopni. Tropikalny upał ustąpił sierpniowemu chłódowi środkowoeuropejskiemu. Nie lubię, kiedy wysiłek sprawia, że po plecach płyną mi krople potu, ale nie jest też dobrze kiedy marznę. Dlaczego tak trudno jest być zadowolonym z chwili. Dlaczego chwila musi być wyjątkowa, żeby zasługiwała na naszą uwagę? Dlaczego jej  zwykłość nie powoduje naszej reakcji. Dopiero intensywność życia powoduje, że zaczynamy doceniać zwyczajność jako coś wyjątkowego i ulotność tej zwyczajności, a tęsknota za nią powoduje prawidłowe ustawienia na półeczkach hierarchii potrzeb. Piątek spędziliśmy z Ziemianinem i Panią Matką na kolejnej imprezie promocyjnej w Tamarynowej Osadzie ,  urokliwym miejscu oddalonym od naszej wsi o ok. 17km (oczywiście leśnymi drogami).

 

Towarzyszyłyśmy z Panią Matką Ziemianinowi, który po raz kolejny produkował się zachęcając odwiedzających do próbowania i kupowania serów. W pewnym momencie, mając dość rozgardiaszu panującego na dziedzińcu, zaczęłam zwiedzać okolicę. Odkryłam staw zastygły w upale, łąki pachnące ziołami, powykręcane sosny, pasiekę, bagno, którego spokoju nie naruszył  nikt dawno. To wszystko stanowiło otoczenie domków, należących do Tamarosy. Wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo tęsknię za skąpaną w słońcu nudą. Nudą niedługą, kilkudniową, która pozwoliłaby mi znowu docenić i polubić intensywność życia.

 

Dzisiaj nasza Ziuta złowiła w domu pierwszą mysz. Oznacza to, dwie rzeczy. Po pierwsze przy Ziucie nie grozi nam inwazja myszy w domu,

 

po drugie chyba zapowiada się wczesna zima, skoro już w sierpniu myszy szukają zimowisk. Szkoda. Chociaż tutaj każda pora roku jest piękna.

 

piątek, 26 sierpnia 2011
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Oj intensywnie ostatnio nam się żyje.....
poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Po bardzo intensywnej dobie w mieście,

 

nareszcie powrót do kolorowego  spokoju i normalności.

 
niedziela, 14 sierpnia 2011
To już połowa miesiąca sierpnia. Jak ten czas szybko płynie...
niedziela, 07 sierpnia 2011
 

No i  odbyło się dzisiaj pierwsze grzybobranie. W końcu udało się nam oderwać od obowiązków żniwnych i ruszyć do lasu. W efekcie na kolację były grzyby w śmietanie. Mieszanka z maślaków i kozaków. Rydze  i sowy zostały przeznaczone na jutrzejsze śniadanie.

sobota, 06 sierpnia 2011
Żniwa idą pełną parą...
piątek, 05 sierpnia 2011
Od dwóch dni panuje w naszej Wielkiej Polsce pogoda nieco tropikalna. Duszno, parno...
wtorek, 02 sierpnia 2011
 

Od kiedy zostałam w domu rodzinnym sama, tak tu cicho. Zawsze lubiłam ciszę, i nadal lubię  jednak nie tę wypełnioną tęsknotą za niemożliwym.  Mija sobie dzień za dniem, coraz lepiej śpię, coraz bardziej znajduję się w nowej rzeczywistości. Czas leczy. W tym truizmie jest dużo prawdy. Mam jeden olbrzymi problem, nie jestem w stanie zadbać o ogród w taki sposób, aby utrzymać jego świetność i urodę, oraz sterylną czystość odchwaszczeniową, zapewnianą mu przez wile lat przez rodziców. Nie jestem w stanie pogodzić chęci kontynuowania ich dzieła z chronicznym brakiem czasu i chęcią bycia na wsi w moim drugim domu. Wracam późno do domu i zaczynam pracę w ogrodzie. Jest tyle do zrobienia, a po wykonaniu jednej z prac jestem już zdechła. Dzisiaj kosiłam trawniki. Robiłam pranie.

 

Może mogłabym jeszcze coś, ale skończyłam prawie o zmroku. Obiecuję sobie od dłuższego  czasu, że ustalę sobie jeden dzień na dwa tygodnie, który poświęcę tylko i wyłącznie miejskiemu ogrodowi. Do dnia dzisiejszego nie zdołałam tego uczynić. Wzięłam się więc na sposób i zamierzam zapełnić puste miejsca w ogrodzie kwiatowym roślinami szybko rozrastającymi się i głuszącymi chwasty. Kupiłam już pysznogłówki i zmierzam ku kolejnym  zagęszczaczom. Czyli idę na łatwiznę. Chociaż ta łatwizna wcale nie jest taka łatwa. Takie chwastowe paskudztwo swoją żywotnością przepija każdą porządną roślinkę.

Zaplątana w myślach

Zagubiona w ciszy

Szukam uzasadnienia

Mojej nierzeczywistości