Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
czwartek, 30 sierpnia 2012
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wczoraj Zen zasugerowała, że może wypaliłam się blogowo. Nie,  to nie tak. Zbyt dużo się dzieje i nie tylko brak jest czasu na pisanie, ale też wybór tematów trudny. Nadmiar wrażeń powoduje, że trudno jest się skupić na jednym. Postaram się w dogodniejszej chwili zdać relację z tego co było. A działo się oj działo! Na zachętę przedstawiam mrowisko - specjalność Suwalszczyzny.

Ponadto blogosfera zawsze była dla mnie stolikiem kawiarnianym, przy którym fajnie jest pogawędzić z fajnymi ludźmi. Jednak jeżeli człowiek ciągle się spieszy, to i pogawędka jest nijaka i bez treści. Zaczynam jednak uzdrawiać swój czas i powoli znajduję go też dla siebie i dla swoich potrzeb. Spędziliśmy z Ziemianinem popołudnie w lesie, naznaczone plamami słońca i zapachem ziół. Grzybów brak, bo i za sucho. Za to po drodze natknęliśmy się na polu na stado kóz.

Czyli nie tylko w górach stada się zdarzają ;). Popołudnie minęło spokojnie i bez pospiechu, który warunkuje ostatnio nasze dni. Niesamowite, jak jedno popołudnie potrafi naładować energetycznie. ile się chce i jak bardzo jasno nagle patrzy się na nadchodzące dni. I tego na przyszłość życzę Wam i sobie również. Dobranoc, miłych snów.

sobota, 25 sierpnia 2012

Jakoś mi tak niepisato. Tyle wokół się dzieje, a ja nie umiem przelać tego na ... klawiaturę. Chandra letnia mnie dopadła i kręci mną w te i we wte. Szczerze zastanawiam się nad brakiem wpisów, bo przecież z czym jak z czym, ale z pisaniem problemów nigdy nie miałam. Kiedyś zakonowtowałam, że moje pisanie nabrało naleciałości zawodowych. Natychmiast starałam się je eliminować. Było też tak, że zaczynałam pisać szmirowato. Teksty również szły na odstrzał. A teraz po prostu opanowała mnie niemoc, NIEMOC PISATA.  Nie chce mi się, nie mam pomysłu i w ogóle jest do kitu. A przecież nie umiem żyć bez czytania i ... pisania! Siedzę więc na fotelu przed kompem i obserwuję Ziutę - kotkę baletnicę. Patrzę na jej smukłą sylwetkę i podziwiam harmonijność ruchów, kiedy przechodząc przez pokój, stawia delikatnie drobne łapki, a jej ciałko balansuje w sposób doskonały czując środek ciężkości. Aksamitny skok i bezgłośnie ląduje na  stole. Ziuta ostatnio przeżywa traumę. Pojawił się w domu nowy lokator, tymczasowo nazwany Ciokotem.

Ktoś go znalazł przywiązanego w lesie, ktoś przyniósł do nas i tak objawił się na salonach ziemiańskich kolejny miękkołap. W oczach Ziuty zagościło oburzenie i niedowierzanie.

Czuje się jak zdetronizowania królowa. Daje nam to do zrozumienia odmawiając posiłków i usuwając się z pola widzenia. Czekamy na konfrontację. Młody  niedoświadczony, jak to młody, nie zdaje sobie sprawy z narastającego napięcia. Spija mleczko i jak gdyby nigdy nic wyleguje się gdzie popadnie.

A w ogrodzie? A do ogrodu powoli wkracza jesień.

środa, 08 sierpnia 2012

Zen podaję linka do dżemu :)

http://ziemianinwkuchni.blox.pl/2011/08/dzem-z-pomidorow-pysznosc-niezwykla.html

wtorek, 07 sierpnia 2012
sobota, 04 sierpnia 2012

No i nadszedł czas pomidorów, a co za tym idzie rozpoczęłam produkcję adżyki, o której pisałam więcej tutaj i tutaj. Pomimo rozpoczęcia sezonu pomidorowego, to nie one mnie sprowokowały do pierwszej produkcji. Zarówno w mieście jak i na wsi, rozpoczęły swoje owocowanie dyniowate. Zmodyfikowałam trochę przepis i  w ruch poszły kabaczek i cukinia. Wczoraj wieczorem  wpadłyśmy z Elą  w zamieszanie przetwarzalnicze.

Ela pokroiła dyniowate w kosteczkę. Uparzyły się pod przykrywką w woku i poszły do blendera. W tym czasie   Ela wydłubała "dupki" z pomidorów i obrała chrzan, a ja czosnek i papryczki chili.  Przypominam, że papryczki, chrzan i czosnek w tych samych ilościach.  W blenderze zmiksowałam pomidory z czosnkiem, chrzanem i papryczkami i nowym składnikiem - bazylią.

Wszystko razem wymieszałam i odparowałam. Ostre jest jak diabli, ale lubię takie! 

Gorącą masę włożyłyśmy do słoików i z dumą patrzyłyśmy na efekt.