Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
środa, 30 września 2009

Lawendę lubię za jej małe wymagnia, mocny charakter i za to że nie można przejść obok nie, czy to ze względu na zapach, czy to ze względu na wygląd, obojętnie.  Jest tak mało wymagająca, że rośnie u mnie i rozrasta się na miejscu zapomnianym przez podlewających. Lawenda (Lavandula ) – to rodzaj roślin z rodziny jasnowatych. Zwyczajowe okreslenia lawendy to: lawenda wonna, bławatka, czyszczecz. Ta ostatnia mnie szczególnie zastanawia. Nazwa lawenda pochodzi od łacińskiego słowa "lavare" – myć się, roślina ma bowiem silne właściwości antybakteryjne i antyseptyczne. Jest symbolem Prowansji, gdzie wykorzystuje się ją między innymi, w produkcji pysznych miodów lawendowych (MNIAMMMM). Do Prowansji przywieziono ją dopiero w średniowieczu z Persji i Wysp Kanaryjskich. W Polsce popularna była za czasów naszych prababć. Stosowały ją do wyrobu domowych pachnideł, a suszone kwiaty umieszczały w woreczkach dla nadania zapachu pościeli i bieliźnie. No i suszone kwiaty i gałązki lawendy skutecznie odstraszają mole. Teraz moda na nią powraca i to prawdopodobnie za sprawą literatury przetransponowanej na film i otwarciem naszych granic. To chyba książki Petera Mayla zapoczątkowały modę na Prowansję i lawendę. Teraz lawendę można dostać w każdym Lidlu czy innym podobnym markecie. Jednak roślina, którą najczęściej kupujemy w sklepach ogrodniczych, to kuzynka lawendy – lawendyna. Rozpoznaje się ją po tym, że z jednej łodygi wyrastają aż trzy gałązki, a nie jak w przypadku lawendy jeden kwiat. Wymaga ciepłego i słonecznego stanowiska. Dobrze rośnie raczej w suchym i niezbyt urodzajnym podłożu. Dlatego w jej sąsiedztwie nie należy sadzić roślin wymagających częstego podlewania, nawożenia i ściółkowania np. róży. U mnie świetnie czuje się w towarzystwie juki, szałwii i macierzanki. Ale jak napisałam wyżej lubię ją bo to roślina dla leniwych. Działa oddstraszająco na ślimaki i mrówki. Potrzebuje niewielkiej opieki i będzie się dobrze czuć również bez specjalnych zabiegów. Bardzo dobrze znosi cięcie co szczególnie ważne jest po przekwitnięciu lawendy, gdyż nadmiernie wybujała roślina wygląda mało efektywnie i słabiej kwitnie. Wiosenne cięcie służy rozkrzewieniu. Rozmnażać najlepiej jest ją przez podział kęp wiosną lub jesienią, można też rozmnażać przez ukorzenianie sadzonek lub wysiew nasion, które jednak bardzo wolno kiełkują. Ciekawostką jest, że Havr – chorwacka wyspa znana jest jako „lawendowa wyspa”. Rosnąca tam "Lavandula croatia" należy do najszlachetniejszych odmian w Europie i przewyższa jakością nawet lawendę prowansalską. Lawenda jest również rośliną leczniczą. Wskazaniem do stosowania wewnętrznego lawendy jest m.in. zaburzenie trawienia, zmniejszone łaknienie, jedną z ważniejszych właściwości jest działanie przeciwbólowe oraz uspokajające. Kwiat lawendy bywa składnikiem kropli uspokajających. Można ją także stosować zewnętrznie jako środek łagodzący nerwobóle, łagodne poparzenia słoneczne, jest ona wykorzystywana w aromaterapii oraz kosmetologii. Olejek lawendowy jest chętnie stosowany w inhalacji przy nieżytach górnych dróg oddechowych, przeziębieniach z dokuczliwym kaszlem. W kąpieli jest uznawany za środek relaksujący stosowany przy czynnościowych zaburzeniach krążenia. Lawendy używa się również jako przyprawy - najczęściej jako składnika ziół prowansalskich. Można stosować lawendę jako przyprawę do jagnięciny i królika.

23:58, emka1216 , ogród
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 28 września 2009

Kiedyś koleżanka moja Beata,  przywiozła sałatkę. Spojrzałam na nią i pomyślałam: żadna rewelacja. Kalafior podzielony na niewielkie kawałki, w sosie śmietanowym i co w tym może być  specjalnego? Kiedy spróbowałam przeżyłam szok smakowy.  Delikatny orzechowy posmak, ubarwiony czosnkiem i innymi przyprawami, spowodował, że moje kubeczki dostały kociokwiku.  Oczywiście natychmiast zażądałam przepisu. W sobotę gości mieliśmy i wykorzystałam go. Potrawa okazała się niezwykle prosta. Kalafior (oczywiście surowy) dzieli się na niewielkie różyczki, które następnie polewamy sokiem wyciśniętym z cytryny lub cytryn, w zależności od ilości kalafiora. W cytrynie tej macerować się powinien co najmniej godzinę. Przygotowujemy sos śmietanowy, lub jogurtowy, albo mieszany, ja użyłam śmietany własnej, czyli zrobionej z mleka prosto od krowy. Sos doprawiamy dużą ilością czosnku i innymi przyprawami w zależności od upodobań. Mój zawierał oczywiście Cayenne (ale kurkumy nie dodałam, bo jednak gorycz posiada), solimy go raczej mnie niż więcej. Sól jest jednak potrzebna. Pamiętajmy, że kalafiora macerujemy cytryną, a ta może spowodować ścięcie śmietany lub jogurtu. Osolenie śmietany powoduje, że do ścięcia i zakwaszenia nie dojdzie. Sosem zalewamy kalafiora z cytryną, mieszamy i odstawiamy na co najmniej godzinę.  Sos dokładnie oblepia różyczki, przez co wydają się jeszcze bardziej apetyczne. Następnie przystępujemy do konsumpcji.  Pychota!


 

Przyznam się, że  ja konsumpcję rozpoczęłam już w połowie macerowania kalafiora. Na skutek działania soku z cytryny zrobił się kruchutki i nabrał orzechowego smaku.

czwartek, 24 września 2009

Otulam się Twoją bliskością

na dobranoc,

na dzień dobry

i dobre południe.

W cieple Twojej czułości

zapominam,

że to już jesień…

wtorek, 22 września 2009

Dobranoc z kolejnym dinozaurem.

 

poniedziałek, 21 września 2009

Jedno z nas nie może się mylić

Zapaliłem zielony ogarek
By zazdrość ukłuła cię też
Lecz zleciały się zewsząd komary
Na wieść, że już można mnie zjeść
Zebrałem więc pył
Z szarych nocy i dni
I wsypałem w twój but pełną garść
Postąpiłem jak zbój
Dewastując twój strój
W którym przecież podbiłaś ten świat
Do lekarza zaniosłem swe serce
Powiedział, że nie jest tak źle
I sam sobie wypisał receptę
I imię wymienił mi twe
I zamknął się sam
W bibliotece a tan
Z naszych nocy doniesień miał stos
Dowiedziałem się wnet
Że skończony to człek
Że praktykę zaniedbał ten gość

Pewien święty też kochał się w tobie
Słuchałem go przez jakiś czas
Nauczał, że miłość powinna
Silniejszy niż złoto słać blask
Już bym wiarę mu dał
Już przekonać mnie miał
Lecz utopił się święty ów mąż
Ciało znikło a duch
Nieśmiertelny za dwóch
Dalej bzdury te same plótł wciąż

Zaprosił mnie pewien Eskimos
Wyświetlił najnowszy twój film
Nieszczęsny dygotał jak listek
I siny od zimna aż był
Przypuszczam, że zmarzł
Gdy wiatr suknię ci zdarł
I już nigdy nie przestanie się trząść
Wyszłaś pięknie, mój śnie
W tej zadymce, we mgle
Proszę pozwól, niech wejdę w twój sztorm

tłumaczenie Maciej Zembaty

Jechałam dzisiaj ze wsi do miasta. Pięknie było. Mgły unosiły się nad drogą, słońce przez nie przeświecało na czerwono, a pola wygladały jak pod kołdrą uplecioną z tysiąca promieni. Pięknie było i smutno. Może nie tyle smutno ile melancholijnie. Dni zanim się zaczną porządnie, opatula nagle ciemność. Zaczynam nowy tydzień w mieście. Wieczory tutaj oznaczają powroty z pracy o zmroku  i  są czerwone i samochodowe.

Czas mija za szybko i niezauważalnie. Kiedy się zatrzymuję, z przerażeniem zauważam, że ostatni mój przystanek jest już niewidoczny, a między nimi szara mgła, ukrywająca zdarzenia, o których chciałoby się pamiętać i przeżyć jeszcze raz.

niedziela, 20 września 2009

Rudbekia i jeżówka jeżeli chodzi o pokrój i kształt kwiatów  są bardzo do siebie podobne. Obie pochodzą z tej samej rodziny – astrowatych. Różnią się jednak kolorem, jeżówka to purpura i fiolet, a   rudbekia (Rudbeckia L.) to słoneczne żółcie.   Gatunek ten obejmuje  ok. 35 gatunków bylin i  roślin jednorocznych. Pomimo, że większość uważa ją za gatunek rodzimy to, należy wspomnieć, że pochodzi z Ameryki Północnej,  a do Europy trafiła dopiero w XVIII wieku.  W Polsce w środowisku naturalnym występują tylko dwa gatunki: rudbekia naga i rudbekia owłosiona. Nazwę rudbekia nadał tej wdzięcznej roślinie Karol Linneusz aby uhonorować jednego ze swoich uczniów – Olafa Rudbecka. Dorasta do 60-70cm wysokości. Posiada mocno porozgałęziane łodygi, na których widnieją jajowate, ząbkowate i połyskliwe liście. Jej kwiaty mają 12cm średnicy, są koloru żółtego i składają się z języczkowatych płatków.

 

Rudbekie są idealnymi roślinami dla ludzi zapracowanych, spragnionych bujnych, długo kwitnących i trwałych kwiatów – czyli takich ja JA. Są mało wymagające i łatwe w uprawie, a ich rozmnażanie jest bardzo proste. Należące do rodziny Compositae (złożonych), rudbekie łatwo rozpoznać po budowie kwiatostanów, zwanych koszyczkami. Mają one charakterystyczne środki w formie purpurowoczarnej główki, otoczonej języczkowatymi złotożółtymi płatkami. Amerykanie nazywają rudbekię czarnooką Zuzanną (Black-eyed Susan). Kwitnie od lipca do października. Jeżeli będziemy usuwać przekwitłe kwiatostany, będą zawiązywać nowe pączki i przedłużymy ich kwitnienie. Bardzo lubię kolory późnego lata i jesieni, a rudbekia dodaje im intensywności co nie miara.

13:04, emka1216 , ogród
Link Komentarze (10) »
piątek, 18 września 2009

Tak wyglądała kiedyś Twierdza Kostrzyn:

Tak teraz:

PS. Nie piszę o pobycie, bo najlepiej opisuje to Krogulec na Plamce, a z nim równać się nie mogę.

środa, 16 września 2009

Sad naszych gospodarzy:


 

 

 

 

 

 

 

 

i okolica:

poniedziałek, 14 września 2009

Kochaj mnie takim jaki jestem:

wtorek, 08 września 2009

Mój ogród, tak jak kiedyś pisałam, mogę nazwać naturalistycznym. Chociaż bardziej pasuje do niego nazwa nieco mniej wyszukana - naturalny. Dlaczego? Bo naturalnie nie mam dla niego czasu i oprócz kilku podstawowych czynności zadbawczych, oraz bez liku nasadzeń eksperymentalnych, pozostawiam go samemu sobie. Rośnie więc jak chce i w którą stronę chce. Ja go lubię. Wiele osób, które przyjeżdża, doradza mi jak dbać o rośliny, a szczególnie trawnik. Załóż nawodnienie, posiej trawę taką a taką, posprzątałabym tutaj,  te rośliny najlepiej rosną tutaj, a tamte tam itp., itd. Nie to, że nie szanuję tych rad. I owszem. Zresztą zasady znam i gdybym miała ogrodnika, być może postarałabym się o strzyżony regularnie trawnik. Jednak chyba nie. Lubię dzikość mojego ogrodu i rododendrony w towarzystwie azalii -  pod mirabelką w sąsiedztwie kalin różnego rodzaju, hibiskusa w towarzystwie jeżówki i rudbekii, i hortensje wyrastające prosto z trawy, otoczone usychającymi malwami, dziwaczki niby to fosforyzujące w nocy, zmieniające kolory co roku, no i te niespodzianki, co do których nie pamiętam co zacz. Lubię mój stół pod rozłożystą robinią, stojący na trawie i oświetlany lampkami ogrodowymi zamiast latarniami.  Trawnik w ogrodzie usiany jest wiosną lasem mleczy, a późnym latem krwawnikami usychającymi wraz z upływającym latem. Wiciokrzewy nie pną się po pergolach ale po iglakach i tylko czasami obcinam iglaste gałęzie, żeby nie zagłuszyły kwitnienia pachnących pająkowatych kwiatów.  I tak mniej więcej to wygląda. Dla miłośników eleganckich ogrodów to śmietnik i do tego zaniedbany, dla mnie to miejsce w którym ładuję akumulatory na potem.

22:55, emka1216 , ogród
Link Komentarze (33) »
środa, 02 września 2009

Bardzo lubię obserwować ow ady kręcące się wokół mojej, na razie jedynej, jeżówki. Piszę na razie, bo już trzy dni temu posadziłam kolejne, które ubarwią mój klomb w przyszłym roku. Szczególnie lubię patrzeć na uwijające się w jej kwiatach motyle.Zresztą nie tylko ze względu na owady. Jezówka ma w sobie coś. Coś czego nie potrafię określić. To niby taka wyrośnięta stokrotka, ale to coś powoduje, że wydaje się damą ze skromnie spuszczonymi powiekami, uwodzącą swoim wyrazistym kolorem i kształtem.  Wśród innych roślin bylin wyróżnia się wzrostem i wyrazistością pokroju,skromnie opuszczając płatki ku ziemi.

Jeżówka to bylina z rodziny astrowatych, która pochodzi z … i tu ciekawostka, w jednych źródłach podaje się, że z Ameryki Północnej, w drugich, że z Afryki. Jeżówka ma właściwości lecznicze i jeżeli o ten zakres jej zastosowania bardziej znana jest pod łacińską nazwą – echinacea. Była używana przez Indian Ameryki Północnej na ukąszenia węży, oparzenia,  oraz gojenie się ran. Stosowali oni jeżówkę purpurową na bóle gardła i oparzenia. Szczep Komanczów używał jeżówki purpurowej jako lekarstwa na ból zębów i gardła. Natomiast Indianie ze szczepu Sioux brali jeżówkę purpurową przeciw wściekliźnie, oraz na stany zakaźne. Działa przeciwwirusowo, przeciwzapalnie, przeciwalergicznie, a nawet przeciwnowotworowo. Dzięki swoim właściwościom wspomagającym nasz system immunologiczny może być wykorzystywana w początkach infekcji dróg oddechowych, a napary z niej powinni pić wszyscy wrażliwi na przeziębienia. Jest stosowana w leczeniu takich chorób jak astma, ropnie, opryszczka, zapalenie gardła, płonica, posocznica, angina, szok toksyczny.

W celach leczniczych wykorzystuje się zbierane w czasie pełnego kwitnienia kwiaty, bądź też zbierane na jesieni z czteroletnich roślin korzenie. Nalewka ze świeżej lub niedawno suszonej całej rośliny może być stosowana  przy  zapobieganiu oraz leczeniu przeziębienia i stanów z nim związanych, takich jak ból gardła,  nawracających infekcji układu oddechowego i zapaleń układu moczowego.

 

No to nie ma co się dziwić owadom, że tak chętnie zbierają jej nektar. Nawiasem mówiąc, czy miód z jeżówki miałby specjalne właściwości?

22:53, emka1216 , ogród
Link Komentarze (22) »