Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
czwartek, 29 września 2011

Zapraszam wszystkich chętnych i tych, którzy będą mogli dojechać, na II Slowfoodowe Spotkanie ze Smakiem. Odbędzie się ono w Wąsowie, w sobotę w godzinach od 10 do 17. Warto. A to link na facebooka: http://www.facebook.com/#!/event.php?eid=106382969471206

09:20, emka1216
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 26 września 2011
 

Dzisiaj rano słońce i mgła tworzyły bardzo zgrany duet:

 
 
 
 
niedziela, 25 września 2011
Dzisiaj był dzień relaksu...
sobota, 24 września 2011
poniedziałek, 19 września 2011
środa, 14 września 2011
 

Przygotowania trwają pełną parą. Ziemianin zziajany biega i stara się jak może, by impreza wypadła jak się należy. Serdecznie zapraszamy wszystkich, którym będzie się chciało przejechać kilka kilometrów i towarzyszyć nam podczas Dni Korbola.

 
 
sobota, 10 września 2011
 

Dlaczego po łebkach? Po prostu, nauczona doświadczeniem cudzym, obawiam się nieco ………….  To taka pouczająca historyjka, ocierająca się o przepisy prawa autorskiego i ludzką małostkowość i nieuczciwość. A  było to tak. Pewna Pani fotograf dostała zlecenie na zdjęcia do broszury wydawanej w celach społecznych, a dotyczącej ziół pól i lasów wielkopolski. Miała to robić „po kosztach” bowiem, jak to wcześniej napisałam, broszurka miała służyć celom społecznym. Zleceniodawca nagle rozszerzył zlecenie. Potem znów i znów. Ostatecznie Pani fotograf wykonała zdjęcia, opracowała teksty polegające na  krótkich, bardzo enigmatycznych opisach ziół (konsultacja ze znanym specjalistą od zielarstwa – uwidocznionym w stopce), dokonała składu i przygotowała broszurkę do druku. Zleceniodawca – fundacja – dostała na pieniądze z różnych źródeł, miedzy innymi z  pewnego organu samorządu terytorialnego. Z dużymi oporami zwróciła Pani fotograf pieniądze przez nią wyłożone na wykonana pracę.  Nagle pół roku po wydaniu broszury, która wykorzystywana była przez fundację w szczytnych celach za odpłatnością (!!!!!!!!), zgłosił się do niej człowiek, który zarzucił jej plagiat. Otóż Pani fotograf zrobiła zamieściła w broszurze  zdjęcie i opis  głogu. Opis składał się pięciu, może sześciu zdań, w tym dwóch rozbudowanych,  opisujących głóg jako drzewo  lub krzew, który zawiera określone substancje zdrowotnościowe. Napisała też co można z głogiem robić.  Pan stwierdził, że opis właściwości  głogu, oraz jego zawartości leczniczej stanowi plagiat, bo on bardzo podobnie napisał na swojej stronie internetowej.  Pani ta zwróciła się do prawnika, który odpisał Panu, ogólnie mówiąc, ze głóg jaki jest, każdy widzi i takim go widziano również kilka tysięcy lat temu w starożytnym Rzymie i niech się ten Pan odchrzani z łaski swojej.  Przez pół roku nabrzmiewała cisza, aż przyszła kampania przedwyborcza i komuś się przypomniało, że stanowisko dyrektora wydziału jednostki samorządu terytorialnego, który finansował wydanie broszury, dzierży człowiek nie obsadzony z klucza partyjnego, ale po prostu fachowiec.  No i zaczęło się piekiełko. W lokalnej prasie ukazało się kilka artykułów, wymieniających Panią fotograf z imienia i nazwiska. Sprawa oparła się o sejmik, który debatował nad chorymi pretensjami zielarza. Dyrektorowi udzielono reprymendy. Jeden z oszołomów sejmikowych oświadczył, że cały nakład broszury, którą nawiasem mówiąc, rozdawano delegacjom zagranicznym, tak dobrze była zrobiona,  zostanie zniszczony. Po kolejnym artykule Pani fotograf i jej konsultant zielarz (autorytet w świecie zielarskim) wysłali do osób w to zamieszanych, między innymi do szefa jednostki samorządowe, oświadczenie, w którym wyrazili oburzenie zaistniałą sytuacją, chęcią zniszczenia ich pracy  i zaprzeczyli stanowczo insynuacjom dotyczącym plagiatu. Minęło dwa tygodnie. I co? …. I nic!!!! Cisza. Wolę więc o głogu pisać oględnie po łebkach. Jeszcze mnie ktoś posądzi…..!!!!

czwartek, 08 września 2011
 

No to chyba już jesień się zbliża wielkimi krokami. Nie chcem, ale stwierdzić to muszę. Skoro owoce pigwowca zaczynają dojrzewać, a ich jabłka nabierają  coraz ponętniejszych  kształtów i kolorów.

 

Skoro mój głóg czerwieni owoce. Czerwieni zresztą po raz pierwszy w tym roku, a minęło już chyba cztery lata od jego posadzenia. Przez dwa lata nabierał sił, w zeszłym roku ptaki skonsumowały tych kilka owocków, zanim zdołałam się nimi nacieszyć. W tym roku udało się! Ma on jedną wadę, kwitnie na biało, mimo, że kupowałam głóg o różowych kwiatach. Cóż, biały również wygląda pięknie. Ten różowy to drzewo mojego dzieciństwa. We Wrocławiu, w którym mieszkałam przez kilka lat, jako nieletnie dziewczę, całe aleje wiosną buchały różowym kolorem kwiatów głogu szkarłatnego, który może być niewysokim drzewem. Wszystkie  odmiany głogu (p[oza szkarłatnym najbardziej popularne są  wielkoowocowy, owłosiony, jedno i dwuszyjkowy i pośredni) mogą tworzyć nieduże drzewa lub krzewy.  Głóg (Crataegus)  należy do rodziny różowatych.  Występuje go ok. 200 gatunków.  Ma bardzo wysokie notowania u sercowców, z uwagi na zawartość substancji o właściwościach wzmacniających, rozkurczających, przeciwzakrzepowych i przeciwmiażdżycowych. Aż chce się zakrzyknąć: głogu owocek niewielki ale ludzie kochajcie te pchełki.  Rymów mnie się zachciało. Dla ostudzenia nastroju zapodaję z lekka zimowy widoczek,

 

ale  odczyniam i nie życzę Wam, ani sobie, żebyśmy znowu tej zimy, jak te robaczki przemierzali śnieżne przeszkody.  

P.S. A dlaczego głóg po łebkach wytłumaczę następnym razem.

wtorek, 06 września 2011
sobota, 03 września 2011
 

Macierzanka – Thymus, to roślina z rodziny jasnotowatych. Popularnie zwana jest polskim tymiankiem.  Słowo tymianek pochodzi z języka greckiego – „thymon” i oznacza odwagę, męstwo, a „thymos” dym, duch, „thymiana” – kadzidło.   Macierzanka musi być odważna skoro jej ulubionymi miejscami są piaszczyste, nasłonecznione i przepuszczalne gleby. Podobno występuje jej ok. 300 gatunków. To mała krzewinka. Dorasta do ok. 20-30cm.  Moje macierzanki tworzą  zielono szare poduchy kwitnące przez całe lato. Wprawdzie w tym roku zakwitły później, majowe przymrozki dopadły je w okresie wzrostu,  ale mimo to kwitną do tej pory. Przymrozki dały im w kość, ale ta mała, niepozorna, niezwykle aromatyczna,  krzewinka jest na tyle silna, że podniosła się i zarasta piaszczysty, nieurodzajny, najmniej zadbany zakątek leżący od frontu domu. Pewnie dziwicie się, że przed frontem domu mam najmniej zadbany kawałek ziemi. Cóż, tak się złożyło, że nie mam tam doprowadzenia wody do podlewania. W związku z tym posadziłam tam rośliny, które nie wymagają wody i są tak odporne, że przeżyją największa suszę. Rosną tam juki, szałwie, lawendy no i macierzanka – bohaterka dzisiejszego wpisu.

 

 Mam wrażenie, że moja koncepcja w przyszłym roku wyda zamierzone przeze mnie efekty. No ale wracając do moich baranów, w starożytnym Egipcie tymianek stosowano do balsamowania zwłok, w Grecji palono go na ołtarzach Afrodyty a w Rzymie używano go do przyprawiania serów i aromatyzowano wino.  Podobno kąpiele z macierzanki leczą melancholię.  Wykorzystywano ją w napojach miłosnych, a medycyna ludowa zalecała na pobudzenie trawienia, swędzenie skóry i reumatyzm. Podobno chroni przed czarami, złymi mocami i urokami.  W silnym słońcu pięknie pachną, dzięki zawartości olejków eterycznych. Głównym jest olejek lotny zawierający linalol, terpineol, tymol, karwakrol i inne. Poza tym w macierzance  saponiny, garbniki, flawonoidy, gorycze, działające  wykrztuśnie. ściągająco i odkażająco. Pomaga w migrenach i silnych bólach głowy. Oczywiście stanowi świetną przyprawę i to nie tylko do serów, również do mięs, ryb i drobiu. Odstrasza mole. („Zioła pachnące słońcem” dr Jarosław Przybył, Ogrody nr 9 z 2011r). Bardzo lubię tę niepozorną, ale silną i pełną woli przetrwania roślinkę. A jej zapach zawsze kojarzy mi się z latem.

21:28, emka1216 , ogród
Link Komentarze (20) »