Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
niedziela, 10 czerwca 2012

Szkoda. Kończy się długi łykend - krótki wypoczynek. Dobrze mi było. Spokojnie i normalnie. Ciepłe noce spowodowały  długie wysiadywanie w ogrodzie i ranne niedospanie. Krzewy w ogrodzie roją się od ptactwa wszelakiego,

a jaskółki rozpoczęły dokarmianie maluchów.

Szkoda, że zdjęcie takie niewyraźne. Rozpoczęłam bardzo poważne porządki w ogrodzie. Wymarzło mi, zresztą nie tylko mnie, kilka róż. Zamierzałam stare korzenie wykopać i posadzić w to miejsce nowe pnące pięknisie. Z zaskoczeniem zobaczyłam, że jedna wymarznięta puściła dziczki, które zaczęły kwitnąć!

Okazało się, ze szczepiona była na dzikiej róży. Nie usunęłam, zostawiłam i teraz mam duży kwitnący delikatnymi kwiatkami,  krzew dzikiej róży. Dzikiej, delikatnej  i pięknej. Zaczynam chyba dziecinnieć, rozczulają mnie dojrzewające owoce.  Jeszcze nie ma kalendarzowego lata, ale pogoda przypomina lipcowe upalne dni. Rozleniwia mnie to i zniechęca do pracy. Jakiś taki leń mnie dopadł i ani rączką, ani nóżką mnie się nie chce. Żadna to niespotykana przypadłość, ale energii brak a tu trzeba z nową siłą w nowy tydzień. Dobrego i pracowitego  tygodnia życzę wszystkim.

piątek, 08 czerwca 2012

W mieście najczęściej żywię się tym co pod ręką. Rzadko sobie gotuję. Nie chce mi się dla siebie samej. Ostatnio zawitała do mnie Ola, która w ramach niespodzianki przygotowała dla mnie pyszny obiad. Tajskie curry z liściem limonki caffir, z zawartością ryby. Oto przepis.

"Na patelnię wlewamy ok 3 łyżek oliwy, i przesmażamy na niej ok pół łyżeczki czerwonej pasty curry. Kiedy się "rozpuści" dodajemy posiekane szalotki (garść) lub czerwoną cebulę oraz 3 ząbki czosnku. Szklimy i dodajemy odrobinę galangalu, tamaryndu i roztłuczoną trawę cytrynową (można kupić mrożoną). Przesmażamy i wlewamy puszkę mleka kokosowego. Redukujemy mleko, kiedy objętośc mleka zmniejszy się o ok 1/3 wrzucamy pokrojoną w niewielkie kawałki, najlepiej białą, rybę oraz kilka listków liści limonki caffir. Gotujemy ok 7 minut. Po zdjęciu z ognia skrapiamy kilkoma kroplami soku z limonki (sok z połówki owocu). Podajemy z ryżem. Smak sosu można "podkręcić" szczyptą brązowego cukru."

Trudno jest mi opisać smak potrawy. Ma kilka den smakowych. Cudo. Polecam.

poniedziałek, 04 czerwca 2012

Nie przejechałam dzisiaj wiewiórki!  Rano wyruszyłam ze wsi do miasta. Jechałam sobie nasza aleją akacjową, tarłam zaspane oczy i nagle przed maską zobaczyłam rude maleństwo, robiące słupka na samym środeczku drogi. Udało mi się je wyminąć. Tak więc na dobry  początek dnia nie przejechałam wiewiórki. Pomyślałam na szczęście. Nie żeby kiedykolwiek zdarzyła mi się taka okoliczność, po prostu udało mi się uniknąć niedobrego uczynku. Nie chciałabym kiedykolwiek mieć na sumieniu rudego stwora. Nie tylko wiewiórki, w ogóle żadnego. I nagle o tym poranku zaspanym, skażonym snem niedługim, spowodowanym późnonocnym powrotem z Lidzbarka Warmińskiego, pomyślałam, jak często szczycimy się czymś co zrobiliśmy, czego dokonaliśmy i co jest namacalne. A przecież czasami znacznie bardziej namacalnym dowodem naszego człowieczeństwa jest to  czego nie zrobiliśmy, czego uniknęliśmy  i wreszcie jakim pokusom oparliśmy się.  

W dalszym ciągu piwoniowo i jednak deszczowo dobrej nocy życzę. ;)

22:53, emka1216
Link Komentarze (14) »
środa, 30 maja 2012

Nie chce mi się już zanudzać Was opowieściami o  moim samopoczuciu. mam nadzieję, że wkrótce będę mówić tylko, że świetnie jest i oby tak dalej. Prezydent USA zaliczył kolejną wpadkę. Ciekawe, że jego wpadki w zakresie polityki zagranicznej zwykle dotyczą znajomości historii (w szczególności Europy) i geografii. Mimo wszystko człowiek na takim stołku powinien bardziej uważać na słowa.  Ta wpadka jednak świadczy o Panu Prezydencie Obamie niezbyt pozytywnie, a już na pewno o jego stosunku do Polski. Nie oszukujmy się, nasz kraj dla dalekiej Ameryki to plamka na mapie.  Myślę, że Pan Obama nigdy nie pomyliłby się w ten sposób w wystąpieniu dotyczącym Kanady, Francji czy Anglii. Nie jestem jednak tak święcie oburzona jak na przykład kilku polityków opozycji, wygrywających w tym momencie na bębenkach trwającej już  kampanii wyborczej. Czy powinnam?

A w ogóle to róże już zaczynają na całego!  

niedziela, 27 maja 2012

Żal mi dzisiaj było wyjeżdżać ze wsi i opuszczać Szczęście Moje. Nie ułatwił mi tego również widok, który ukazał mi się, kiedy przejechałam bramę.

Czasami jestem już zmęczona opcją małżeństwa dojeżdżającego. Może kiedyś się to zmieni? Pociesza mnie, że w domu w mieście mogę posłuchać słowików. W lasku-parku, obok osiedla na którym mieszkam, gniazduje całe ich mnóstwo. Wieczory i noce przepełnione są ich śpiewem.  Kiedyś próbowałam nagrać ich śpiew. Niestety ucho ludzkie działa wybiórczo, maszynka do nagrywania nie.  W nagraniu szum miasta zagłusza słowicze trele. A chętnie bym się z Wami nimi podzieliła.



Maj jest modelowy, ciepły i pełen zapachów wiosny. Zaczęły kwitnąć akacje - robinie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz kwitły tak obficie.  Aleja dojazdowa do gospodarstwa wygląda bajkowo.

A zapach!!! Po prostu bajka. Będzie miodek akacjowy. Jako osoba bliska, mam nadzieję ;), Szczęścia Mojego, uszczknę nieco z jego miodowych zbiorów. Bzyki latają majowe jeszcze.

Nie liczę oczywiście pszczół i trzmieli. Motyle zaczynają dopiero harce.  Okolice stołu ogrodowego wypsikane zostały bagoselem, populacja więc komarów zmniejszyła się radykalnie i wieczory można spędzać na powietrzu. A wieczory są wyjątkowo ciepłe. I oby tak dalej!!!

13:10, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
czwartek, 24 maja 2012

Plany na dzień dzisiejszy, oczywiście pozapracowe,  zrobiłam różniste. Zweryfikowała je skrzecząca, a właściwie skanalizowana, rzeczywistość. Czasami coś pięknie wygląda jak ta naparstnica powyżej, a okazuje się, że to rosiczka, wypisz wymaluj!

Oto wczoraj, lokator (nareszcie udało mi się wynająć moje mieszkanie na piętrze, umył sobie autko na podjeździe do garażu. Okazało się, że burzowy gulik nie odbiera wody. Co zrobiła Kasieńka? Zmobilizowała Ziemianina do nawiedzenia miasta bo przecież "WYCZYŚĆ W KOŃCU TEN GULIK!!!".  Bogu ducha winny Ziemianin grzecznie się zjawił, wyczyścił, a woda dalej jak stała tak stała. Po powrocie z pracy zaczęłam atakować lokalne przedsiębiorstwo wodne, które zaparło się, że sprawa kanalizy burzowej to mój psi obowiązek. Nie było się co sprzeczać. W razie deszczu zalałoby chałupę.  Przyjechał ostatecznie Pan z firmy prywatnej, który utknął w moim guliku z elektryczną spiralą na czterech metrach na półtorej godziny, aplikując gulikowi po 200 bar. Cokolwiek to znaczy. Właściwie to spirala utknęła a Pan na jej końcu. Gdybym mogła ciągnęłabym go jak rzepkę byleby mu pomóc.(firma liczy od godziny). Po wyciągnięciu dwustubarowej spirali, Pan zubożył Kasieńkę o 250 zeta i oświadczył, że rura jest tak zakamieniała, że czekają mnie powtórki z rozrywki, albo wymiana. Oczami wyobraźni ujrzałam pozbrukowy podjazd w postaci  placu budowy i lekko zmartwiałam. Pocieszenie przyszło szybko, przecież nie zapcha się znów w ciągu roku ale za kilka lat, a wtedy to już będę może milionerką. W końcu dzisiaj jest kumulacja i piętnaście milionów jest moje! Co nie?

PS Choróbsko, które we mnie kończy bytowanie, wyjątkowo zjadliwe jest. Aktualnie cierpi Ziemianin i Ola kochana. I zdrowia im życzę.

środa, 23 maja 2012

Ano nic. Po raz kolejny złapała mnie infekcja. Żar się z nieba leje, ja się pocę, kaszlę, smarkam  i  czuję się paskudnie w tym wszystkim. Ale nowe jest. Robi się piwoniowo

i jaśminowo.

Miłego dnia życzę. 

08:00, emka1216 , ogród
Link Komentarze (9) »
środa, 16 maja 2012

Dzisiaj Ignacy skończył roczek. Goście byli i dobrze się bawili.

 

Były gwiazdy i rozgwiazdy.  Zgodnie z tradycją (to słowo zawsze będzie mi się kojarzyło z "Misiem"), wybierał fanty. Najpierw sięgnął po książkę, potem po różaniec, jako trzecie wybrał pieniądze.

Czy to coś znaczy?

wtorek, 15 maja 2012
 

Smutny był dzisiejszy dzień. Pracowity, zimny i smutny. Pracowity, bo pisałam trudną rzecz i myśleć nadmiernie musiałam, i stukać w klawiaturę. Zimny, bo po prostu było zimno, a ja zapomniałam z domu kurtki i przez pierwszą połowę dnia (dopóki nie dojechałam do domu odziać się)  marzłam. Smutny, bo dzisiaj są imieniny Zofii. Moja Mama na imię miała właśnie Zośka, chociaż w świecie funkcjonowała jako Danka. Jednak zawsze obchodziła imieniny w zimną Zośkę. Zresztą to chyba dziedziczne. Ja mam na imię Dobromiła, a nazywają mnie Kaśka. Imieniny obchodzę Dobromiły i nikt nie wie kiedy to jest, ale życzenia i prezenty chętnie przyjmuję jako Katarzyna. Kiedyś dawno temu, kiedy byłam mała i potem trochę większa, mieszkaliśmy w blokach, z kasą u mnie było krucho. Zwykle więc piętnastego zakradałam się w okolice kwitnące bzu i przynosiłam Mamie bukiety. Dzisiaj bez ścięłam w ogrodzie. Posadziła go tam Mama. Bukiet skomponowałam z gałęziami jej ukochanej kaliny. Okazało się, że droga na cmentarz jest nieprzejezdna. ostatecznie dotarłam tam ok 18.30, zgrzana i upocona - ubrałam się oczywiście za ciepło. Na cmentarzu uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje mi rodziców i jak trudno być tak zupełnie dorosłą. Ktoś kiedyś napisał, że naprawdę  dorośli stajemy się po śmierci rodziców. To bardzo prawdziwe. Nie umiałam wrócić do domu, pałętałam się po jakiejś galerii handlowej do czasu, aż mnie stamtąd wyrzucili. Teraz jest lepiej. A to trochę dzięki super zakupowi. W Empiku nabyłam album z czterema płytami Andrzeja Zauchy. 

Smakuję teraz jego głos i  teksty, które śpiewa.

23:38, emka1216
Link Komentarze (15) »
czwartek, 10 maja 2012

No i tak jak napisałam, skończyła się laba i wróciłam do pracy. Zwijam się jak w ukropie, staram się nadrobić zaległości kilkudniowe i tak sobie myślę, że mnie się nie chce. Nie chce mi się zwijać i rozwijać i gonić. Przystanęłabym już i zakwitła jak te glicynie, co to po raz pierwszy od posadzenia, a zapewniam Was, że posadzone zostały bardzo dużo lat temu, zakwitły. 

Czyli starość to może być również radość i kwitnienie, a nie tylko przekwitanie. A swoją droga mój tato bardzo by się cieszył. Czekał na ich kwitnienie. Nie doczekał się ...  Dokonane przez niego nasadzenia wydają efekty. W ogrodzie robi się kolorowo - dywanowo.

I zakwitły czosnki!

Tato lubił obserwować jak pszczoły upijały się nektarem czosnkowym. Podobno reagowały na niego jak na wysokoprocentowy alkohol. Napijały się, padały pod czosnek a po jakimś czasie wybudzały i dalej zaczynały ucztę od nowa! Czosnoholiczki!!!! Miłego łykendu życzę!

22:21, emka1216 , ogród
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 07 maja 2012

Skończył się mój krótki urlop. Wczorajszy dzień był, jak na urlop wyjątkowo pracowity. Jednak w trakcie  udało mi się zobaczyć parkę bocianów,

 

a chłodny wieczór żegnał moje urlopowe przyjemności różami

w sensie oczywiście kolor, nie jakieś tam inne ;)).

00:28, emka1216
Link Komentarze (10) »
środa, 02 maja 2012

Ogród zaczyna przypominać róg obfitości kwietnej. Na potęgę kwitną drzewa i krzewy. Zawsze rozczulają mnie delikatne kwiaty aronii.

Kolory mienią się w oczach i nie wiadomo na który zakątek najpierw patrzeć.

O zachodzie słońca kolory przytłaczają nie tylko intensywnością, ale i ilością wewnętrznego światła. Filmowcy te kilka minut przy wschodzie i zachodzie  słońca określają przymiotnikiem angielskim "magic".   I moment ten jest magiczny.

Niestety oprócz obfitości doznań estetycznych ogród zdominowała obfitość komarów. Zmykałam do domu kurcgalopkiem uciekając przed czarną chmurą bzyczących owadów. Posiadaliśmy kiedyś specjalny środek do powierzchni parkowych, którym pryskaliśmy okolice życiowej aktywności ogrodowej. Niestety skończył się a możliwość nabycia objawi się dopiero w piątek. Cała przyjemność ciepełka majowego ucieka wraz z brakiem możliwości zakupienia środków ochronnych z powodu święto. Chyba podejmę jutro próby nabycia jakiejś trucizny na stacji benzynowej. mam nadzieję skuteczną. 

Ostatnie zdjęcie zostało wykonane przez szybę na werandzie.

20:59, emka1216 , ogród
Link Komentarze (18) »

Wypoczywam sobie ile wlezie. Najpierw rozrywkowo - gości co nie miara, teraz na spokojnie, z małą przerwą na dolegliwości żołądkowe.

W Słońsku pięknie, betonka sucha można dojść do samego ścisłego rezerwatu, dalej jest zakaz. 

Zakaz też jest dla hałasu, a jednak odchyleńcy nie szanujący panującej na rozlewiskach ciszy przerywanej rechotem żab gody ciągnących w najlepsze, próbują wedrzeć się na betonkę quadami. Koszmar.

Jak długo, w tej sytuacji,  uda się zachować tę wyjątkową enklawę w takiej postaci w jakiej istnieje od lat?  Ogród rozbuchał mi się na całego. Mleczna droga pod kwitnącymi wiśniami, stanowiącymi tło dala pomarańczowych pigwowców i czerwonych tulipanów,

to wyjątkowo kiczowaty widok, ale ja go kocham!

piątek, 27 kwietnia 2012

No i zaczynam łykend majowy. W tym roku złożyło się wyjątkowo  sympatycznie. W p[racy etatowej wolne dni wypadają w moje dyżurne. Jeżeli chodzi o pracę pozaetatową mogę zabrać ją ze sobą. Trochę mam do zrobienia ale cóż to jest wobec prawie dziesięciu dni bez rygorów rannego wstawania i miotania się po nieprzejezdnym mieście, stania w gigantycznych korkach i ciągłego niedoczasu. Odwiedzi nas Feli kochana, i razem nawiedzimy słońską betonkę. Wprawdzie nie będzie tok wyjazd kilkudniowy, jak to zwykle bywało, ale tradycji stanie się zadość. mając na uwadze pogodę myślę, że będzie można spenetrować rozlewiska betonką prawie do końca i już się na to cieszę.I na zdjątka oczywiście.


Na razie donoszę, że   w miejskim ogrodzie wiosna na całego i czereśnie kwitną jak oszalałe, a na wsi prawdopodobnie lada moment rozkwitnie szpaler wiśni, których nie omieszkam pokazać. Wszystkim planującym wypoczynek miłego tegoż życzę.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Jakaś tak stagnacja mnie ogarnęła. Niewiele mi się chce, tylko spać, co prawdopodobnie spowodowane jest antybiotykiem, który biorę. To już trzeci antybiotyk w sezonie 2011/2012! Tą razą w pełni uzasadniony. W poniedziałek po południu  spuchło mi nagle podniebienie, we wtorek udałam się do zębodłuba, który przeciął mi ropnia. Mój lokator prawdopodobnie bezobjawowo tworzył się od dłuższego czasu i powstał na skutek nie do końca wypełnionych w dwóch zębach kanałów. Jeden ząbek był leczony kiedyś kanałowo,  a jego sąsiad posiada wkład podkoronowy. Ropień sobie siedział w mojej paszczy i siał, a objawił się w poniedziałek w ubiegłym tygodniu. Zaczynam rozumieć moje zdrowotne perypetie jesienno-zimowe. Teraz czeka mnie zabieg ponownego kanałowego leczenia i częściowa resekcja korzenia, którego to zabiegu  wizualizację Pan Doktor pokazał mi na ekranie komputera. Ale to dopiero po ustaniu stanu zapalnego. Na szczęście stan zapalny ustał i mogę przystąpić do leczenia właściwego. A tak w ogóle jak zjawiłam się gabinecie, to od progu oznajmiłam, że wstyd mi, bo w dzisiejszych czasach jeżeli ząb boli, oznacza to zaniedbanie. Tylko w tym przypadku chyba nie moje!

A tak w ogóle to znów zakwitną jabłonie!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Zrobiłam eksperyment kulinarny, który opisała Ziemianin TUTAJ.

Sous-vide (po francusku w próżni) – próżniowa metoda długiego gotowania potraw w szczelnie zamkniętych workach plastikowych, umieszczonych w gorącej wodzie.

W zależności od rodzaju żywności temperatury gotowania są różne:

  • 100°C dla warzyw i owoców,
  • 90°C dla ryb, skorupiaków,
  • 80°C do białego mięsa, drobiu i niektórych ryb,
  • 70°C dla mięsa czerwonego.

Celem metody jest zachowanie naturalnego smaku i jakości żywności.

Po raz pierwszy opisana została w 1799 roku przez sir Benjamina Thompsona, została ponownie odkryta przez amerykańskich i francuskich inżynierów w połowie lat 60., jako sposób na przemysłową metodę konserwowania żywności. Została przyjęta przez Georges'a Pralusa w 1974 roku w rodzinnej restauracji braci Pierre i Michela Troisgros w Roanne.

Tyle wikipedia. Ja jednak znam inne wskazówki temperaturowe i to do nich się stosowałam:

cielęcina                       65 – 68  ºC
ryba                               58 – 60 º C
wołowina                      58 – 60 º C

 

wieprzowina                 65 – 66 º C
drób                               65 – 71 º C

 

warzywa                        80 – 85 º C

Muszę dodać, że ryba pomimo godzinnego przebywania w kąpieli o temperaturze 60 stopni, nie zmieniła w ogóle swojej struktury.  Metodę tę wykorzystuje się w tzw kuchni molekularnej, co do której, do dziś miałam mieszane uczucia, ale rybka mnie przekonała.



sobota, 14 kwietnia 2012
 

Pogoda mnie z lekka przytłoczyła. Szaro, buro i mgielnie. Ogród zatrzymał się w rozwoju. Właściwie nie ma o czym pisać, żadnych pozytywów, tylko stagnacja. A właściwie nie, Oleńka kochana nawiedziła mnie w mieście i dwa dni spędziłam na rozmowach i wspominkach.  A w ogrodzie wiejskim, cóż okazało się, że migdałka zdominował podkład w postaci ałyczy (tak sądzę, że to ona), co mi nie przeszkadza, bo ałyczę lubię i szanuję za jej siłę przetrwania i tumiwisizm wobec naszego klimatu.

 

O czym świadczy kwitnący żywopłot. Na wyniesionym w końcu, ale nie przepolerowanym i polakierowanym, stole postawiłam koszmarnego jeża,

 

który jednak w jakiś sposób go oświetla. Zastanawiam się jak go odkiczować, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Najbardziej radosna jest moja kochana wisienka miniaturowa, która wbrew chmurkom i deszczom kwitnie jak szalona.

 

A niezłomna hortensja pnąca, pnie się po pniach niezłomnie. 

 

A w ogóle to niedługo zakwitną kasztany.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Najmłodszy członek rodziny Ignacy radosne zamieszanie do domu wnosi, które ani trochę przeszkadzające nie jest.

 

Dom żyje i oddycha wtedy, tak jak powinien.  Goście niestety już  pojechali, cisza w domu nastała. Cisza, co to  aż w uszach dzwoni. Smutno się zrobiło. To taki moment w trakcie świąt, kiedy robi się pusto i jakaś tak nieokreślona tęsknota zostaje.  

Z nowości donoszę, że myszy sobie uwiły w domu naszym gniazdo i Ziuta twardo na nie poluje po nocach, a w chwilach odpoczynku wdrapuje się na krzesełko Ignasia i smacznie chrapie,

 

albo okolicę obserwuje. Z myszami kłopot, nie wiadomo jak je z domu wyeksmitować. Psów za dużo się kręci, to trutki nie można wysypać. Ptaki śmiecą ziarkami, więc myszowate mają smaczne kąski na bieżąco. Właśnie za klatką to gniazdo uwiły. W ścianę się wgryzły za tapetą. Może macie jakieś sposoby na wykurzenie? Ale bezpieczny dla innych zwierząt musi być.

niedziela, 08 kwietnia 2012
piątek, 06 kwietnia 2012

No to mazurki som (ten z lewej darowany)

i śledzie w winie czerwonym i w buraczkach,

chociaż w buraczkach to powinna być kaczka, Ale na bezrybiu i śledź kaczka!

czwartek, 05 kwietnia 2012
wtorek, 03 kwietnia 2012
p
21:45, emka1216
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Pięknie dzisiaj było rano, kiedy jechałam ze wsi do miasta. W przerwie po deszczu i przed deszczem słońce i chmury malowały obrazy.

 
piątek, 30 marca 2012
 

Dzisiaj dokonałam ciekawego zakupu. Stanęłam przed kwiaciarnią i zachwyciłam się pomarańczowymi słoneczkami, a jak Pani dodatkowo mi oznajmiła, że ta roślinka zimuje u nas, natychmiast zakupiłam wszystkie dwa egzemplarze, które były dostępne. W domu dopadłam babci Google i okazało się, że straszliwa  nazwa roślinki– Ornitogalum, tłumaczy się na polski jako po prostu śniedek, albo śniadek.

 

Ta nazwa jest jednak mało znana i kwiat ma wiele nazw regionalnych np. śpioszek bo zamyka kwiaty w pochmurne dni. Mój śniedek to Ornitogalum dubium - śniedek wątpliwy. Nie znalazłam informacji  dlaczego wątpliwy, może dlatego, że większość śniedków ma kolor biały. Ma podobno małe wymagania. Najlepiej czuje się miejscach słonecznych, ale nie gardzi też innymi.  Rozmnaża się z cebulek. Kwitnie od kwietnia do końca maja. Jest piękny i radosny!

 

Jednego posadziłam w mieście, dla drugiego jutro znajdę miejsce na wsi.



18:15, emka1216 , ogród
Link Komentarze (15) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21