Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?
poniedziałek, 09 stycznia 2012
 

Cokolwiek napiszę na ten temat, na pewno nie będzie odkrywcze. Mamy nową porę roku jesiosnę.

 
21:29, emka1216 , ogród
Link Komentarze (19) »
sobota, 07 stycznia 2012

Ksiądz romawia z małą komunistką tegoroczną.

-Wiesz, że w piątek będzie święto? To święto Trzech Króli.

- Wiem.

- A wiesz może jak mieli trzej królowie na imię?

- WIEM!!!! LECH, CZECH i RUS!!!

Ksiądz zamarł...

Autentyk. Tak na skutek wiedzy zdobytej na lekcjach historii, odpowiedziała księdzu córka mojego kolegi. To dla ducha. Dla ciała zapraszama karpika w śmietanie.

 
10:55, emka1216
Link Komentarze (6) »
piątek, 06 stycznia 2012
 

Od nowego roku tyle się oczekuje, a potem ... Czasami faktycznie sprawcza moc życzeń działa, częściej jednak  od nowego roku tyle się oczekuje, a potem ... Czasami faktycznie sprawcza moc życzeń działa, częściej jednak z uwagi na nasz sceptycyzm, życzenia nie spełniają się. A dla mnie to również oznaka upływu lat. Niedługo po przełomie roku obchodzę urodziny, które przypominają mi o moim wieku, w który zresztą nie wierzę. A tak w ogóle to niemowlaki powoli wkraczają w wiek chłopięcy - Igo i dziewczęcy - Kaja, która dostała nowe szeleczki.

 

Ignacemu poszły ząbki,

 

dwa siekacze - gryzie wszystko co napotka na swojej drodze i jada już "dorosłe obiady". Zamiast podejmować próby raczkowania, od razu zamierza chodzić. Energia go rozpiera i ciągle trzeba śledzić jego poczynania. Czas płynie i obyśmy nie żałowali, że jakąś jego cząstkę gdzieś zgubiliśmy, a przecież nie da się wrócić i przeżyć jej jeszcze raz.  Życzę sobie i Wam, żebyśmy nie mieli powodów do  zawracania kijem Wisły, bo to i tak się nie uda. A w ogóle to wiatr zrywa mi ciągle łączność i jak zamieszczę tę notkę to będzie prawdziwe święto.

wtorek, 03 stycznia 2012
 

Zwykle nasze zwierzęta wybierają sobie specjalne dni porodów. Jeżeli sobie przypominacie, do tej pory narodziny następowały w czasie świąt.  I tym razem, traktuję to jako dobrą wróżbę, nasza świnia wydała na świat dziesięć prosiąt 01 stycznia!!! W pierwszych minutach życia  prosiaczki były trochę nieporadne,

 

ale bardzo ruchliwe.

 

Po niespełna pół godzinie latały z werwą pod lampą (w tym czasie ich mama wydawała na świat rodzeństwo) i podgryzały się ile wlezie.

 

Ostatecznie po urodzeniu się ostatniego i łożyska, można było otworzyć maluchom drogę do mamy, ale ... zignorowały ją na początku! jeden tylko spryciarz, czując chyba, że jest to wyjątkowa chwila, kiedy ma możliwość przyssać się na raz do wszystkich sutków, bez walki, biegał wokół mamy zachwycony ilością kraników.

 

Niezbyt długo cieszył się posiadanym bogactwem sam, ale co sobie użył, tego mu nikt nie odbierze.  A podglądaczkami tego cudu natury byłyśmy razem z Ania Felixianą, z którą dzielnie sekundowałyśmy położnicy okrzykami: "przyj blondyna".  

niedziela, 01 stycznia 2012
 

Z nadejściem nowego roku pojawił się w naszym domu nowy lokator, a właściwie lokatorka. Ela, przyjaciółka domu, przywlokła nam prezent noworoczny, a że zjawiła się u nas 31 grudnia, psina dostała na imię Kaja, bo to Kai dzień imienin jest. Poza tym dziewczyny  Marta,  Kasia, Renata i Ania zrobiły mi niespodziankę w postaci drzewka pieniężnego, narzędzi roboczo-ogrodowych i ODY, własnoręcznie napisanej!!!

 

Nikt do mnie jeszcze ody nie napisał, więc  dumna jestem i sztywna, a drzewko pieniężne będzie pilnowało dostatku domowego. Dziękuję.

sobota, 31 grudnia 2011
środa, 28 grudnia 2011
 

22 grudnia spadł śnieg. Świat się zrobił taki piękny, że w nocy wyleciałam fotki zrobić, bo nie byłam pewna, czy aby do rana piękność ta nie zniknie. Przy okazji próbowałam zdjąć ośnieżoną hortensję drzewiastą. Zdjęcie jest poruszone, ale umieszczę je dla zobrazowania jak moja brama wtedy wyglądała, porządnie prosta i użyteczna.

 

Rano, kiedy zobaczyłam ją przez okno, byłam przekonana, że w nocy próbowano się włamać do domu, ale badanie organoleptyczne wykazało, że jakiś palant, nie dostosował szybkości do warunków,   wpadł w poślizg, rozwalił moją bramę, kawałek słupka i oskalpował pień złotokapu.

 

Miałam duże problemy z wyjechaniem z garażu. Ziemianin ze wsi przywiózł wielki młot, tymczasowo naprostował bramę, która wypadła z zawiasów i na jednym się chyboce, a zamykam ją na łańcuch i kłódkę. Fachowcy od naprawy  już kolejny dzień odwlekają przyjazd, a ja codziennie dźwigam kupę złomu, żeby móc wyjechać samochodem w świat. Palant nawet nie zostawił karteczki z przeprosinami (poślizg każdemu może się zdarzyć). Może dowiem się kto to był, bowiem puściłam wici po osiedlu.  Mam jednak małą satysfakcję, naprawa jego samochodu będzie kosztowała o wiele więcej, niż naprawa bramy. Wiem to, bowiem z niejakim zadowoleniem i mściwym uśmiechem na słodkich usteczkach,  zbierałam z podjazdu resztki jego samochodu, w tym łożyska. A swoją drogą, śnieg leżał na tyle  krótko, że nawet róże zimowe (to taki nowy gatunek!),  nie zamarzły.

 
piątek, 23 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011

Dzisiaj było wietrznie,

 

szaro i ołowianie,

 

jednak mimo wszystko, na miedzy, zaświecił promyczek na lepsze.

 

I oby, bo zapowiedzi jeszcze silniejszych wichur, nie nastrajają optymistycznie.

A mnie zię zdaje, że za pięć dni zcznie się kalendarzowa zima,...

 
środa, 14 grudnia 2011

Znowu dzisiaj pojeździłam po świecie. Niedalekim, ale zawsze większy on jest niż ten najbliższy. Zawsze się gdzieś spieszę, nie biorę więc codziennie ze sobą aparatu, bo wiem, że i tak go nie użyję. Dzisiaj miałam mieszane uczucia. Jechałam sobie samochodem i nie mogłam się oprzeć ciągłemu spoglądaniu na horyzont po mojej lewej stronie. Lekko poszarpane, gołębie szarości nieba i jasno  brzoskwiniowy kolor prześwitującego słońca, padającego na zamglony drugi plan, były tak malarsko piękne, że najchętniej zatrzymałabym się i gapiła do oporu , a potem wyciągnęła pstrykawkę i zdjęła widoczek. Po pierwsze i zasadnicze, nie miałam ze sobą aparatu, po drugie i najważniejsze, nie miałam czasu, żeby zatrzymać się choć na moment. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Raczej to drugie, albo oba na raz. Kiedy człowiek nie ma czasu dla siebie, oznacza to, że przegina i należy pociągnąć za wodze i zatrzymać czas. Od lat nucę A.M. Jopek „niech ktoś zatrzyma wreszcie czas, ja …). W załączeniu wykonanie Jopek ze Stańką. Świetne.  I co? I nic. Ciągle tak samo albo i gorzej.  Ten rok naznaczył mnie pośpiechem, brakiem czasu i brakiem wypoczynku. Mam nadzieję na poprawę tych okoliczności w kolejny 2012 roku.  A tak w ogóle to, jak Wam kiedyś  wpominałam,  przy okazji tematu kominkowego, Ziemianin zrobił mi zamknięcie do kominka, który ma zepsuty szyber, co by nie wiało. Oczywiście uczynił zamknięcie ze starej płyty pilśniowej, bo po co ma być ładnie?. Wczorajszy wieczór spędziłam więc na wycinankach serwetkowych i oto efekt.

 

Może nie taki jak chciałam, z lekka ludowy,  ale na pewno lepiej tak niż z obdrapaną pilśniową dechą.

niedziela, 11 grudnia 2011
czwartek, 08 grudnia 2011

Dzisiaj był mój babciny debiut. Nie miałam do tej pory odwagi zostać sama z Ignacym. Młoda jednak postawiła mnie przed faktem dokonanym i dobrze się stało. Było fajnie, spokojnie  i tak jak być powinno. Posłuchalismy dobrego jazz'u, porwaliśmy kilka kartek, kilka papierków zostało nadjedzonych, walczylismy z czkawką itp. Po obsikaniu babci podczas przewijania, Igo grzecznie usnął z butelką w objęciach. 

 

 A ja w tym czasie próbowałam fotografować pierwsze sikory, które przyleciały do karmnika, w którym wysypałam pierwszy zimowy pokarm. Ruchliwe były, a niestety miałam mało czasu,  zdjęcie więc średnio udane.

 

Paskudy są tak nażarte, że z mieszanki wydłubały wszystkie smakołyki i zostawiły jeno przaśne ziarka. Dobrej nocy życzę.

poniedziałek, 05 grudnia 2011

Na wspomnienia mnie dzisiaj wzięło. Chwyciłam do ręki niechcący album ze zdjęciami, do których czuję niejaką miętę, a ten otworzył się na fotkach mojego pierwszego psa. Od dziecka chciałam mieć psa. Jakoś nigdy się nie składało. Aż tu nagle, to był luty 1982r., byłam wtedy w sanatorium w Busku, przez telefon rodzice oznajmili mi, że mamy psa. A trzeba Wam wiedzieć, że telefonowanie wtedy nie było proste. W czasie wyjazdów umawiałam się z rodzicami, że o tej i o tej godzinie zamówię rozmowę, albo zamówią oni i będziemy oczekiwać na połączenie. Czasami trwało to piętnaście minut, czasami o wiele wiele dłużej. czas rozmowy był również ograniczony (kolejka!!!), wiadomości więc przekazywało sie w sposób ekspresowy. Ludzie wtedy umieli zawrzeć dużo treści w niewielu słowach. Tak więc otrzymałam wiadomość, że mam psa. Ale szczegółów mogłam się dowiedzieć dopiero po dwóch tygodniach, t.j. po powrocie do domu. Misiek nie był szczeniakiem, miał trochę ponad rok. Rodzina, u której był od maleńkości, nie opiekowała się nim, latał więc na mrozie i z dużą doza dystansu oraz godności osobistej przyjmował pomoc od dobrych ludzi, w tym od mojej mamy, która zawsze była przeciwna zwierzętom w domu, szczególnie w bloku. Po kilku wizytach Miśka, zaakceptowała go i zaadoptowała, uprzednio prosząc o zgodę właścicieli, którzy skwapliwie ją wyrazili. Przygarnęła więc chorą wycieraczkę, która od tamtej pory, przez kilkanaście lat zakłaczała nasze mieszkanie, a potem dom.

 

Ale wyjątkowość cech jego charakteru, spolegliwość i przyjaźń do całego świata, wynagradzała kłaki. Misiek ze stoickim spokojem znosił pospacerowe wkładanie go do wanny i płukanie "apek". Kąpiele, po których suszył się na drzwiach piekarnika itp. Przed domem, w którym aktualnie mieszkam, był plac budowy. Misiek siadywał tam na samym środku, który to środek po jakimś czasie stał się centralnym punktem skrzyżowania osiedlowego. Wszyscy mieszkańcy go znali i kiedy dojeżdżali do skrzyżowania, zwalniali, bo wiedzieli, że wiekowe już psisko może wylegiwać się w swoim stałym miejscu. Niestety na osiedle zaczęli napływać nowi mieszkańcy, którzy nie znali jego zwyczajów. Biedaka, już w leciech, potracił jakiś samochód i starości późnej dożył z nie do końca sprawnymi nogami. Ta niesprawność spowodowała jego niestety wcześniejsze odejście. Z wiekiem nogi odmawiały mu coraz bardziej posłuszeństwa i w pewnym momencie przestał chodzić. Przez ostatnie lata życia nie miał zębów. Nie potrafił gryźć i w dziąsłach porobiły mu się kieszonki, w których gromadziło się pożywienie. Trzeba mu było zębiska wyrwać. Zostawiłam mu jednego zęba, żeby nie czuł się pokrzywdzony i bilety mógł dziurkować. Brak zębów nie przeszkadzał mu cieszyć się życiem. Dożył sędziwego wieku piętnastu lub szesnastu lat.

sobota, 03 grudnia 2011
 

Miedza, jako taka,  jest w naszej kulturze pisanej szeroko znana i opisana. Zastannawiam się czy nie zacząć specjalizacji miedzowej w fotografi. Wyjątkowo malownicze są.

 
środa, 30 listopada 2011
 

Dzisiaj, po długim oczekiwaniu na tę WIEKOPOMNĄ CHWILĘ, kominek działa!. Dlaczego tak długo czekałam? Otóz ułamał się pręt od szybra i Ziemianin próbował go naprawić. Nie udało się, ale uchylił mi szyber na stałe, przy czym zrobił ustrojstwo do zamykania wlotu kominkowego. Myslelismy, że sie uda, jednak czeka nas niestety rozbiórka kominka, bo inaczej ytego naprawić się nie da. Dzieki jednak ustrojstwu, nie wywiewa mi ciepła z domu, a dzięki uchyleniu szybra, żywy ogień zagościł w pokoju, a brykiety pufają dymem!

 
wtorek, 29 listopada 2011

Dzisiaj zakwitły w ogrodzie:

 

i w domu:

 
niedziela, 27 listopada 2011

No i po przydługim chorowaniu, w mieście, wylądowałam w moim wiejskim domu. Ciekawe, jak bardzo oba moje domy - ten miejski i ten wiejski się różnią. W mieście, kiedy przychodzą do mnie goście zaskoczeni są sterylną atmosferą mieszkania. Wszystkie naczynia, gary i ingrediencje kulinarne są grzecznie pochowane.  Na wsi jest dom jest ... wiejski. Prawie wszystko na widoku i w zasięgu ręki. Kocham nasz kuchenny piec, który po uruchomieniu serowarni,  znowu zaczął spełniać funkcje kaloryfera kuchennego i kuchenki.

 

Nie przeszkadzają mi rzędy patelni uwieszonych nad piecem, ani półki pełne słoiczków z przyprawami. Lubię pokoje obwieszone obrazami, roczniki czasopism na półkach (,nie przeszkadzają mi, ale zlikwiduję bo za dużo się tego zrobiło), po których pałętają się zwierzęta, a widok kota siedzącego na oparciu fotela wycisza moje emocje. 

 

W mieście unikam "kurzołapek", na wsi jestem gadżeciara i "kurzołapek" mam nadmiar. Cóż cierpię na tym ja ... przy sprzątaniu. Ale nie boli to za mocno.

Szkoda, że rekonwalescencja się kończy i muszę ruszać do miasta, a jutro do pracy...

czwartek, 24 listopada 2011

Bardzo wszystkim jeszcze raz dziękuję za porady, z których skorzystam. Zainspirowana Waszymi zaleceniami, przypomniałam sobie, że kiedyś kupiłam super ziólko, właśnie na kłopoty oskrzelowe i płucne. Wyciągnęłam i okazało się, że działa genialnie. Wycisza, łagodzi, powoduje odksztuszanie. Oprócz naparu zrobiłam sobie inhalacje. Też swietne.  Tak więc zanim skorzystam z Waszych porad dotyczących odporności, leczę się miodunką plamistą, którą polecam każdemu. To nie jest oryginalne opakowanie,  dlatego zmgliłam zdjęcie.

 

Miodunka plamista, inaczej zwana zielem płucnym, jest rośliną wieloletnią osiągającą wysokość do 30cm. Ma szerokie, owalnepodstawowe liście, mniejsze liście górne są nakrapiane białymi kropkami. kwiaty tego zioła, zebrane w grona, są koloru różowo-purpurowego. Średniowieczne źródła utrzymywały, że wygląd zioła (liście przypominają tkankę płucną) wskazywał na chorobę, którą leczył. Dlatego też była onastosowana z pozytywnym skutkiem w leczeniu problemów związanych z płucami. Herbatki sporządzane z tego zioła były dobrodziejstwem w przypadkach chronicznych zapaleń oskrzeli. Surowcem leczniczym są liście. Dzięki wysokiej zawartości kleju roślinnego (śluzu), miodunka,  jest szczególnie pożytecznym ziołem w leczeniu chorób płucnych, a w szczególności jest efektywnym środkiem w przypadkach chronicznego zapalenia oskrzeli. Łączy się ją dobrze z innymi ziołami, np. z podbiałem na chroniczny kaszel, między innymi też na koklusz, oraz może być równie dobrze stosowana przy astmie. Może być również używana jako sposób na chore gardło, jak i na przekrwienia (zastój krwi). W przeszłości miodunka plamista była stosowana na kaszel z krwią powstałą z infekcji guzkowatych. Jej liście, dzięki ściągającym właściwościom, znalazły zastosowanie zewnętrzne przy tamowaniu krwawień. Miodunka plamista pochodzi z Europy i obszarów Kaukazu. Zioło to rośnie na górskich pastwiskach i na podmokłych terenach. Liście miodunki plamistej są zbierane późną wiosną. w Polsce to roślina rzadka, występuje na Pomorzu i w zachodniej Polsce. Zawiera flawonoidy, garbniki, kleje roślinne, saponiny oraz witaminę c. w przeciwieństwie do swoich kuzynów z rodziny ogórecznika, miodunka plamista nie zawiera alkaloidów. Przy chorobie układu oddechowego zaleca się picie naparu - zalać 1 - 2 łyżeczki suszonego zioła gotującą wodą i zostawić na 10-15 minut do zaparzenia, pić napar trzy razy dziennie; ewentualnie nalewki - można brać 1 - 4ml nalewki trzy razy dziennie. (źródło: zielnik.herbs2000.com).

Przypomniałam sobie, że chyba tę roślinkę posiadam również w ogrodzie i jest ona bardzo żywotna i dekoracyjna. Niestety nie znalazłam zdjęcia. Polecam więc link:

 http://www.stockfood.pl/results.asp?txtkeys=Miodunka%20plamista



 

 

16:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (10) »
wtorek, 22 listopada 2011

Znowu jestem chora. Tym razem oskrzela. leżę plackiem w łóżku i wstaję tylko po to żeby zrobić sobie coś do picia lub jedzenia. Zaraz pora na kolejną dawkę antybiotyku. Muszę obmyślić sposób na wzmocnienie odporności. A może ktoś z Was zna takowy?

niedziela, 20 listopada 2011
 

Nastawiwszy w końcu jarzębinę na nalewkę. Jak Pan Hieronim Błażejak, mistrz nalewkarski zaordynował, zamrażałam i rozmrażałam jej owoce kilkakrotnie, co by gorycz z nich wygonić. W jednym słoiczku z mieszałam jarzębinę i rajskie jabłuszka.

 

W drugim jarzębinę, rajskie jabłuszka i aronię. No i w trzech samą jarzębinę. Na razie owoce dostały miodu i sok puszczają, za dwa dni zostaną zalane spirytusem i pozostanie tylko ... wielomiesięczne czekanie. Cóż do cierpliwych świat należy.

czwartek, 17 listopada 2011

A to ptaszydło, najpierw siedziało daleko.

 

Pozwoliło mi zmienić obiektyw i zbliżyło się na przyzwoitą odległość.

 

Czartowe Pole nauczyło tę sójkę ufności.

 
poniedziałek, 14 listopada 2011
No to pobywaliśmy w świecie szerokim trochę z Ziemianinem...
wtorek, 08 listopada 2011

Jestem dumna i sztywna. Zaprojektowałam dla Ziemianina stronę internetową! Mało tego zarejestrowałam domenę i umieściłam stronę na serwerze! Będę skromna, stało się tak dzięki wydatnej pomocy Pana od pomocy technicznej - wielkie dzięki Prosze Pana za pomoc i cierpliwość. Strona nie jest jeszcze w pełni skonczona, ale już funkcjonuje! Zapraszam: www.serygradzkie.pl .

wtorek, 01 listopada 2011
Dzisiejszy dzień jest pierwszym, w czasie którego wychynęłam na moment z domu...
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21