Bo jestem dobra na serce Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu stanowią własność intelektualną jego właścicielki i podlegają ochronie prawnej. Ich kopiowanie i powielanie wymaga zgody autorki.
Kto mnie ogląda? " "
A może by gdzieś osiąść na stałe?

ogród

czwartek, 04 lipca 2013

Czerwiec naznaczył ogród obfitością kolorów, kształtów i zapachów.

Bez komentarza :)

07:57, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
niedziela, 23 czerwca 2013

No i skończyło się dobre. Jutro do pracy dalej ciągnąć codzienny wózek. Wczoraj gościliśmy w sąsiedniej wsi, na zaproszenie Pani Janiny hrabiny Tyszkiewicz-Łąckiej. Jak co roku zaprosiła, jak to ona mawia "mieszkańców swojej wsi i okoliczne ziemiaństwo" na swoje imieniny, których kulminacyjnym momentem jest puszczanie wianków na jezioro, nad którym położony jest jej dwór. To zdjęcie zrobiłam z brzegu jeziora.

 A na dziedzińcu przednim trwały hulanki i swawole.

Dzisiaj leniłam się nieprzyzwoicie. Energii starczyło mi na podlanie ogrodu i pstryknięcie kilku fotek. Ogród jest przepełniony zielenią. Obfitość i bogactwo  roślin są niesamowite.

 Zaczęły kwitnąć róże, a lilie szykują się do inwazji.

Zaborcze hortensje przyduszają sąsiadów.

 

Moje kąciki nabierają coraz wyraźniejszego charakteru. Szkoda tylko, że muszę się spryskiwać paskudną chemią przed wyjściem. Plaga komarów w tym roku przeraża.  Jednak ogród wynagradza mi tę niedogodność z nawiązką. Szczególnie lubię chwilę ciszy wieczornej, tuż przed zachodem słońca. Za tymi fragmentami rzeczywistości nierzeczywistej  tęsknię całą zimę. I to by było na tyle w telegraficznym skrócie.

23:08, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
niedziela, 03 marca 2013

Dwa ostatnie szare miesiące przyprawiały mnie o nastrój nieprzystający do kontaktów międzyludzkich i blogowania. Po raz pierwszy w życiu tak dotkliwie odczułam brak słońca. Ale też zima tego roku była szaro-bura. Wczoraj, kiedy po raz pierwszy pokazało się prawdziwe pełne słońce, powędrowałam do ogrodu. Okazało się, że mimo niskiego pułapu chmur i braku dostatecznej ilości światła, natura już nie śpi. Pchają się ząbki  zielone do góry i podnoszą bunt przeciwko zimowemu marazmowi. Wystarczył jeden słoneczny dzień, aby w jego trakcie zaczęły pękać pąki z młodymi listkami.

Okazało się też, że wbrew pozorom są to ostatnie dni, na cięcia, soki zaczynają już krążyć.

Przycięłam więc winogrona, kiwi, kilka krzaków i drzewek. Było mi dobrze! Większość moich ziółek, normalnie zimujących na południu Europy, dzięki pierzynce śniegowej przeżyła zimę i już teraz mogę korzystać z ich świeżości. Nawet siedmiolatka - cebulka pokazała swoją  zieloną czuprynkę :)

Dzisiaj dzięki zastrzykowi dobrego nastroju, czuję miłe zmęczenie mięśni i wewnętrzny spokój.

12:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (21) »
środa, 17 października 2012

Lubię. Bo i jest za co lubić. Nie nadążam ze sprzątaniem, trawa jest więc naznaczona kolorowymi  plamami. Funkie przygotowując się do zimowego spoczynku stroją się brązy i żółcie.

Spod opadłych liści czerwienią się owoce niezerwanych konwalii,

a dalie zaskakują swoją żywotnością i kształtami i radośnie kontrastują z kolorami jesieni.

Ostatnie maliny czerwienią się na krzakach, a chłód poranny  powoduje ich słodycz.

I lubię też, pomimo barbarzyńskiej pory,  poniedziałkowe, skoroświtowe, zamglone powroty ze wsi do miasta,

kiedy to zamiast skupić się na prowadzeniu pojazdu, oglądam się za siebie i chłonę poranne mgły wybarwione wschodzącym słońcem.

09:26, emka1216 , ogród
Link Komentarze (9) »
sobota, 13 października 2012

Obfotografowałam nieznajomego. Stawiam na zmutowany czosnek olbrzymi. Zmutowany bo mu się pory roku pomyliły.

Na tym zdjęciu trudno jest znaleźć mojego nieznanego gościa w ogólnym bałaganie, wskazuję więc, że to ten wysoki badyl.

Taka poglądówka jest potrzebna dla zobrazowania wysokości.

21:13, emka1216 , ogród
Link Komentarze (12) »
niedziela, 07 października 2012

Jesień wcale nie oznacza, że kwiaty przestają kwitnąć a kolory znikają z ogrodu.  Jest początek października, a ogród jaki był kolorowy, taki nadal jest. Może nie posiada letniej intensywności, ale nadal cieszy oczy wielobarwnymi plamami. Nasturcje kwitną i wcale dobrze się mają. Również do pierwszych przymrozków będą kwitły dalie, które zawiązują wciąż nowe pąki.

Marcinki i kosmosy tworzą plątaninę zieleni i kolorów,

a róże, jak to róże kwitną i kwitną, i kwitną ...

Hortensje przebarwiają płatki i szykują się do głównej roli w zimowych suchych bukietach.

A w ogóle to na środku klombu zakwitł mi wysoki kwiat, którego nazwy nie znam, choć jestem pewna, że własnymi ręcami....

Może ktoś z Was pomoże mi go rozszyfrować?

Nawłocie - polskie mimozy,

żółcą w moim ogrodzie płoty i choć wiem, że będę z ich ekspansywnością walczyć na wiosnę, nie usunę ich.  Za bardzo lubię je jesienią.

17:23, emka1216 , ogród
Link Komentarze (28) »
niedziela, 27 maja 2012

Maj jest modelowy, ciepły i pełen zapachów wiosny. Zaczęły kwitnąć akacje - robinie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz kwitły tak obficie.  Aleja dojazdowa do gospodarstwa wygląda bajkowo.

A zapach!!! Po prostu bajka. Będzie miodek akacjowy. Jako osoba bliska, mam nadzieję ;), Szczęścia Mojego, uszczknę nieco z jego miodowych zbiorów. Bzyki latają majowe jeszcze.

Nie liczę oczywiście pszczół i trzmieli. Motyle zaczynają dopiero harce.  Okolice stołu ogrodowego wypsikane zostały bagoselem, populacja więc komarów zmniejszyła się radykalnie i wieczory można spędzać na powietrzu. A wieczory są wyjątkowo ciepłe. I oby tak dalej!!!

13:10, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
środa, 23 maja 2012

Ano nic. Po raz kolejny złapała mnie infekcja. Żar się z nieba leje, ja się pocę, kaszlę, smarkam  i  czuję się paskudnie w tym wszystkim. Ale nowe jest. Robi się piwoniowo

i jaśminowo.

Miłego dnia życzę. 

08:00, emka1216 , ogród
Link Komentarze (9) »
czwartek, 10 maja 2012

No i tak jak napisałam, skończyła się laba i wróciłam do pracy. Zwijam się jak w ukropie, staram się nadrobić zaległości kilkudniowe i tak sobie myślę, że mnie się nie chce. Nie chce mi się zwijać i rozwijać i gonić. Przystanęłabym już i zakwitła jak te glicynie, co to po raz pierwszy od posadzenia, a zapewniam Was, że posadzone zostały bardzo dużo lat temu, zakwitły. 

Czyli starość to może być również radość i kwitnienie, a nie tylko przekwitanie. A swoją droga mój tato bardzo by się cieszył. Czekał na ich kwitnienie. Nie doczekał się ...  Dokonane przez niego nasadzenia wydają efekty. W ogrodzie robi się kolorowo - dywanowo.

I zakwitły czosnki!

Tato lubił obserwować jak pszczoły upijały się nektarem czosnkowym. Podobno reagowały na niego jak na wysokoprocentowy alkohol. Napijały się, padały pod czosnek a po jakimś czasie wybudzały i dalej zaczynały ucztę od nowa! Czosnoholiczki!!!! Miłego łykendu życzę!

22:21, emka1216 , ogród
Link Komentarze (16) »
środa, 02 maja 2012

Ogród zaczyna przypominać róg obfitości kwietnej. Na potęgę kwitną drzewa i krzewy. Zawsze rozczulają mnie delikatne kwiaty aronii.

Kolory mienią się w oczach i nie wiadomo na który zakątek najpierw patrzeć.

O zachodzie słońca kolory przytłaczają nie tylko intensywnością, ale i ilością wewnętrznego światła. Filmowcy te kilka minut przy wschodzie i zachodzie  słońca określają przymiotnikiem angielskim "magic".   I moment ten jest magiczny.

Niestety oprócz obfitości doznań estetycznych ogród zdominowała obfitość komarów. Zmykałam do domu kurcgalopkiem uciekając przed czarną chmurą bzyczących owadów. Posiadaliśmy kiedyś specjalny środek do powierzchni parkowych, którym pryskaliśmy okolice życiowej aktywności ogrodowej. Niestety skończył się a możliwość nabycia objawi się dopiero w piątek. Cała przyjemność ciepełka majowego ucieka wraz z brakiem możliwości zakupienia środków ochronnych z powodu święto. Chyba podejmę jutro próby nabycia jakiejś trucizny na stacji benzynowej. mam nadzieję skuteczną. 

Ostatnie zdjęcie zostało wykonane przez szybę na werandzie.

20:59, emka1216 , ogród
Link Komentarze (18) »
piątek, 30 marca 2012
 

Dzisiaj dokonałam ciekawego zakupu. Stanęłam przed kwiaciarnią i zachwyciłam się pomarańczowymi słoneczkami, a jak Pani dodatkowo mi oznajmiła, że ta roślinka zimuje u nas, natychmiast zakupiłam wszystkie dwa egzemplarze, które były dostępne. W domu dopadłam babci Google i okazało się, że straszliwa  nazwa roślinki– Ornitogalum, tłumaczy się na polski jako po prostu śniedek, albo śniadek.

 

Ta nazwa jest jednak mało znana i kwiat ma wiele nazw regionalnych np. śpioszek bo zamyka kwiaty w pochmurne dni. Mój śniedek to Ornitogalum dubium - śniedek wątpliwy. Nie znalazłam informacji  dlaczego wątpliwy, może dlatego, że większość śniedków ma kolor biały. Ma podobno małe wymagania. Najlepiej czuje się miejscach słonecznych, ale nie gardzi też innymi.  Rozmnaża się z cebulek. Kwitnie od kwietnia do końca maja. Jest piękny i radosny!

 

Jednego posadziłam w mieście, dla drugiego jutro znajdę miejsce na wsi.



18:15, emka1216 , ogród
Link Komentarze (15) »
wtorek, 27 marca 2012
 

Oczywiście wiosny, jakżeby inaczej.  W miejskim ogrodzie pokazały się pierwsze hiacynty,

 

no i na wierzbie zakwitły rozczulające kotki.

A ptaki sejmikują ciesząc się ciepłem.

 
21:47, emka1216 , ogród
Link Komentarze (10) »
niedziela, 25 marca 2012
 

Wiosennie już na 1000%. Pogrzebałam dzisiaj w ogródku i na moich oczach wiosna w towarzystwie  słońca cudów dokonywali. Gałązki rano jeszcze gołe, wieczorem ustrojone już były w korale zielonych listeczków, a zamknięte pąki pierwszych kwiatów otwierały oczka i śmiało, coraz śmielej oglądały świat. Niestety w związku z zawirowaniami zdrowotnymi trwającymi od wczesnej jesieni, nie posprzątałam ogrodu wtedy i czeka mnie teraz niezła harówka, żeby doprowadzić go do stanu  używalności. Faktycznie dopiero wygrzanie na afrykańskim słoneczku, pomogło mi odzyskać siły. Szkoda tylko, że kuracja to dosyć kosztowna.  Dzisiaj udało mi się zgarnąć na kupy pozostałości zimy, posiać kilka warzywek

 

i ponapawać wiosenką. Piwonie już pokazały czerwone główki,

 

litwor arcydzięgiel pokazuje się w całej okazałości.

 

Nawiasem mówiąc, myślałam, że jest bardziej wrażliwy, ale on ma żelazne zdrowie. Efekty, mając na uwadze jesienne zaniedbanie widać od razu. Jedyny kłopot to ten, że coś się stało z zaworem od wody i nie mogłam od razu podlać moich nasadzeń i zasiewów. Mam nadzieję, że Szczęście Moje, będzie o podlaniu i podlewaniu pamiętać, kiedy pojadę do miasta.

Radosny i spokojny dzień.  Oby jak najwięcej takich.

20:01, emka1216 , ogród
Link Komentarze (14) »
 

Zabrałyśmy się z Elą za porządki ogrodowe.

 

Wiosna wybuchła tak nagle i,  pomimo  ewidentnej daty nadejścia, niespodziewanie. Na razie wygląda to z lekka jak pobojowisko, ale mam nadzieję, że za ..................... nie wiem ile i nie znam jednostki czasu, zacznie wyglądać lepiej. A tam poniżej, za kamyszkami, pod bzem, jak co roku,  to będzie pole funkii.

 

Bardzo lubię te kwiatki.

 

Nie pamiętam nazwy, bo bym dokupiła. Zaczęły kwitnienie już na początku stycznia (anomalia) i nawet przymrozki nie dały im rady. No, trochę listki nadwyrężyły.

11:36, emka1216 , ogród
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
 

Cokolwiek napiszę na ten temat, na pewno nie będzie odkrywcze. Mamy nową porę roku jesiosnę.

 
21:29, emka1216 , ogród
Link Komentarze (19) »
niedziela, 11 grudnia 2011
czwartek, 24 listopada 2011

Bardzo wszystkim jeszcze raz dziękuję za porady, z których skorzystam. Zainspirowana Waszymi zaleceniami, przypomniałam sobie, że kiedyś kupiłam super ziólko, właśnie na kłopoty oskrzelowe i płucne. Wyciągnęłam i okazało się, że działa genialnie. Wycisza, łagodzi, powoduje odksztuszanie. Oprócz naparu zrobiłam sobie inhalacje. Też swietne.  Tak więc zanim skorzystam z Waszych porad dotyczących odporności, leczę się miodunką plamistą, którą polecam każdemu. To nie jest oryginalne opakowanie,  dlatego zmgliłam zdjęcie.

 

Miodunka plamista, inaczej zwana zielem płucnym, jest rośliną wieloletnią osiągającą wysokość do 30cm. Ma szerokie, owalnepodstawowe liście, mniejsze liście górne są nakrapiane białymi kropkami. kwiaty tego zioła, zebrane w grona, są koloru różowo-purpurowego. Średniowieczne źródła utrzymywały, że wygląd zioła (liście przypominają tkankę płucną) wskazywał na chorobę, którą leczył. Dlatego też była onastosowana z pozytywnym skutkiem w leczeniu problemów związanych z płucami. Herbatki sporządzane z tego zioła były dobrodziejstwem w przypadkach chronicznych zapaleń oskrzeli. Surowcem leczniczym są liście. Dzięki wysokiej zawartości kleju roślinnego (śluzu), miodunka,  jest szczególnie pożytecznym ziołem w leczeniu chorób płucnych, a w szczególności jest efektywnym środkiem w przypadkach chronicznego zapalenia oskrzeli. Łączy się ją dobrze z innymi ziołami, np. z podbiałem na chroniczny kaszel, między innymi też na koklusz, oraz może być równie dobrze stosowana przy astmie. Może być również używana jako sposób na chore gardło, jak i na przekrwienia (zastój krwi). W przeszłości miodunka plamista była stosowana na kaszel z krwią powstałą z infekcji guzkowatych. Jej liście, dzięki ściągającym właściwościom, znalazły zastosowanie zewnętrzne przy tamowaniu krwawień. Miodunka plamista pochodzi z Europy i obszarów Kaukazu. Zioło to rośnie na górskich pastwiskach i na podmokłych terenach. Liście miodunki plamistej są zbierane późną wiosną. w Polsce to roślina rzadka, występuje na Pomorzu i w zachodniej Polsce. Zawiera flawonoidy, garbniki, kleje roślinne, saponiny oraz witaminę c. w przeciwieństwie do swoich kuzynów z rodziny ogórecznika, miodunka plamista nie zawiera alkaloidów. Przy chorobie układu oddechowego zaleca się picie naparu - zalać 1 - 2 łyżeczki suszonego zioła gotującą wodą i zostawić na 10-15 minut do zaparzenia, pić napar trzy razy dziennie; ewentualnie nalewki - można brać 1 - 4ml nalewki trzy razy dziennie. (źródło: zielnik.herbs2000.com).

Przypomniałam sobie, że chyba tę roślinkę posiadam również w ogrodzie i jest ona bardzo żywotna i dekoracyjna. Niestety nie znalazłam zdjęcia. Polecam więc link:

 http://www.stockfood.pl/results.asp?txtkeys=Miodunka%20plamista



 

 

16:17, emka1216 , ogród
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 03 października 2011
 

Użeram się ostatni z jakimiś kretyńskimi problemami, które nigdy nie powinny były zaistnieć. Oczywiście w normalnej rzeczywistości. Podobno ludzie nie mają pracy i jej szukają. Jakoś po ostatnich doświadczenia nie bardzo w to wierzę.  Jak wiecie, opiekuję się teraz dwoma dużymi ogrodami. Fizycznie nie daję rady. Postanowiłam więc do ogrodu w mieście poszukać pomocy. Dostałam adres do bardzo „solidnej” firmy. Przyjechał młody człowiek, powymienialiśmy fachowe uwagi. Powiedziałam, że chcę utrzymania ogrodu w takiej postaci w jakiej jest. Zrozumiał o czym mówię i oznajmił, że wycenę zrobi po pierwszej pracy, a zacznie ją w ciągu tygodnia. Czekałam trzy tygodnie i nikt się nie pojawił. W tzw międzyczasie posiłkowałam się dorywczą pomocą Małgosi, którą przywoził ze wsi Ziemianin. Około miesiąc temu dowiedziałam się, że znajomi znajomych  młodych ludzi, chcą rozpocząć działalność ogrodniczą. Spotkałam się na początku tygodnia. Wprawdzie, kiedy zapytałam „szefa” czy się na tym zna, a on mi odpowiedział, że przecież ze wsi jest, lampka mi się zapaliła. Jednak szansę dałam. A co mi tam, stawiam na młodych. Obiecali przyjazd  w sobotę. W związku z tym, że miałam być nieobecna, zadysponowałam, że najbardziej zależy mi na odchwaszczeniu tylnej części ogrodu (ok. 300m2), bo sąsiedzi mnie niedługo zjedzą, oraz oznajmiłam, że wprawdzie żywopłoty i trawę trzeba przyciąć, ale to może poczekać. Kiedy pojawiłam  się w poniedziałek, ujrzałam moje chwasty jeszcze większe niż były, ale trawę i żywopłoty przycięte. Mieli wywozić worki z zielskiem, ale zostawili je na środku ogrodu. Zatelefonowałam i zapytałam o co chodzi? Młody człowiek oznajmił, że nie mieli czasu i że w następną sobotę zrobią tak jak trzeba. Przez następną sobotę, pracując w trojkę  odchwaścili połowę z 300 metrów, truskawki zostawili nieprzycięte, a ilość worków w kolorze blue urosła. Kolejna miniona sobota minęła pod znakiem braku moich pomocników, a ich szef przysłał sms’a, że  on musiał wyjechać, ale jutro przyjdzie kolega i zrobi i zabierze worki. Mam niejasne wrażenie, że się tego nie doczekam.  Dzisiaj przed zmrokiem udało mi się przyciąć wspinającą się po schodach hederę pospolitą, a jutro zabieram się za krzewy. Nabrałam się na ludzi chętnych do pracy, którzy wystawili mnie do wiatru i muszę pielęgnację roślin przeprowadzać po właściwym dla tych czynności czasie. Mam nadzieję, że to przeżyją. Nie są młode, to i odporne na różne eksperymenta.  Niestety po piątkowym ustawieniu wypadniętego dysku nie mogę czyścić ogrodu z chwastów i najprawdopodobniej znów Ziemianin będzie musiał przywieźć Małgosię.  Ale nic to, jesień jest piękna a okoliczności przyrody, szczególnie o świcie, cudne.

 

PS O drodze przez mękę na ścieżkach  naszej służby zdrowi a napiszę innym razem.

19:50, emka1216 , ogród
Link Komentarze (18) »
sobota, 03 września 2011
 

Macierzanka – Thymus, to roślina z rodziny jasnotowatych. Popularnie zwana jest polskim tymiankiem.  Słowo tymianek pochodzi z języka greckiego – „thymon” i oznacza odwagę, męstwo, a „thymos” dym, duch, „thymiana” – kadzidło.   Macierzanka musi być odważna skoro jej ulubionymi miejscami są piaszczyste, nasłonecznione i przepuszczalne gleby. Podobno występuje jej ok. 300 gatunków. To mała krzewinka. Dorasta do ok. 20-30cm.  Moje macierzanki tworzą  zielono szare poduchy kwitnące przez całe lato. Wprawdzie w tym roku zakwitły później, majowe przymrozki dopadły je w okresie wzrostu,  ale mimo to kwitną do tej pory. Przymrozki dały im w kość, ale ta mała, niepozorna, niezwykle aromatyczna,  krzewinka jest na tyle silna, że podniosła się i zarasta piaszczysty, nieurodzajny, najmniej zadbany zakątek leżący od frontu domu. Pewnie dziwicie się, że przed frontem domu mam najmniej zadbany kawałek ziemi. Cóż, tak się złożyło, że nie mam tam doprowadzenia wody do podlewania. W związku z tym posadziłam tam rośliny, które nie wymagają wody i są tak odporne, że przeżyją największa suszę. Rosną tam juki, szałwie, lawendy no i macierzanka – bohaterka dzisiejszego wpisu.

 

 Mam wrażenie, że moja koncepcja w przyszłym roku wyda zamierzone przeze mnie efekty. No ale wracając do moich baranów, w starożytnym Egipcie tymianek stosowano do balsamowania zwłok, w Grecji palono go na ołtarzach Afrodyty a w Rzymie używano go do przyprawiania serów i aromatyzowano wino.  Podobno kąpiele z macierzanki leczą melancholię.  Wykorzystywano ją w napojach miłosnych, a medycyna ludowa zalecała na pobudzenie trawienia, swędzenie skóry i reumatyzm. Podobno chroni przed czarami, złymi mocami i urokami.  W silnym słońcu pięknie pachną, dzięki zawartości olejków eterycznych. Głównym jest olejek lotny zawierający linalol, terpineol, tymol, karwakrol i inne. Poza tym w macierzance  saponiny, garbniki, flawonoidy, gorycze, działające  wykrztuśnie. ściągająco i odkażająco. Pomaga w migrenach i silnych bólach głowy. Oczywiście stanowi świetną przyprawę i to nie tylko do serów, również do mięs, ryb i drobiu. Odstrasza mole. („Zioła pachnące słońcem” dr Jarosław Przybył, Ogrody nr 9 z 2011r). Bardzo lubię tę niepozorną, ale silną i pełną woli przetrwania roślinkę. A jej zapach zawsze kojarzy mi się z latem.

21:28, emka1216 , ogród
Link Komentarze (20) »
piątek, 05 sierpnia 2011
Od dwóch dni panuje w naszej Wielkiej Polsce pogoda nieco tropikalna. Duszno, parno...
niedziela, 31 lipca 2011
Kolejny „normalny” lipcowy dzień...
niedziela, 10 lipca 2011
Pysznogłówka kojarzy mi się z rozczochranym młodzieńcem, z odrastającą fryzurą na irokeza..............
wtorek, 21 czerwca 2011

Nie znoszę lawendy w szafie, oczywiście tej sztucznej i chemicznej. Ale kocham lawendę w ogrodzie.

 
22:32, emka1216 , ogród
Link Komentarze (10) »
czwartek, 09 czerwca 2011
 

Róża pnąca  szczepiona przez Stanisława Żyłę. Rośnie w ogrodzie moich rodziców od chyba 1987 lu 1988 roku. Podobno róże tak długo nie żyją.

21:15, emka1216 , ogród
Link Komentarze (11) »
wtorek, 07 czerwca 2011
 
 
 
23:24, emka1216 , ogród
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5